Moja
rzeczywistość, moje doświadczenie, moja świadomość
Doszedłem w swoim życiu do miejsca, w którym nie czuję
już potrzeby szukania kolejnych odpowiedzi poza tym co sam mogę zrozumieć, doświadczyć,
zinterpretować. Nie potrzebuję kolejnych
książek, kolejnych nauczycieli ani słuchania ludzi opowiadających o swoich
niezwykłych doświadczeniach, duchowych przeżyciach czy sposobach osiągania
szczęścia. Nie wynika to z tego, że uważam, iż wiem wszystko, ani z tego, że
uważam się za lepszego od innych ludzi i z pewnością nie oznacza, że przestałem
być ciekawy świata. Po prostu przestałem odczuwać potrzeby poszukiwania czegoś
co już sam wiem. Nie czuję już braku, a w związku z tym przestałem szukać
czegoś, co miałoby ten brak wypełnić. To, że zrozumiałem kim jestem, że
zacząłem w pełni korzystać ze swojego rozumu i to, że zrozumiałem jaką posiadam
wiedzę jest to dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy, jakie zrozumiałem na
swojej drodze.
Nie mam również potrzeby przekazywania innym ludziom
swojej wiedzy jako czegoś, co powinni przyjąć i według czego powinni żyć. Nie
chcę być nauczycielem cudzej rzeczywistości, nie chcę tworzyć kolejnego systemu
przekonań, kolejnej filozofii ani kolejnego zestawu zasad, według których inni
mieliby postępować. Moja wiedza jest wynikiem moich własnych doświadczeń, moja
świadomość jest moją świadomością, a rzeczywistość, którą poznaję i w której
funkcjonuję, jest moją własną rzeczywistością. Właśnie dlatego nie mam prawa
zakładać, że to, co jest prawdziwe w moim świecie, musi być prawdziwe w świecie
drugiego człowieka. To, co mnie pomogło, komuś innemu może nie pomóc, to, co
dla mnie jest oczywiste, dla kogoś może być niewiarygodne, a to, co dla mnie
jest możliwe, dla innej osoby może być niemożliwe do zaakceptowania. Nawet coś,
co w moim przypadku okazało się dobre i wartościowe, w przypadku innej istoty
może okazać się niewłaściwe, nieprzydatne, a nawet szkodliwe.
Dlatego nie chcę nikogo przekonywać do swojej wizji
świata. Mogę opowiedzieć o sobie, mogę powiedzieć, czego doświadczyłem i jak
obecnie postrzegam rzeczywistość, ale nie chcę mówić drugiemu człowiekowi: „Tak
jest, musisz w to uwierzyć i tak powinieneś żyć”, ponieważ byłoby to jedynie
tworzeniem kolejnego ograniczenia. Jeżeli dzielę się swoim doświadczeniem, to z
jednej strony wyłącznie jako opisem własnej drogi, a nie jako instrukcją dla
innych ludzi. Z drugiej jednak strony mam takie poczucie, ze powinienem przekazać
takie jakby ostrzeżenie, że nie należy bezkrytycznie wszystkim ufać, bo
bezkrytycznie to można ufać tylko sobie, ale tylko wtedy kiedy ktoś będzie już wiedział
kim naprawdę jest, bo zdecydowana większość niestety nie jest świadoma tego kim
jest i kto podejmuje za nich decyzje, kto wpływa na ich świadomość i całe
życie.
Uważam, że jednym z największych ograniczeń człowieka
są przekonania, które otrzymuje, zanim jeszcze nauczy się samodzielnie myśleć.
Dziecko nie wybiera swoich pierwszych przekonań, lecz otrzymuje je od rodziców,
dziadków, nauczycieli, religii, społeczeństwa, naukowców, lekarzy, różnego
rodzaju autorytetów, kultury oraz ludzi, którym ufa. Z czasem człowiek
przestaje pamiętać, że są to jedynie przekonania, i zaczyna traktować je jak
rzeczywistość. W ten sposób powstaje właśnie ten niebezpieczny świat, w którym
później żyje.
Jeżeli przez całe dzieciństwo ktoś słyszy, że w jego
rodzinie kobiety chorują na raka piersi i umierają, może z czasem zacząć
traktować tę historię jak własną przyszłość. Babcia zachorowała, matka
zachorowała, więc ja również zachoruję. W ten sposób przekonanie może zacząć wpływać
na sposób, w jaki postrzega siebie i
swoją przyszłość. Nie twierdzę tym samym, że można prostą myślą zaprzeczyć
biologii, medycynie czy faktom. Mówię o czymś innym: o tym, jak ogromny wpływ
na sposób przeżywania rzeczywistości może mieć to, w co człowiek uwierzy i
jakie znaczenie nada własnym przekonaniom.
Jeżeli od dziecka słyszy, że choroba jest
nieunikniona, że musi się starzeć, że człowiek z natury cierpi, że szczęście
jest czymś przypadkowym, że dobrobyt nie jest dla zwykłego człowieka, że
problemy są nieodłączną częścią życia i że człowiek niewiele może zmienić w swoim
losie, to wszystkie te przekazy mogą z czasem zacząć tworzyć granice jego
świata. Podobnie może działać religia, w której człowiek zostaje wychowany w
przekonaniu o grzechu, karze, cierpieniu, strachu, konieczności modlitwy,
nadziei i oczekiwaniu na zbawienie. Podobnie mogą działać niektóre przekonania
pochodzące ze świata nauki albo powszechnej kultury, takie jak przekonanie, że
człowiek musi się starzeć, musi chorować, potrzebuje określonych rzeczy, aby
być szczęśliwy, niewiele może zmienić w swoim życiu i nie ma rzeczywistego
wpływu na swoją rzeczywistość.
Prawda jest taka, że nikt nie powinien przyjmować
żadnego przekonania wyłącznie dlatego, że zostało mu przekazane jako prawda. Każdy
powinien mieć na to wywalone. Wg mojej
oceny wszystkie przekonania są szkodliwe.
Dotyczy to również największych pytań dotyczących
istnienia. Wielki Wybuch, kosmici, natura Wszechświata, to, czym naprawdę jest
Ziemia, możliwość istnienia innych wymiarów, Matrix, wieczne życie,
reinkarnacja, istnienie Boga, istnienie innych inteligencji czy możliwość, że
rzeczywistość jest czymś zupełnie innym, niż ją obecnie postrzegamy. Wszystko
to pozostaje dla mnie obszarem pytań i możliwości. No bo kto tak naprawdę może
to wiedzieć z cała pewnością. Przecież to totalna bzdura. To są informacje
przeczące logice i korzystania z rozumu. Jeżeli ktoś mówi co było 14 miliardów
lat temu, lub, że we wszechświecie żyją tylko ludzie jako inteligentne istoty,
a wszechświat jest taki lub inny i podaje to za pewnik to ja mam na to po
prostu wywalone. Nie twierdzę, że znam
ostateczne odpowiedzi, i właśnie to jest dla mnie ważne. To, że czegoś nie
wiem, nie oznacza, że muszę natychmiast uwierzyć w jedną z dostępnych
odpowiedzi. Mogę powiedzieć „nie wiem”, a następnie samodzielnie obserwować,
doświadczać, myśleć i wyciągać własne wnioski.
Dla mnie właśnie na tym polega wolność. Wolność nie
polega na zamianie jednego systemu przekonań na drugi ani na tym, żeby przestać
wierzyć w jedną religię, a następnie bezkrytycznie uwierzyć w inną duchową
teorię. Nie polega również na odrzuceniu jednego autorytetu tylko po to, aby
znaleźć sobie kolejnego. Prawdziwa wolność zaczyna się wtedy, kiedy człowiek
przestaje potrzebować autorytetu, który mówi mu, co ma myśleć, w co ma wierzyć,
czego ma się bać i do czego ma dążyć. Prawdziwa wolność jest wtedy kiedy ktoś
zaczyna rozumieć kim jest, jaka w nim drzemie wiedza i co z nią może zrobić.
Dlatego uważam, że droga do własnego poznania może
wymagać czegoś bardzo trudnego. Trzeba być gotowym zakwestionować niemal
wszystko, ale nie po to, żeby wszystko automatycznie odrzucić, tylko po to,
żeby sprawdzić, co rzeczywiście jest moje. Co naprawdę wiem? Co naprawdę czuję?
Czego naprawdę doświadczyłem? A co jedynie przejąłem od innych ludzi? Czasami
oznacza to konieczność wywrócenia swojego dotychczasowego życia do góry nogami,
ponieważ człowiek może odkryć, że wiele rzeczy, które uważał za własne, wcale
nie było jego. Jego przekonania nie były jego, jego lęki nie były jego, jego
ograniczenia nie były jego, a nawet jego definicja szczęścia nie była jego.
Wszystko to mogło zostać mu przekazane i zapisane w nim przez innych ludzi oraz
przez doświadczenia, które przeżywał od dzieciństwa. Uwolnienie się od tego
wymaga odwagi.
W pewnym momencie mojej drogi doświadczyłem spotkania
z pewną energią. Nie będę próbował nikogo przekonywać, czym ta energia była,
ponieważ należy to do mojego doświadczenia i mojej rzeczywistości. Ta energia
zadała mi jednak bardzo proste pytania: czy jestem szczęśliwy, czego
potrzebuję, jakie mam pytania oraz czego się obawiam i czego się boję.
Odpowiedziałem zgodnie z tym, co naprawdę czułem, że jestem szczęśliwy, niczego
nie potrzebuję i niczego się nie boję. Wtedy otrzymałem odpowiedź, która bardzo
mocno wpisała się w moje rozumienie rzeczywistości: skoro jestem szczęśliwy,
niczego nie potrzebuję i niczego się nie boję, to nie potrzebuję żadnych nauk,
wskazówek ani instrukcji dotyczących tego, jak mam postępować.
To doświadczenie było dla mnie niezwykle istotne,
ponieważ zacząłem patrzeć inaczej na samo poszukiwanie kolejnych nauczycieli i
kolejnych nauk. Kiedy człowiek szuka nauczyciela, zazwyczaj szuka odpowiedzi, a
to znaczy, że nie korzysta z własnego rozumu i własnej wiedzy, która przecież posiada. Poza tym
prawda jest taka, że każdy kto przekazuje jakąkolwiek wiedzę nie robi tego dla
kogoś. On dba tylko i wyłącznie o swój własny interes i z pewnością ma w tym
swój cel.
Nie przemawia do mnie również idea, że ktoś musi mnie
prowadzić poprzez tak zwaną „miłość absolutną”. Nie potrzebuję, aby ktoś mówił
mi, co powinienem robić, jak powinienem żyć i co powinienem osiągnąć, aby stać
się wystarczająco dobrym. Jeżeli ktoś coś mi nakazuje, nie zakładam
automatycznie, że robi to wyłącznie dla mnie. Jestem przekonany, że każda
istota poza nielicznymi wyjątkami ma własne cele, własne potrzeby i własne
powody działania, dlatego nauczyłem się patrzeć na takie przekazy bez
bezwarunkowego zaufania. Nie oznacza to braku szacunku, lecz niezależność i
świadomość tego, że odpowiedzialność za moje życie pozostaje po mojej stronie.
Jest również coś, co uważam za logicznie sprzeczne z przekazami
dotyczącymi sposobu postrzegania Boga. Jeżeli jestem częścią boskiej energii, w
co wierzę w oparciu o własne doświadczenia i przekazy różnych energii to
dlaczego miałbym całe życie dążyć do tego, aby dopiero kiedyś w przyszłości po latach
reinkarnacji, czy latach rozwoju duchowego stanąć obok Boga. Jeżeli Bóg jest we
mnie, a ja jestem w Bogu, to gdzie właściwie miałbym dojść? Jeżeli jestem
częścią Boskiej energii, której powinienem niby szukać to samo poszukiwanie tej
Boskiej energii staje się pewnego rodzaju paradoksem. Nie muszę stawać się
doskonały po to, aby zasłużyć na kontakt z Bogiem, ani osiągać określonego
poziomu, aby stać się częścią czegoś, czego – zgodnie z moim rozumieniem – już
jestem. Nie muszę więc stawać się kimś innym tylko dlatego, że ktoś mi tak
powiedział.
W moim świecie, w mojej rzeczywistości i w mojej
świadomości mam prawo być sobą. Mam prawo myśleć, doświadczać, zmieniać zdanie,
czegoś nie wiedzieć, nie wierzyć, wierzyć, obserwować i wybierać. Przede
wszystkim mam prawo samodzielnie decydować o swoim życiu. Nie oznacza to, że
wszystko jest mi wolno bez konsekwencji, ponieważ każde działanie może mieć
swoje konsekwencje. Oznacza to natomiast, że nie potrzebuję zewnętrznego
autorytetu, który miałby za mnie określić, jak powinienem przeżywać swoje
życie.
Zrozumiałem również, że nie chcę być kolejnym
nauczycielem. Nie chcę nikogo zbawiać, naprawiać ani przekonywać. Nie chcę nikomu
udowadniać, że moja rzeczywistość jest prawdziwsza od jego rzeczywistości. Nie
chcę być kolejnym człowiekiem, który mówi: „Znam prawdę. Posłuchaj mnie”,
ponieważ dokładnie w ten sposób powstają kolejne systemy przekonań. A ja nie
chcę tworzyć kolejnego systemu.
Jeżeli ktoś chce poznać moją perspektywę, mogę ją
przedstawić. Jeżeli ktoś chce poznać moje doświadczenia, mogę o nich
opowiedzieć, ale nie będę mówił, że musi je przyjąć. Każdy człowiek ma własną
drogę i właśnie dlatego uważam, że największym szacunkiem dla drugiego
człowieka jest pozostawienie mu prawa do samodzielnego poznawania,
doświadczania, myślenia i dochodzenia do własnych odpowiedzi.
Nauczyłem się również, że bardzo trudno znaleźć kogoś
naprawdę bezinteresownego. Dotyczy to większości ludzi, nauczycieli, systemów,
instytucji, a także – w moim osobistym doświadczeniu – pewnych energii,
zwierząt czy innych istot. Kiedy jakiś czas temu prosiłem o wiedzę i pytałem,
jak mam postępować, co powinienem zrobić albo czego powinienem się nauczyć,
odpowiedź, którą otrzymywałem, często sprowadzała się do pouczania mnie, nakazów,
zakazów, przekazywania wskazówek, które od razu budziły moje wątpliwości, lęk,
a nawet strach. Dopiero kiedy odpowiedziałem na przekazane mi proste pytania:
czy jestem szczęśliwy, czy czegoś potrzebuję i czy czegoś się boję, a po mojej
odpowiedzi, że jestem szczęśliwy, niczego nie potrzebuję i niczego się nie boję
usłyszałem proste odpowiedzi, że w takim razie nie potrzebuję nauk, wskazówek
ani instrukcji. Te odpowiedzi od razu wydawały się uczciwe. Nie czułem strachu,
lęku i dawały mi poczucie czegoś ważnego, czegoś co czułem całym sobą. Czegoś
co dawało mi poczucie, że zaczynałem rozumieć kim jestem i jaką wiedzę w sobie
posiadam.
I właśnie tutaj jestem dzisiaj. Nie twierdzę, że
wydobyłem już z siebie całą wiedzę, nie twierdzę, że znam wszystkie odpowiedzi
i nie twierdzę, że każdy człowiek powinien żyć tak jak ja. Twierdzę coś
znacznie prostszego: nie potrzebuję już, żeby ktoś mówił mi, jak mam żyć. Teraz
jak chcę się czegoś dowiedzieć to wiem gdzie szukać i zawsze znajduję bo wiedza
jest we mnie. Ale jak już mówiłem moje doświadczenia należą do mnie, moja
świadomość należy do mnie, moja rzeczywistość należy do mnie, a
odpowiedzialność za to, jak ją przeżywam, również należy do mnie.
Dlatego nie szukam już kogoś, kto pokaże mi drogę. Nie
dlatego, że uważam, iż droga nie istnieje, lecz dlatego, że zrozumiałem, iż
moja droga nie musi być drogą nikogo innego. Każdy człowiek może mieć własną
rzeczywistość, własne doświadczenia, własne pytania i własne odpowiedzi. Ja
natomiast chcę pozostać wierny temu, czego sam doświadczam i co sam rozumiem,
bez potrzeby narzucania tego innym.
Być może właśnie na tym polega moja obecna wolność:
nie potrzebować, aby ktoś z zewnątrz powiedział mi, kim mam być, czego mam
szukać, czego mam się bać i do czego mam dążyć. Jestem, doświadczam, obserwuję,
myślę, czuję i żyję. I na ten moment to mi wystarcza.