Niewidzialny
i bezwzględny egzekutor
Burnia
to dziwny kraj. Usytuowany w Federacji Zgromadzenia Państw Uciśnionych. Nie ma
wrogów, ale nie ma też przyjaciół. Z jednej strony wydaje się, że jest on mlekiem i miodem płynący. Z
drogiej zaś prawda jest okrutna. Jest to
kraj pełen bezprawia, korupcji i
wszelkiej niegodziwości. Żyją tu ludzie bardzo biedni i rządni władzy bogacze,
którzy czują, że są ponad prawem. Mają
przekonane, że wszystko im wolno i nie odpowiadają za swoje czyny.
Przyzwolenie na taki stan rzeczy daje im Wielki Maruu. Bezprawie i
samowola tych, co żerują przy korycie
powoduje, że życie staje się tu nie do zniesienia.
Zawsze wkurzała mnie niesprawiedliwość, korupcja,
krzywda i zniewolenie ludzi. Sam świata nie zmienię. Jednakże pewne,
nieprzewidywalne i bardzo tajemnicze zdarzenie jakie mi się przydarzyło
spowodowało, że coś bardzo zmieniło się w moim życiu. Otóż w wyniku
nieoczekiwanej krótkotrwałej zmiany mojej rzeczywistości nie wiadomo dlaczego
posiadłem jakieś ponadludzkie zdolności i możliwość korzystania z
niewidzialności. Dlatego postanowiłem to wykorzystać. Musiałem zrobić to czego
nie zrobiła Policja, Sądy, Prokuratura czy Najwyższa Rada Starszyzny Burunii. Nie
mogłem liczyć na żadnego uczciwego wykonawcę prawa i sprawiedliwości. Postanowiłem sam
wymierzyć sprawiedliwość i maksymalnie uprzykrzyć życie tym, którzy
dopuścili się i dopuszczają wszelakiej niegodziwości. Opracowałem odpowiednie
plany i zamierzenia. Aby jednak je zrealizować musiałem przede wszystkim mieć
odpowiednią, bezpieczną lokalizację. Kupiłem
zatem dom z dużym ogrodem z dala od innych posiadłości. Nabyłem sporo
różnego rodzaju sprzętu i wyposażenia oraz profesjonalną broń. Najbardziej przydatny
okazał się karabin snajperski, pistolet
z tłumikiem oraz niezawodna kusza. Dopełnieniem moich potrzeb było Tajemne Koło
Spełnienia. Przewidywałem, że będę miał bardzo dużo wydatków więc postanowiłem zdobyć jeszcze odpowiednie fundusze. Pomyślałem, że najlepiej i
najbardziej sprawiedliwie będzie jak pieniądze pozyskam od tych, którzy weszli
w ich posiadanie w sposób nieuczciwy. Na początek wytypowałem kilkunastu
najbogatszych ludzi w Burunii. Byłem przekonany, że nikt w ciągu kilku lat nie staje się miliarderem uczciwie
zarabiającym na życie. Musiałem to jednak sprawdzić ponieważ nie chciałem
zrobić krzywdy komuś kto na to nie zasługiwał. Po krótkiej selekcji jako pierwszego wyznaczyłem właściciela i
prezesa firmy aptekarskiej Kamila Jarosza Drugiego. Jego oficjalny majątek jak
donosiły media to ponad 17,6 mld. funtów. Plotki głosiły jednak, że pieniędzy
ma ponad dwa razy tyle. Byłem bardzo ciekawy czy jego majątek był rzetelny i
przejrzysty, a on sam był prawy i bez skazy. Miałem bardzo prosty sposób, aby
to sprawdzić. Postanowiłem odwiedzić główną siedzibę Jarosza. Do budynku
wszedłem bardzo wcześnie. Około godziny
piątej rano byłem już wewnątrz ogromnego
biurowca, którego był właścicielem. Biorąc pod uwagę fakt, że budynek
miał ponad sto czterdzieści pięter
pomyślałem, że to najlepszy czas, żeby rozejrzeć się i przygotować do
tego co miałem zamiar zrobić. Od razu moją uwagę zwróciło to, że nie było
żadnej możliwości, aby na czterdzieste drugie piętro, na którym znajdował się
jego potężnych rozmiarów gabinet mógł ktokolwiek dostać się samodzielnie. Cały budynek był wyposażony w systemy
alarmowe, czujniki i monitoring. Z
umieszczonej informacji przy recepcji dowiedziałem się, że każdego interesanta
po wydaniu odpowiedniej przepustki do celu odprowadza strażnik. Przy każdej windzie oraz na każdym piętrze na
holu stale przebywało dwóch uzbrojonych
strażników. Wszystkie pokoje były pozamykane. Od czterdziestego piętra liczba
strażników była trzykrotnie zwiększona. Już sam ogrom tych wszystkich zabezpieczeń
świadczył o tym, że Pan Jarosz z pewnością miał wiele do ukrycia. Mnie jednak
pomimo wszelkich zabezpieczeń udało się dotrzeć aż pod jego gabinet. Do środka
jednak nie miałam puki co żadnej możliwości wejść. To była prawdziwa forteca.
Musiałem cierpliwie czekać. Punktualnie o godzinie szóstej pojawiła się
sprzątaczka. Oczywiście była w obecności dwóch kolejnych strażników. Siedzący obok drzwi wejściowych do gabinetu
prezesa porządkowy po wpisaniu godziny,
danych z identyfikatorów strażników i
sprzątaczki unieruchomił system alarmowy. Następnie przy użyciu
trzech kluczy otwarł skomplikowany
zamek i dopiero wtedy wpuścił ich do
gabinetu. Dziwne i zaskakujące było to, że gdy tylko sprzątaczka weszła do
środka gabinetu natychmiast został uruchomiony znajdujący się na jednej z
szafek dron, który cały czas towarzyszył sprzątaczce. Strażnicy stali natomiast
przy drzwiach. Ja korzystając ze swojej
niewidzialności również wszedłem do środka. Sprzątaczka niewiele miała do
roboty. Ciekawe było także to, że
przed opróżnieniem kosza na śmieci jeden ze strażników bardzo
dokładnie sprawdził całą jego zawartość. Po kilku minutach wszyscy opuścili
gabinet. Ja natomiast podszedłem do biurka i położyłem ma nim przygotowaną
wcześniej kartkę, na której widniała wyraźnie napisana groźba „ Wiem, co zrobiłeś
draniu, mam dowody jak fałszujesz
dokumenty, oszukujesz i jakie robisz przekręty bogacąc się na krzywdzie
ludzkiej i okradaniu państwa. Odpowiesz za to i będziesz wisiał” Tekst był
mocny. Człowiek uczciwy po przeczytaniu takiej informacji powinien powiadomić
Policję lub wyrzucić kartkę do kosza
wywalając zwierzchnika strażników na zbity pysk. Byłem bardzo ciekawy co zrobi
Jarosz. Usiadłem więc sobie wygodnie na skórzanej sofie i czekałem, aż wejdzie
do gabinetu. Krótko po godzinie ósmej gdy tylko usłyszałem rozmowę za drzwiami
przemieściłem się w bardziej bezpieczne miejsce. Nie znałem bowiem jego
zwyczajów. Tak jak jednak przypuszczałem swoją skórzaną teczkę położył na sofie
i podszedł do biurka. Dron natychmiast
poderwał się, wydał kilka dziwnych dźwięków po czym spokojnie opadł. Jarosz od
razu zauważył kartkę, którą wziął do ręki. Po przeczytaniu nerwowo rozejrzał
się po gabinecie.
-
Co jest kurwa??? Kto to…
Wyjął
z kieszeni telefon komórkowy i wybrał jakiś numer.
-
Do mnie! Szybko! - Usłyszałem jego ostry głos, a po chwili do gabinetu wszedł
jakiś mężczyzna
-
Dzień dobry panie prezesie. O co chodzi?
-
O co chodzi??? To ja się pytam o co chodzi? Co to kurwa jest? Wytłumaczysz mi
to?
-
Nie rozumiem. Panie prezesie…
-
Nie rozumiesz? To leżało na moim biurku. Jak się na nim znalazło? Wytłumaczysz
mi to? Bo ja tego nie rozumiem. Mamy specjalne procedury, systemy alarmowe,
czujniki, kamery pełno ochrony i na huj to wszystko.
-
Panie prezesie zaraz wszystko sprawdzę
-
Zaraz sprawdzisz? Jesteś jebanym naczelnikiem strażników. Tobie nie wolno
dopuścić do takich wydarzeń. Za co ja ci
kurwa płacę? Ty masz mnie informować o wszystkim co się dzieje w moim biurowcu,
a w szczególności w moim gabinecie. Masz
pół godziny, aby ustalić jak to znalazło się na
moim biurku, a teraz wypierdalaj !
Jarosz
był tak wkurzony, że aż piana pojawiła się na jego pysku. Gdy tylko naczelnik
strażników opuścił pomieszczenie natychmiast podszedł do stojącego, częściowo
wmurowanego w ścianę sejfu. Po wyłączeniu alarmu i czujników otworzył go, a
następnie zaczął wyjmować sporo różnego
rodzaju dokumentów. Pospiesznie i w silnym
zdenerwowaniu zaczął je przeglądać. Po kilku minutach włożył je ponownie
do sejfu. Wziął do ręki telefon i wybrał numer.
-
Cześć Kuba. Za ile możesz do mnie przyjechać?
-
…
-
To bardzo ważne. Masz pół godziny
Jarosz
chodził nerwowo po pokoju. Miałem chyba rację i moje podejrzenia wydawały się
uzasadnione. Człowiek uczciwy, który nie ma nic do ukrycia nie zachowuje się w
taki sposób.
Nie
minęło dwadzieścia minut jak pojawił się Kuba. Nie wiedziałem kim oj jest, ale
byłem pewny, że za chwilę się dowiem.
-
Cześć Kamil. Co się stało?
-
Masz i czytaj – Jarosz podał mu kartkę nerwowo stukając palcami w blat biurka
-
Co to jest ?
-
A skąd do kurwy nędzy ja mam to wiedzieć. Leżało na moim biurku. Działaj rano
to zauważyłem.
-
Na biurku? A wiesz kto…
-
Nie! Nie wiem! A najlepsze jest to, że nikt nie wie. Naczelnik strażników też
nie. Dopiero teraz robi jakieś ustalenia w tej sprawie. Wyrzucę go na zbitą
mordę. Ale wiesz co to wszystko znaczy? Tu do mojego gabinetu żaden obcy nie
wejdzie. Kartkę musiał położyć jakiś pracownik. Ktoś chce mnie kurwa załatwić.
-
A dokumenty?
-
Co dokumenty? Bezpieczne. Są w sejfie. Przed chwilą sprawdzałem.
-
Na pewno?
-
Na pewno! Ale masz rację. Przejrzyj je sam bo w
nerwach mogłem coś pominąć. Jesteś moim zaufanym prawnikiem i
człowiekiem od zadań specjalnych więc myśl. Musimy ustalić co się dzieje.
Kuba
podszedł do sejfu i zaczął przeglądać
dokumenty. Tym razem trwało to zdecydowanie dłużej.
-
Wszystko jest ok. Tego sejfu nikt nie może otworzyć.
W
tym momencie do gabinetu wszedł
Naczelnik strażników
-
Panie prezesie. Sprawdziłem bardzo dokładnie. Od wczoraj do gabinetu nikt nie
wchodził poza sprzątaczką i strażnikami dzisiaj rano. Od godziny szesnastej wczorajszego dnia do
chwili obecnej nikt obcy nie wchodził do budynku. Kamery nic nie
zarejestrowały. System alarmowy nie został wzbudzony ani jeden raz. W pańskim
gabinecie był wyłączony, dzisiaj
rano jeden raz gdy wchodziła sprzątaczka
i drugi raz gdy pan wchodził.
Korzystając
z tego, że wszyscy byli zajęci zabrałem z sejfu wszystkie dokumenty, które
wcześniej oglądał prawnik. Dodatkowo wziąłem pokaźnych rozmiarów skórzany
notes, który tam się znajdował i pamięć USB
-
No to wytłumacz mi jak ta cholerna kartka znalazła się na moim biurku.
-
Nie wiem?
-
Nie wiesz? To znaczy, że jesteś mi nie potrzebny! Zwalniam cię! Ale… Zaraz… A
może to ty za tym stoisz?
-
Szefie! No co pan?
-
Kamil! Spokojnie. Za lojalność i uczciwość Ryśka jestem pewny. Sam wiesz co dla
nas robi. Sprawdzimy to jeszcze raz
-
Masz racje, ale nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć. Przecież jeżeli ktoś ma
coś na mnie to jestem skończony
Jarosz
podszedł do sejfu i ze złością pchnął drzwi zatrzaskując je. Włączył system
alarmowy i skierował się do wyjścia z gabinetu. Naczelnik strażników służalczo
otworzył drzwi na oścież, z czego natychmiast skorzystałem.
-
Wychodzę. Musze coś ważnego załatwić w banku – mówiąc to sam zamknął drzwi i
szybkim krokiem podążył w kierunku windy.
Chciałem
wiedzieć co takiego ważnego właśnie w tej chwili miał do załatwienia w banku.
Pojechałem więc za nim. Okazało się, że koniecznie chciał sprawdzić czy w
skrytce bankowej przypadkiem nic nie zostało naruszone. Zadowolony, że wszystko
było w porządku jeden z kluczy oddał pracownikowi banku, a drugi schował do
kieszeni i z widoczną ulgą wyszedł na zewnątrz budynku. Nie miałem większego
problemu zabrać mu klucz jak i ten
drugi do jego skrytki. Bacznie bowiem
obserwowałem gdzie są przechowywane klucze do skrytek, jak do nich się dostać i
jak pokonać drogę do skarbca. Zapamiętane kody do zamków szyfrowych bez
problemu pomogły mi pokonać wszystkie przeszkody. Teraz to byłem już w stu
procentach pewny, że Jarosz nie jest uczciwy. W skrytce miał bowiem prawdziwe
rarytasy. Przede wszystkim znajdował się tam pistolet z tłumikiem Beretta bez
numerów identyfikacyjnych, dwa magazynki o pojemności 17 nabojów oraz cztery
pojemniki amunicji po 50 sztuk Ponadto
woreczek z siedemnastoma pokaźnej
wielkości diamentami, pamięć USB, dziesięć sztabek złota po 250 gram każda i
dwadzieścia paczek banknotów o nominałach po 500 funtów. Ponadto była tam
jeszcze duża szara koperta z dokumentami
i zdjęcia. Zabrałem wszystko i pospiesznie wyszedłem ze skarbca
Po
bezpiecznym opuszczeniu banku postanowiłem zająć się jak najszybciej przejętymi
dokumentami. Koniecznie chciałem zobaczyć co za tajemnice i co tak naprawdę
ukrywa nasz jeden z najbogatszych ludzi w kraju. Pośpiesznie pojechałem do domu i zacząłem zapoznawać się ze zdobytą
dokumentacją. Szybko zrozumiałem i byłem już pewien, że Jarosz to najgorszy
bandyta, który nie zasługuje na to aby dalej żyć. Pomijam już fakt, że oszukuje
skarb państwa na podatkach, że setki pracowników zatrudniał na czarno nie
opłacając im składek ZUS, że zatrudniając osoby niepełnosprawne przywłaszczał
sobie należące się im pieniądze z funduszu dla osób niepełnosprawnych to
świadomie narażał ludzi na śmierć
Działalność jego firmy doprowadzała do przewlekłych chorób i śmierci
tysięcy ludzi. Jego zespół pseudonaukowców wymyślał choroby, na które bez jakichkolwiek
badań wprowadzał na rynek leki. Nawet gdy uzyskiwał informacje, że
stosowane leki powodują poważne skutki uboczne, wywołują powikłania,
nieuleczalne choroby, a nawet śmierć to Jarosz i tak dopuszczał je do dalszej
sprzedaży. Lekarzy przekupywał, wysokimi łapówkami, aby przepisywali
produkowane przez jego pracowników
medykamenty nieświadomym zagrożeń pacjentom. Z dokumentów dowiedziałem
się, że w przypadku wielu różnego rodzaju bardzo ważnych dla zdrowia lekarstw
koszt produkcji wynosił od dwóch do
siedmiu funtów za opakowanie. Cena
sprzedaży wahała się natomiast w przedziale od 87 do 136 funtów za opakowanie.
Zaś w przypadku lekarstw do podawania kroplówek na nowotwory koszt produkcji
zawartości jednego woreczka wynosił około 70 funtów, a sprzedawano go w
granicach sześciu do dwudziestu tysięcy funtów. Z dokumentów wynikało też, że
wiele lekarstw wprowadzał na rynek bez jakichkolwiek badań. Na pamięci USB
zabranej z sejfu w biurze znajdowały się szczegółowe rozliczenia finansowe,
lewe faktury, koszty produkcji, sprzedaży i wydatki. Przerażające natomiast
było to co znajdowało się na pamięci z bankowej skrytki. Otóż na zamieszczonym
materiale filmowym widać było nerwową rozmowę jednego z pracowników zespołu
badawczego, który informował Jarosza o bardzo poważnych i niebezpiecznych
skutkach jednego z przygotowanych do wprowadzenia na rynek lekarstwa. Żadne
argumenty przedstawiane przez niego nie przekonywały jednak właściciela firmy
do wycofania leku. Naukowiec zagroził więc, że o wszystkim powiadomi media i
starszyznę po czym wyszedł z pokoju. Jarosz natychmiast wezwał swojego prawnika
i specjalistę do zadań specjalnych. Informując go o problemie rozkazał mu załatwić temat i powiadomić o
wynikach. Na kolejnym filmie widać
jak prawnik, znany mi już Kuba pokazuje Jaroszowi wypadek tego pracownika,
który spłonął żywcem w swoim samochodzie. Jarosz oglądając film na
podsuniętej mu pod nos komórce skwitował
to tylko słowami „ dobra robota” Tylko
na ciebie zawsze mogę liczyć w takiej sytuacji” Kolejne materiały filmowe
pokazywały, że Jarosz jeszcze kilkakrotnie zlecał zabójstwa niewygodnych osób.
Po
zapoznaniu się z tymi materiałami już wiedziałem co zrobię i nie miałem zamiaru
długo czekać. Wykonałem telefon do Jarosza
-
Słuchaj skurwysynie. To ja zostawiłem ci kartkę na biurku.
-
Słucham??? Kim jesteś?
-
Słuchaj uważnie gnoju. Z twojej skrytki bankowej zdeponowanej w banku zabrałem całą zawartość. Wiesz… Broń,
diamenty…
-
Coo???
-
Nie przerywaj. Pamięć USB, dokumenty, zdjęcia. Wszystko. Zabrałem ci też
dokumenty z twojego sejfu w biurze. Moja propozycja jest taka. Do jutra do
godziny 10 rano wszystkich pracowników na umowach śmieciowych zatrudnisz na
umowę o pracę…
- Zwariowałeś!!! Już nie żyjesz!!!
Jarosz
rozłączył się i chyba wyjął z telefonu kartę ponieważ nie mogłem ponownie
nawiązać łączności. Skoro tak to pogadamy inaczej. Postanowiłem spotkać się z
nim osobiście. Udałem się do jego
mieszkania. Na miejscu okazało się, że mieszka w olbrzymiej willi. Długo trwało
zanim znalazłem jego gabinet. Dziwne było to, że w takim dużym domu było
zupełnie pusto. Jedynie przelatujące korytarzami drony przerywały panująca
zupełną ciszę. To mnie jednak w tej
chwili zupełnie nie interesowało. Gabinet jak to bywa u bogaczy był wyposażony
z dużym przepychem. Meble, dywany, obrazy i różnego rodzaju drogie bibeloty
wskazywały na ogromne bogactwo i luksus. Mnie zależało żeby ustalić tylko kilka
rzeczy. Tradycyjnie za jednym z obrazów znajdowały się drzwiczki do sporych
rozmiarów sejfu. Na biurku znajdował się laptop. Pierwszy raz taki widziałem
miał chyba ze 25 cali i od razu na pierwszy rzut oka było widać, że to
wypasiony sprzęt za kilkadziesiąt tysięcy funtów. W barku znajdowały się
alkohole. Wśród nich były takie, których
nigdy na oczy nie widziałem.
Położyłem się na skórzanym szezlongu obok kominka i czekałem. Po około dwóch
godzinach Jarosz pojawił się w gabinecie. Gdy tylko zamknął drzwi podszedłem do
niego cichutko i będąc za jego plecami mocno uderzyłem go w głowę sporym
kawałkiem drewna. Jarosz przewrócił się na podłogę, ale nie stracił
przytomności. Założyłem mu przygotowany wcześniej worek na głowę i związałem
ręce z tyłu.
-
Jak będziesz darł mordę to cię zaknebluje
-
Wody !!!
-
Wody chcesz? Nie masz innych problemów? Nie pytasz kto to? Czy coś takiego?
-
Kim jesteś?
-
Nie ważne. Rozmawialiśmy przez telefon. Teraz wiesz już chyba, że nie
żartowałem
-
Czego chcesz? Ja ciebie….
-
Zamknij ryja i słuchaj. Nie chcę cię zabijać, ale bardzo chętnie to zrobię jak nie wykonasz
tego co ci każę zrobić.
-
Ty mnie każesz??? Ja…
- Cooo…ty??? Nie przerywaj skurwysynie tylko
słuchaj. Do jutra do godziny dziesiątej
Wszystkim pracownikom zatrudnionych na umowę zlecenie dasz umowę o pracę na
czas nieokreślony. Mają mieć
wynagrodzenie co najmniej dwie średnie krajowe. Możesz dać więcej. Każdemu z nich dasz jednorazową premię po
pięćdziesiąt tysięcy funtów, a każdy niepełnosprawny dodatkowo
ma otrzymać pięćdziesiąt tysięcy
funtów. Pozostali pracownicy mają otrzymać podwyżki o sto procent. Dalej do
godziny piętnastej podejmiesz takie działania, które będą skutkować
natychmiastowym wycofaniem wszystkich leków, które wprowadziłeś na rynek. Mam
listę tych leków więc sprawdzę. Gdy to załatwisz pozbędziesz się całej trucizny
zalegającej magazyny i zmienisz profil swojej działalności. Nikogo nie
zwolnisz. Zaczniesz teraz robić coś pożytecznego dla ludzi żeby się
zrehabilitować i odkupić swoje winy.
Powinienem cię zabić natychmiast za to co zrobiłeś. Daję ci jednak
szansę więc skorzystaj z niej bo drugiej nie dostaniesz. Chcesz coś powiedzieć?
-
Zwariowałeś. Pojebało cię. Tyyy…
-
Jeśli tego nie zrobisz to już jesteś trupem, a to całe twoje imperium
przestanie istnieć. Twoją głupią i pazerną rodziną też się zajmę. Zrozumiałeś
kretynie?
-
…
- Teraz poluźnię ci więzy i wyjdę. Odwiedzę cię
jutro. I weź sobie mocno do serca to co powiedziałem. Nie oszukasz mnie, a w
przypadku gdy postanowisz zrobić inaczej zabije cię. Aha! Gdy tak czekałem tu
na ciebie zapoznałem się z kontami bankowymi w
twoim komputerze. Nieźle się obłowiłeś bandyto.
Oczywiście
nie miałem pojęcia jak uruchomić jego komputer i jakie ma hasła. Powiedziałem
tak tylko po to, aby spowodować żeby to sprawdził. Chciałem za wszelką cenę
mieć dostęp do jego komputera i kont bankowych oraz maili
Poluźniłem
Jaroszowi więzy na rękach i powiedziałem, że odwiedzę go jutro. Następnie podszedłem do drzwi tak żeby
słyszał po czym otwarłem je i głośno zatrzasnąłem z powrotem. Z gabinetu jednak
nie wyszedłem. Stanąłem w bezpiecznym miejscu i czekałem patrząc co zrobi.
Gdy
tylko usłyszał zamykające się drzwi natychmiast wyswobodził się, wyjął telefon
i zadzwonił do Kuby.
-
Słuchaj!. Był u mnie. Sukinsyn zabrał wszystko. Dokumenty…. Ja
pierdolę…Rozumiesz ? wszystko zabrał! Przekaż dyrektorowi naczelnemu, że mamy
pilny wyjazd służbowy i będziemy z nim w kontakcie. Musimy na jakiś czas
zniknąć. Potem coś wymyślimy, żeby wyszło na nasze. Ja zadzwonię do pilota, aby
przygotował samolot do startu. Czekaj na mój telefon. Pogadam jeszcze z
Antonem. Niech ustali gnoja i zabije go. Mam nadzieję, że skurwiel nikogo nie
powiadomił bo już by to zrobił. Najważniejsze to nie mieć z nim kontaktu. Nie
będzie wiedział co robić i co ja zrobię. Anton na pewno go szybko ustali.
Więc
nie chce skorzystać z szansy. Pomyślałem, że tacy ludzie nie powinni w ogóle
przychodzić na świat. Po rozmowie z Kubą Jarosz otworzył sejf. Zabrał niewielki
notesik, przewrócił kilka kartek i
pośpiesznie odpalił laptopa. Skubaniec pewnie nie pamiętał wszystkich haseł.
-
Haa haa. Huja sprawdzałeś konta. Do mojego laptopa nie tak łatwo wejść. Jesteś
zwykły gnojek. Zobaczymy jak będziesz mnie jeszcze błagał o życie. Jarosz
głośno cieszył się myśląc, że jest górą.
Stając
za jego plecami spisałem wszystkie hasła jakie wprowadzał. A on sprawdzając
konta bankowe prawie krzyczał.
-
Skurwielu, nie wiesz z kim zadarłeś. Takich ludzi jak ja nie straszy się i nie
nachodzi w ich własnym domu. Anton załatwi ciebie i twoją rodzinę, tak na
wszelki wypadek jak byś im cokolwiek przekazał. Ja jestem nie do ruszenia. –
mówił sam do siebie
-
W takim razie nie ma dla ciebie ratunku – powiedziałem głośno stojąc za jego
plecami
Nie
zdążył się odwrócić. Tym razem bardzo silnie uderzyłem go w głowę zakrzywionym hakiem mosiężnego pogrzebacza,
który jeszcze przed chwila wisiał przy kominku. Jego ciało bez życia osunęło się na podłogę.
Nie było mi żal gnoja. Podszedłem do sejfu.
-
O rany, a to cwaniak – prawie krzyknąłem zaskoczony
Pierwsze
co rzuciło mi się w oczy to dokładnie taka sama Beretta, którą miał w skrytce bankowej. Również z tłumikiem i bez
numerów identyfikacyjnych. W sejfie było dużo pojemników z amunicją i mnóstwo
pieniędzy. Nic poza tym. Pistolet, amunicję i wszystkie pieniądze zabrałem.
Następnie usiadłem przy komputerze. Skoro nie chciał tego zrobić to sam
musiałem dokonać przelewów na konta pracowników. Nie było to trudne ponieważ
wszystkie dane księgowe, listy pracowników i ich konta były na jego komputerze.
Wszystkim zwykłym pracownikom, którzy nie mieli nic wspólnego z prowadzeniem
tej bandyckiej działalności przelałem po
pół miliona funtów. Po milionie funtów
przelałem na konta kilkudziesięciu
schronisk dla zwierząt. Po kilka
milionów funtów przelałem na domy
dziecka i domy starców. Nie zapomniałem o rodzinie zamordowanego pracownika
badawczego i pozostałych ofiar. Na konta rodzin zamordowanych przelałem po milionie funtów. Trwało to
wszystko ze trzy godziny. Wydałem ponad
czterysta milionów, a na kontach i tak zostały jeszcze miliardy. Nie chciałem jednak przelewać
większych kwot w obawie, żeby obdarowani nie musieli przypadkiem z jakiegoś powodu oddawać tych pieniędzy. Wysokość kwot, które przelałem mogły świadczyć, że przed śmiercią dręczony
wyrzutami sumienia zrobił to sam. W notesie leżącym na biurku poza kodami i hasłami znajdowały się
jeszcze nazwiska, adresy i konta bankowe skorumpowanych lekarzy
i dyrektorów szpitali. Pierwszy raz wykorzystując możliwości swojego umysłu
oraz Tajemne Koło Spełnienia każdemu z nich wyczyściłem konta do zera.
Swoje, tajne konto zapełniłem do granic możliwości.
Z komputera Jarosza przesłałem do mediów list
pożegnalny, jaki to niby on sam napisał oraz wszystkie obciążające go
informacje i demaskujące przestępczą działalność filmiki. Następnie cały
alkohol jaki znajdował się w barku wylałem na jego zwłoki, dywan i zasłony.
Jedno pudełko z nabojami podłożyłem pod jego głowę. Postanowiłem zrobić
wszystko, aby nie wyjaśniono jaką śmiercią zginął. Wychodząc wrzuciłem zapaloną
szmatę do środka.
Będąc
już na zewnątrz budynku z telefonu Jarosza wysłałem sms-a
do Kuby ustalając czas i miejsce spotkania. Chciałem koniecznie
wymierzyć sprawiedliwość człowiekowi od zadań specjalnych. Z rozmowy Jarosza
wynikało bowiem, że zabójstwo pracownika badawczego nie było jedynym jakiego dokonał. Na umówione
spotkanie przybył punktualnie. Zachowywał się tak jak człowiek, który ma dużo
złego na sumieniu. Nerwowo rozglądał się we wszystkie strony. Pojawiłem się
nagle przed nim z wycelowana Berettą. Jemu też postanowiłem dać szansę.
-
Wiem jakich przestępstw się dopuściłeś. Co możesz zrobić i jak mnie przekonać,
abym nie musiał cię zabijać
-
Nie rozumiem. Ja nic nie zrobiłem
-
Spowodowałeś śmierć waszego pracownika, który żywcem spłoną w swoim
samochodzie. Oglądałem film, który nagrałeś i pokazywałeś Jaroszowi. Wiem, że
zabijałeś innych ludzi. Jak możesz odkupić swoje winy?
-
Nie wiesz z kim zadarłeś. Już jesteś trupem. Jarosz…
-
Jarosz nie żyje. Masz ostatnią szansę
Człowiek
od zadań specjalnych był dobrze przygotowany. Prawie nie zauważyłem kiedy w
jego ręce pojawił się pistolet. Byłem jednak szybszy. Mając wycelowaną w jego
głowę Berettę wystarczyło tylko pociągnąć za spust. Niestety nie wykorzystał
szansy, którą mu dałem. Tacy ludzie nigdy nie zmienią się. Zawsze będą dbać tylko
o własne cele.
Postanowiłem,
że będą umierać ludzie, którzy krzywdzą innych, mają za nic praworządność,
dobro wspólne, życie i zdrowie ludzkie. Ci, którym wydaje im się, że mogą żyć
ponad prawem i są nie do ruszenia zrozumieją w końcu, że sprawiedliwości jednak
istnieje i właśnie ich dopadła. .
Wytypowałem
więc innych bogaczy, którzy zajmowali się różnymi gałęziami gospodarki. Żaden z
nich nie zdobył swojego bogactwa legalnie i nie zarabiał uczciwie.
Właściciel
sieci ubojni i ferm hodowlanych tolerował barbarzyńskie postepowanie w stosunku do zwierząt. Zlecił zabójstwo
aktywisty ochrony praw zwierząt i zrobił wiele różnego zła. Dokładnie ustaliłem
wszystkie jego okrutne czyny jakich się dopuścił. Karma wróciła w jego przypadku. Wrzuciłem
go żywcem do głębokiego dołu wypełnionego
rozkładającymi się zwłokami zabitej trzody chlewnej, ptactwa z fermy i psów.
Walczył o życie kilka godzin. Pod koniec zachowywał się tak jak kury na jego
fermie, które dusiły się w we własnych odchodach i trupim truchle padniętych
sztuk. Do zagrody ze świniami wepchnąłem ośmiu jego pracowników. Byli to
ludzie, którzy czerpali przyjemność z cierpienia zwierząt. Przez wiele lat
głodzili je, bili i trzymali w
spartańskich warunkach bez ruchu, dostępu do wody i powietrza.. Dla zabawy
zabijali je w taki sposób, aby jak
najdłużej cierpiały. Wygłodniałe stworzenia żywcem pożerały zwyrodnialców, którzy wyli gorzej
jak zwierzęta. Zasłużyli sobie na taki los.
Właściciel
koncernów chemicznych systematycznie fałszował dokumenty dotyczące wymiany
filtrów na kominach wydalających toksyczne opary. Filtry miały być wymieniane
co sześć miesięcy, a faktycznie wymieniano je co kilka lat. Brak filtrów
powodował, że do atmosfery przedostawały się związki rakotwórcze i mutogenne. Z
premedytacją zezwalał na nocne odprowadzanie trujących ścieków do rzek ze
swoich fabryk. Tolerował mobing i wyzysk pracowników zatrudnionych w
uwłaczających godności ludzkiej warunkach. Zginął w męczarniach w dużym rębaku
do gałęzi. Gdy kości jego nóg zostały
zmiażdżone do kolan zatrzymałem na
chwilę maszynę, aby poinformować go, że jego bogata posiadłość spłonęła
doszczętnie, a stan kont bankowych został wyzerowany. Po ponownym uruchomieniu
rębaka jego błaganie o pomoc i przeraźliwe wycie trwało jeszcze przez minutę. Jego
czternastu bezwzględnych współpracowników, którzy bezpośrednio byli
odpowiedzialni za degradację środowiska oraz tragiczne warunki pracy żywcem wrzuciłem do kadzi z kwasem azotowym.
Jeden
z największych producentów żywności, aby osiągnąć jak największe zyski całą
swoją uwagę skupiał na genetycznym modyfikowaniu warzyw, owoców i zwierząt.
Stosował antybiotyki, hormony wzrostu i
wiele nielegalnych preparatów. Na polach uprawnych używał trujących pestycydów. Prawie wszystkie ze
środków które aplikował do produkcji żywności były zabronione i z uwagi na pewność ich
szkodliwego działania w żadnym przypadku nie powinny być stosowane.
Powodowały bowiem bardzo szybki rozwój
nowotworów złośliwych, niewydolność tarczycy, zaburzenia pracy serca i wiele
innych ciężkich i nieuleczalnych chorób. Producent stosował więc różnego
rodzaju oszustwa, dawał wysokie łapówki, zastraszał wykorzystując układy i
znajomości. Nie zwracał uwagi na cierpienie i krzywdę ludzką jakiej sam
dostarczał. Dla niego najważniejsze były pieniądze. On i jego świadomi
skurwysyństwa jakiego się dopuszczali współpracownicy skończyli w dole z wapnem. Gdy pojedynczo wpychałem ich
do wykopu ani jeden nie okazał skruchy. Do końca nawet w obliczu śmierci odgrażali
się i straszyli mnie zemstą.
Przez
kilka miesięcy dokładnie przyjrzałem się i sprawdziłem jak wygląda uczciwość
innych bogaczy w Burunii. Działalność zdecydowanej większości nie różniła się
niczym od działalności zorganizowanych grup przestępczych. I nie było ważne czy
stali oni za przemysłem spożywczym, motoryzacyjnym, budownictwem,
ubezpieczeniami, czy bankami. Każdy jeden z nich swój majątek osiągał na
krzywdzie ludzkiej, złodziejstwie i oszustwach. W przypadku, gdy ktoś im
zagrażał lub nie zgadzał się z przekrętami jakich się dopuszczali stosowali
gangsterskie metody zastraszania, przekupstwa, wykorzystania układów i
znajomości. Gdy to nie pomagało i nie odnosiło oczekiwanych przez nich skutków
stosowali szantaże, groźby, zlecali pobicia, porwania i zabójstwa. Traktowałem
ich wiec jak bandytów. W ciągu kilku miesięcy ponad stu najbogatszych ludzi w
kraju pozbawiłem środków pieniężnych oraz innego wartościowego bogactwa jak
złoto, diamenty i papiery wartościowe. Doprowadziłem do utraty mieszkań,
wypasionych apartamentów i bogatych willi. W konsekwencji z bogaczy stali się
żebrakami szukającymi jakiegokolwiek schronienia na noc. Zdecydowaną
większość za popełnione przestępstwa i
zbrodnie po uzyskaniu niepodważalnych dowodów ich winy zabiłem.
Każdego, który konał w straszliwych i niewyobrażalnych męczarniach
przedstawiając dowody popełnionych czynów informowałem w jaki sposób
rozdysponowałem jego majątek i bogactwa jakie zgromadził.
Pozostali trafili tam, gdzie jest ich miejsce czyli do
więzienia. Dopilnowałem, aby przebywali w nich
przez długie lata. Ci, którzy natomiast wielokrotnie zlecali zabójstwa,
dotkliwe pobicia i porwania oraz ich bezpośredni wykonawcy zostali zamurowani w
jednym z głębokich bunkrów w leśnej gęstwinie. Sześćdziesięciu zwyrodnialców
miało tam sporo czasu na swoje przemyślenia, świadomość co się z nimi stanie i
niewyobrażalny strach. Aby bardziej bolało pozostawiłem im dwustulitrową beczkę
z wodą oraz pięćdziesiąt bochenków chleba i pięć kilogramów kiełbasy. Mogli
walczyć między sobą o przetrwanie, które i tak nigdy nie miało nastąpić. Aby
doprowadzić do psychozy, paniki i niewyobrażalnego strachu zostawiłem im oświetlenie. Była to jedna żarówka 250
watowa z bateriami, która mogła dawać im
trochę światła przez kilka dni. Wiedziałem
co będą przeżywać gdy światło zgaśnie. Nie mianem dla nich żadnej litości.
To,
że sam świata nie naprawie było dla mnie oczywiste. Ale z jednej strony poprzez moje działania
przynajmniej w części na jakiś czas ograniczyłem barbarzyństwo i skurwysyństwo
tych ludzi. Z drugiej strony uszczęśliwiłem wielu innych. Zabrane bogatym
przestępcom pieniądze i różne dobra przeznaczałem na przekazanie pokaźnych sum
pieniędzy tym, których oszukiwano, wykorzystywano, poniżano, chorym i
potrzebującym wsparcia. Moje postepowanie doprowadziło do tego, że na
wszystkich bogaczy w Burunii padł blady
strach. Niektórzy zmienili swoje postepowanie. Inni postanowili przeczekać i
obserwować co będzie działo się dalej. Byli też tacy, którzy w dalszym ciągu
robili swoje. Tym bacznie się przyglądałem. Oczywiście wszystko odbiło się
bardzo głośnym echem w kraju i za granicą. Jak to zawsze bywa w takich
sytuacjach miałem zarówno zwolenników jak i przeciwników. Zwolennicy przyjęli
to ze zrozumieniem i ze spokojem obserwowali dalszy rozwój wypadków.
Przeciwnicy natomiast rozpętali prawdziwą burze. Głośno potępiali moje
poczynania. Żądali natychmiastowych działań, które miały by nie dopuścić do
dalszego niepokojenia bogaczy. Oczywiście przeciwnikami byli ci, którzy sami
nie byli uczciwi, a ich postępowanie w większości przypadków było sprzeczne z prawem. Bogaczy najbardziej
bronił wymiar sprawiedliwości rząd,
kler i telewizja publiczna.
Patrząc
na to wszystko doszedłem do wniosku, że ludzie dzielą się na dwie kategorie.
Jedna to bogacze będący przy władzy, którzy mogli liczyć na luksusy i życie
ponad prawem. Pozostali to robole i niewolnicy, którzy mieli tylko ciężko
pracować i nie domagać się sprawiedliwości ani lepszego życia, a broń Boże
dochodzić swoich praw. Dokonując wszelkich analiz, obserwacji i biorąc pod uwagę
własne doświadczenia stwierdziłem, że za całym tym bałaganem stoi rząd. To on
toleruje przestępczość, korupcję, wszelkie układy i różnego rodzaju przekręty.
Ostatecznym dowodem było tolerowanie przestępstw przez wytypowanych przeze mnie
bogaczy. Ci wprawdzie już nikogo nie skrzywdzą, ale wiedziałem, że w przypadku gdy rząd będzie miał korzyść tacy
ludzie zawsze będą istnieć. Rząd bowiem nie dba o swoich obywateli. Podejmuje
decyzje i ustanawia przepisy, które mają przede wszystkim chronić rządzących i
pozwalać na unikanie odpowiedzialności za przestępstwa, których się dopuszczają
oni i ludzie z którymi współpracują. Postanowiłem w miarę moich możliwości to
zmienić. Moim marzeniem było, aby w
całej Burunii przynajmniej na jakiś czas zapanował prawdziwy ład, porządek i
sprawiedliwość dla wszystkich.
Rządy
w zdecydowanej większości sprawują ludzie, którzy dbają tylko o swoje interesy.
Podejmowane przez nich decyzje i wszelkie działania służą zdobywaniu i
poszerzaniu władzy i bogaceniu się. Nawet jeżeli w początkowej karierze
politycznej ktoś miał dobre intencje to bardzo szybko stawał się taki sam jak
wszyscy, którym władza daje całkowitą bezkarność za wszystkie poczynania jakich
się dopuszczają. Żaden z polityków nie jest uczciwy. Każdy z nich ma coś na
swoim sumieniu. Nie ma polityka, który nie bał by się ujawnienia swoich
ciemnych spraw i niewygodnych tajemnic. Gdy tylko podjąłem się sprawdzenia jak
to wygląda w rzeczywistości to przeraził
mnie ogrom korupcji, przekrętów, układów, złodziejstwa i zwykłej niegodziwości. Politycy w każdej
dziedzinie życia w Burunii robili wszystko, aby mieć z tego zysk dla siebie i
swoich rodzin. Nie dotyczyły ich w swoim działaniu żadne normy prawne, moralne
i etyczne. Pomimo faktu, że naród cierpiał głód i niedostatek politycy
systematycznie podnosili sobie wypasione pensje. Przyznawali sobie różnego
rodzaju dodatki, darmowe wyjazdy, wczasy, hotele i wszelkiego rodzaju bonusy. Chronili
się wzajemnie karząc dotkliwie poświęcając całe rzesze ludzi prawych i nad
wymiar uczciwych, którzy w jakikolwiek sposób im się sprzeciwiali. Z powodu ich niekompetencji, chciwości, zemsty
braku empatii i obawy o utratę wpływów i stanowisk zwykli obywatele trafiali do
zakładów karnych, szpitali psychiatrycznych, a byli i tacy co umierali lub ginęli
w niewyjaśnionych okolicznościach. To wszystko spowodowało, że musiałem szybko
i zdecydowanie działać dalej. Najlepsza okazją do rozpoczęcia trudnych i bardzo
skomplikowanych działań spadła jak z nieba globalna katastrofa jaka okazała się
pandemia nieznanego wirusa.
Wybuch
tej pandemii, który spadł na całą Federację
był nagły i niespodziewany. Również nasza Burunia padła jego ofiarą.
Trudno jednoznacznie ocenić czy wirus Drapactwo Fałszywe S-31 jak został
nazwany wydostał się przypadkowo, czy był wypuszczony świadomie. Wszystko
jednak wskazywało na to, że było to
przemyślane działanie człowieka ukierunkowane na eliminacje znacznej części
populacji. Fakt, że wirus zaatakował prawie jednocześnie we wszystkich
zakątkach świata dokładnie świadczył o umyślnym działaniu ludzi. Takie
przekonanie dawało również postepowanie rządów w obliczu zbierającej krwawe
żniwo pandemii. Tym bardziej, że wszyscy na całym świecie jednoznacznie
stwierdzili, że wirus bardzo szybko rozprzestrzenia się różnymi drogami,
jest mutagenny, śmiertelny i nie ma na
niego lekarstwa, ani żadnej szczepionki. Normalnie w takiej sytuacji
natychmiast zamyka się wszystkie granice państwowe. Poza służbami publicznymi i niezbędnymi gałęziami
gospodarki zamyka się wszelką działalność. Wprowadza godzinę policyjną,
odpowiednie restrykcje, wzmacnia służbę zdrowia i wyprowadza wojsko na ulicę.
Po miesiącu przestrzegając z całą stanowczością wprowadzonych obostrzeń po
wirusie i pandemii nie było by śladu. Niestety żaden rząd na całym świecie nie
podjął takich działań. Okazało się, że
rządy sprawują kretyni i idioci, którzy albo nie mają pojęcia jak powinni
zachować się w takiej sytuacji, albo świadomie podejmowali decyzje, które
przyczyniły się do śmierci wielu milionów ludzi na całym świecie.
W
naszym kraju, ukochanej Burunii również bardzo źle się działo. Ogrom
niekompetencji, układów i zwykłego barbarzyństwa, a można również śmiało
powiedzieć ludobójstwa było działaniami zarówno rządów lokalnych jak i
centralnych w czasie pandemii Drapactwa Fałszywego S-31. Podejmowane przez nich
decyzje w żadnym przypadku nie miały
chronić ludzi. Wręcz przeciwnie. Zrobiono wszystko, aby jak najwięcej ludzi po
prostu zmarło. Wielki Maruu jak zwykle tolerował to bezprawie. Fałszywe dane,
kłamstwa, manipulacje wykluczające się
informacje przekazywane przez społeczeństwu spowodowały, że postanowiłem
dokładnie przyjrzeć się jak to wszystko wygląda naprawdę. Okazało się, że bezmyślni
ignoranci w pierwszej kolejności pozamykali szpitale, przychodnie i ośrodki
zdrowia. Wstrzymali planowe operacje i zabiegi. Odwołali wszystkie zaplanowane
wizyty lekarskie. Chorzy nie mieli żadnej możliwości dotarcia do jakiegokolwiek
lekarza i uzyskania jakiejkolwiek pomocy. Najbardziej potrzebujący pacjenci na
zagrażające ich życiu choroby oraz ci, którzy potrzebowali pomocy w tzw.
nagłych przypadkach z góry byli skazani na śmierć. Lekarze stawiali bowiem diagnozy poprzez rozmowy telefoniczne. Bez badań, bez
oglądnięcia pacjenta zaczęli masowo leczyć ludzi przepisując przypadkowe, różnego rodzaju lekarstwa, antybiotyki,
sterydy, różnego rodzaju kremy i środki na spędzenie gorączki. Ludzie zaczęli
masowo umierać. W międzyczasie rządzący uniemożliwili dostęp do wszelkiego
rodzaju urzędów. Społeczeństwo zostało pozostawione samo sobie. Następnie
podjęto nieudolną, a właściwie pozorną
walkę z wirusem Drapactwo Fałszywe S-31. Zaczęto podejmować niezrozumiałe i
wykluczające się decyzje. Argumentując potrzebę unikania zakażeń poza służbą
zdrowia i urzędami dodatkowo pozamykano to co najbardziej potrzebne było
ludziom do życia czyli sklepy, zakłady usługowe, środki komunikacji miejskiej,
lotniska, hotele, szkoły, przedszkola, żłobki, oraz zakazano uczestnictwa w
spotkaniach rodzinnych, wyjazdów do sanatoriów, na wczasy, korzystania z parków
i lasów państwowych. Pootwierane natomiast zostały miejsca z dużymi skupiskami
ludzi jak galerie handlowe, sklepy budowlane, sklepy meblowe, kina, teatry,
kościoły i wielkie targowiska. Organizowano marsze i wiece polityczne.
Przeprowadzano kampanie wyborcze i organizowano wybory do rad plemiennych,
władz państwowych i Najwyższej Rady Starszyzny. Pomimo ogromu zakażeń odbyły się największe w dziejach wybory
uliczne do Najwyższej Rady Starszyzny
Burunii Oczywiście ludzie bogaci, będący
przy władzy i hierarchowie kościoła nie musieli i nie stosowali się do
jakichkolwiek zakazów. Oni jak zwykle żyli ponad prawem. Pandemia trwa już
jakiś czas i nic się nie zmienia. Jest
coraz gorzej. Zniszczona gospodarka w wielu dziedzinach jest już nie do
odratowania. Miliony firm upadło. Tysiące przedsiębiorców odebrało sobie życie
z uwagi na bezradność w sytuacji, gdy pobrali wielomilionowe kredyty, a
rozpoczętą działalność musieli zamknąć. Dzieci pozbawione przebywania wśród
rówieśników, nauczania i jakiejkolwiek rozrywki popadły w stany depresyjne,
lękowe, a ich zachowania coraz częściej stawały sia agresywne, złośliwe i
konfliktowe. Znaczna część z nich zakończyła swoje młode życie popełniając
samobójstwa. Społeczeństwo świadomie wprowadzano błąd. Wielki Maruu siejąc dezinformacje
i manipulując liczbami aktualnych zakażeń i zgonów prowadził destrukcyjną
politykę. Aby spotęgować strach i ogólną psychozę stosowano jakieś
faszystowskie metody wprowadzania ludzi w skrajną trwogę. Do sieci publicznej
wyciekały liczne materiały z takich właśnie działań. Osobiście widziałem
materiał filmowy, którego celem było wywołanie paniki i strachu. Otóż w jednym
ze szpitali objętego leczeniem Drapactwa
Fałszywego S-31 operatorzy kamer rozkładali swój sprzęt. W międzyczasie
pod jedną ze ścian sali szpitalnej w czarnych workach leżało kilkanaście
trupów. Zanim jednak rozpoczęła się relacja na żywo trupy zajmowały się swoimi
sprawami. Jedni palili papierosy, inni jedli kanapki, a jeszcze inni przewalali
gałami rozglądając się z ciekawością co się dookoła dzieje. Tuż przed
rozpoczęciem relacji wszystkie trupy posłusznie położyły się w swoich workach i
z zamkniętymi oczami czekały aż wszystkie kamery zostaną wyłączone. Ludzie
mieli się bać i dlatego w różny sposób dodatkowo byli straszeni. Dziennikarzom oraz wszystkim, którzy brali
udział w tym przedstawieniu, a także osobom, które zleciły nagrywanie tego
programu po odnalezieniu ich z radością,
dokładnością i wielkim zaangażowanie
połamałem nogi w kolanach. Żaden z nich już nigdy nie będzie mógł chodzić w
taki sposób jak robił to dotychczas.
Decyzje polityków, sprawozdania i dramatyczne opowieści lekarzy oraz relacje
telewizyjne takie jak powyżej spowodowały, że wśród ludzi zapanowała trwoga,
strach i ogólnokrajowa panika.
Podejmowane decyzje i działania były niezrozumiałe dla wszystkich ludzi.
Przede wszystkim decyzje te skutkowały śmiercią
tysięcy osób. Można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że przez rządy
i polityków wirus rozprzestrzeniał się jeszcze szybciej i skuteczniej zabijał.
Prostym przykładem świadomego zabijania jest fakt, że jeden z przepisów stanowił, iż pracownik
służby zdrowia sił porządkowych i urzędów państwowych pomimo bezpośredniego kontaktu z osobami
zakażonymi lub chorymi na Drapactwo Fałszywe S-31 musi iść do pracy. W
rzeczywistości wyglądało to tak jak by chciano świadomie zarażać. Dla przykładu
gdy w czteroosobowej rodzinie jedna osoba zachorowała. Kiedy po wielogodzinnych
staraniach połączenia się z lekarzem w końcu udało jej się nawiązać kontakt to
lekarz z chorym przeprowadził tylko, krótką rozmowę. Poinformowany o
wcześniejszych kontaktach z zakażonymi Drapactwem Fałszywym S-31 przepisał
jakieś antybiotyki informując, że jak nie będą działać to przepisze inne.
Choremu zlecił test na Drapactwo
Fałszywe S-31. Na pytanie dlaczego nie zlecił testów pozostałym domownikom
stwierdził, że nie ma takiej potrzeby. Kiedy np. jedna z osób była
lekarzem i nie odczuwała jeszcze żadnych
dolegliwości to musiała iść do pracy pomimo
kontaktu z zakażonym i poinformowaniu przełożonych o całej sytuacji jaka
panuje w jej rodzinie. Świadomie pozwolono jej narażać na zarażanie pacjentów i
wszystkich z którymi miała kontakt. Gdy drugi z domowników był np. kierowcą
autobusu to również polecono mu iść do pracy narażając osoby, z którymi miał
kontakt w czasie transportu ludzi. Gdy
wynik testu zakażonego w końcu po 27 godzinach okazał się pozytywny to nałożono
na niego kwarantannę. Dopiero wtedy kolejnych dwóch domowników otrzymało
zlecenie testu do wykonania. Do uzyskania wyniku chodzili oczywiście do pracy. Ostatnia osoba, która była np. emerytem
pomimo choroby i zakażenia nie otrzymała możliwości wykonania testu. Nie miała
kwarantanny i mogła chodzić gdzie i kiedy chciała zakażając wszystkich, z
którymi miała kontakt. Innym absurdem było zarządzenie, które nakazywało obowiązek dla pracowników służby zdrowia
bezwzględne podejmowanie pracy w przypadku gdy członkowie ich rodzin chorują na
Drapactwo Fałszywe S-31 lecz oni sami mają negatywne wyniki testów. A przecież
wiadomo ogólnie, że osoby które mają negatywne wyniki, a mieli kontakt z
zarażonymi sami zarażają. To tylko dwa z bandyckich pomysłów. Pomijam już fakt,
że wielu osobom zakażonym w ogóle nie zlecano testów. Jak donosiły informacje
prasowe i medialne, a także wypowiedzi samych lekarzy zlecanie testów lub nie
było uzależnione od decyzji politycznych. W zależności od sytuacji i potrzeb
polityków ludzie byli masowo poddawani testom lub wykonywano je
sporadycznie. Innym, niezrozumiałym i
debilnym zarządzeniem były tzw. obostrzenia dla ludności. Gdy na początku
pandemii było mało zakażeń około 150 na dobę i kilka zgonów wprowadzono
drastyczne zalecenia tj. limity w sklepach, kościołach, nakaz noszenia rękawiczek, masek na ulicy. Seniorzy w
sklepach mieli wyznaczone godziny
robienia zakupów. Pozamykano galerie, kina teatry, siłownie. Idioci nie wiadomo
dlaczego zakazali wstępu do parków i lasów i nad jeziora. Masowo karano ludzi za brak maseczek w
miejscach publicznych, samochodach i autobusach. Praktycznie rząd całkowicie
sparaliżował życie społeczno-gospodarcze.
Po
kilku miesiącach, gdy wirus mocno rozprzestrzenił się i zaczął zbierał krwawe
żniwo, a zakażonych w skali dobowej w zastraszającym tempie przybywało
obostrzenia zniesiono. Gdy zakażonych w cyklu dobowym notowano w granicach
od 30-stu do 70-stu tysięcy, a
zgonów po kilka tysięcy osób na dobę
zniesiono prawie wszystkie restrykcje. Nikt nie wymagał już używania rękawiczek ani masek. Pootwierano
sklepy, kina, teatry i wszystkie miejsca użyteczności publicznej. Organizowano
wielkie imprezy na wolnym powietrzu jak koncerty sylwestrowe, parady, marsze i
wiele innych. Najgorszą decyzją bezmyślnych skurwysynów były obowiązkowe
kwarantanny. Bandyci doprowadzili do
tego, że ludzie zostali zmuszeni do przebywania
na kwarantannach. Przymusowe kwarantanny obejmowały osoby, które miały
kontakty z zarażonymi, więc byli to głównie chorzy potrzebujący szczególnej
pomocy. Nie było ważne, że
przeprowadzone testy dawały wynik negatywny. Bezmózgie debile poprzez
kretyńskie decyzje dotyczące kwarantanny
pozbawili jakiejkolwiek opieki zdrowotnej tych chorych. Nie mogli oni
wykonać jakichkolwiek badań tj. usg, przeswietleń, rtg, tomografii
komputerowej, rezonansu magnetycznego, badań krwi i wielu innych. Pozbawiono
ich możliwości wizyt u lekarza. Nie mogli odbyć zaplanowanych operacji czy
innych zabiegów, a także pobytu w szpitalach.
Poprzez te decyzje tysiące ludzi zmarło, setki tysięcy ludzi
doprowadzono do znacznego pogorszenia stanu zdrowia i różnego rodzaju
komplikacji. Takie postepowanie było typowym
ludobójstwem. Egzekwowaniem przebywania wyznaczonych na kwarantannę zajmowały się drony i
wyspecjalizowane do takich działań szwadrony robotów bojowych. Każdy ujawniony
przypadek niesubordynacji w tym zakresie był karany chłostą, obcięciem stopy
lub grzywną w wysokości pięćdziesięciu tysięcy funtów. Ludzie siedzieli więc w
domach, gdzie ich stan zdrowia ulegał pogorszeniu lub umierali w agonii samotności. Pomocy w ich
zdrowieniu nie było żadnej. Przeciwnie, ci co żerowali przy korytach nie
wiadomo dlaczego robili wszystko, aby jeszcze bardziej utrudnić leczenie i
powrót do zdrowia. Przykładem może być zdarzenie w jakim uczestniczyłem
bezpośrednio. Otóż będąc w aptece stałem się przypadkowym świadkiem kłótni i ogromnego
zamieszania. Jakiś pacjent chciał kupić dwa syropy na kaszel. Aptekarka
odpowiedziała, że może sprzedać tylko jeden ponieważ decyzją ministra ten
właśnie syrop ma być wydzielany i nie może sprzedać go więcej. Pacjent
tłumaczył, że na wizytę u specjalisty pulmonologa musi czekać ponad dziesięć
miesięcy. Ma bardzo męczący i duszący kaszel i tylko ten syrop przynosi mu ulgę
i pomaga. Aptekarka odpowiedziała, że ona wie ponieważ syrop zawiera kodeinę,
co łagodzi kaszel. Jednak z uwagi na tę kodeinę nakazano reglamentację, aby
pacjenci nie uzależnili się. Nosz
Kurwa!!! Jakim trzeba być idiotą i skurwielem, aby wydać taką bezmyślną i
szkodliwą dla chorych pacjentów decyzję. W sytuacji gdy jedyny lek pomaga to jakiś
niedorozwinięty kretyn uniemożliwia jego stosowanie. Do tego bydle mówi, że to
dla dobra pacjenta, bo być może uzależni się. No to ja pytam się dlaczego ten
skurwysyn nie ogranicza ogólnodostępnej trucizny jaką jest alkohol, papierosy, mięso produkowane na sterydach i antybiotykach. Dlaczego nie
ogranicza siejących spustoszenie leków przeciwbólowych i innego pseudo
leczniczego dziadostwa. Dlaczego nie ogranicza tych wszystkich szkodliwych
napojów energetyzujących., uzależniających rozpuszczalników i klejów, które
młodzież nagminnie stosuje i faktycznie od nich uzależnia się. Co robi, aby nie sprzedawano dopalaczy,
narkotyków i innych używek. W końcu dlaczego nie robi nic, aby skrócić
oczekiwanie na wizyty u lekarzy specjalistów. Przecież wiadomo, że on ma w
dupie pacjentów. Brak jakichkolwiek decyzji w sprawie sprzedaży i ograniczania
tego całego trującego badziewia o którym wyżej pisałem dokładnie na to
wskazuje. Dlaczego ograniczył syrop, który przynosi ulgę w cierpieniu.
Tego nie wiem i trudno to zrozumieć.
Zresztą tak samo postąpiono ze skutecznym lekiem na Drapactwo Fałszywe S-31,
który wycofano całkowicie z aptek.
Ustaliłem zatem odpowiedzialnych za te decyzje. Jednego gnoja odnalazłem
bardzo szybko i publicznie wyprułem mu
bebechy na środku ruchliwej ulicy. Kiedy
zaczął kaszleć i dusić się do ręki wsadziłem mu dwa syropy z kodeiną,
aby sobie ulżył. Dwóch kolejnych skurwieli musiałem dłużej szukać, gdyż z uwagi
na zmiany kadrowe potrzebowałem więcej czasu, aby w końcu ich dopaść. W końcu ich także dosięgła ręka
sprawiedliwości. Zarówno jeden jak i drugi w swoich mieszkaniach mieli spore
zapasy niedostępnego dla zwykłych ludzi lekarstwa na Drapactwo Fałszywe
S-31mieli. Zmusiłem ich siłą, aby zażyli wszystkie zapasy lekarstw jakie
zgromadzili. Żaden z nich nie zdążył zjeść ich nawet w połowie. Wybałuszone ślepia i zarzygane mordy były
odpowiednią karą za wycofanie ze sprzedaży tego lekarstwa i skazywanie ludzi na
cierpienie.
Po
jakimś czasie trwania pandemii nagle zaczęto
masowo szczepić ludzi przeciw wirusowi Drapactwo Fałszywe S-31. Nie było by w
tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że robiono to szczepionkami, które jeszcze
nawet nie znajdowały się w fazie testów. U Zaszczepionych masowo pojawiały się skutki uboczne. Problemy
z sercem, płucami, dychawica, ślepota, udary, zakrzepica oraz zgony były na
porządku dziennym. Pomimo tego pojawiały się pomysły, aby wprowadzić obowiązek
szczepień dla wszystkich. Pomimo
trwających protestów wprowadzono taki
obowiązek dla górników kopalń odkrywkowych miedzi i żwiru, pracowników
transportu, niemowląt oraz służb publicznych. Z takiego obowiązku zwolniono
wszystkich pracowników rządowych, leśniczych i najwyższych kapłanów.
Pomimo
ogromnych protestów banda
niedorozwiniętych kretynów ze znachorem i zarządcą na czele mając za nic
zdrowie i życie ludzkie postanowiła siłą realizować program przymusowych
szczepień. Do bezpośredniego udziału w doprowadzaniu opornych obywateli
włączono wyspecjalizowane do działań specjalnych szwadrony inteligentnych
robotów bojowych .
Biorąc
pod uwagę całokształt barbarzyństwa
dotyczącego zdrowia w Burunii moim
głównym celem stało przywrócenie służby
zdrowia do stanu sprzed pandemii.
Podejmując
odpowiednie przygotowania postanowiłem wywołać tajne spotkanie z udziałem
kanclerza, zarządcy, znachora i oczywiście Wielkiego Maruu. Pomyślałem również
o ryżym grubasie, ale ten zapadł się gdzieś jak kamień w wodę. Spotkanie zaplanowałem w jednym z apartamentów
hotelu rządowego. Aby zainteresować, a przede wszystkim zaniepokoić wezwanych
musiałem użyć fortelu. W zaproszeniach każdemu z nich umieściłem osobistą
informację, z której wynikało, że grozi mu bardzo poważne i realne
niebezpieczeństwo. Zaproszenia sporządziłem na drukach firmowych nadzorcy i
obrońcy federacji Burunii, które dodatkowo zawierały odpowiednie pieczęcie.
Wszystkie znajdujące się w apartamencie napoje zawierały specjalne środki usypiające. Spotkanie umówiłem na
godzinę 21.30 i prosiłem o punktualne przybycie. Trudno powiedzieć czy zawarte
informacje ich przeraziły czy też odbiegające od wszelkich standardów samo
spotkanie spowodowało, że poza Wielkim Maruu wszyscy dokładnie o godzinie 21.25
weszli razem do apartamentu. To, że nie było Wielkiego Maruu wcale mnie nie
zdziwiło. Tym osobnikiem postanowiłem zająć się jednak osobno w odpowiednim
czasie. Po wejściu do pomieszczenia
wszyscy z uwagą rozejrzeli się po całym apartamencie.
-
No i co panowie? Proszono nas o punktualność. Jesteśmy, a gospodarzy
jeszcze nie ma – zagadnął zarządca po
czym od razu skierował się do barku,
-
Zaczekamy wiec. Czego się panowie napijecie- usiłował nadrabiać miną i
zdecydowaniem, ale widziałem, że czuł się nieswojo
-
Ja poproszę wodę - powiedział kanclerz
-
Mnie wlej wódkę z sokiem pomidorowym – odpowiedział znachor
Zarządca
podał im wypełnione szklaneczki, a sobie nalał pokaźną porcję koniaka.
-
Czegóż to od nas chcą nasi przyjaciele, że aż w takiej tajemnicy wywołali nas na spotkanie? – zaczął
kanclerz. Pewnie to musi być coś bardzo ważnego i być może osobistego oraz coś,
co dotyczy naszej trójki skoro panowie postanowili rozmawiać nieoficjalnie.
Im
bardziej im się przyglądałem tym bardziej byłem przekonany, że pomimo, iż
przyszli na to spotkanie to z pewnością mieli spore obawy. Cały czas głośno
zastanawiali się co może być przedmiotem spotkania, ale żaden niczego nie
sugerował. W końcu środek usypiający zaczął działać i po chwili cała trójka
leżała na podłodze. Każdego po kolei przeciągnąłem pod jedną z kanap. Założyłem
im kajdanki zaciskowe na rękach z tyłu, założyłem przygotowane worki na głowę i
czekałem aż się obudzą. W międzyczasie przeszukałem każdemu z nich kieszenie i
znalezione portfele. Znachor posiadał dwa telefony komórkowe, z których jeden
był służbowy, a drugi prywatny. Świadczyły o tym zawarte w nich informacje. Ten
prywatny postanowiłem sobie zabrać, natomiast ze wszystkich służbowych
skopiowałem wszelkie dostępne informacje.
Pierwszy
obudził się znachor.
-
Co jest kurwa? Ja pierdole! Kto to… Co do kurwy?- zareagował jak zwykły lump na
melinie, a nie szanowany polityk
-
Kto tu jest - krzyczał
Podszedłem wiec i zakneblowałem gnoja jego
własnymi skarpetkami i silnym ciosem w głowę pozbawiłem na chwile przytomności
Następnie
pozostali odzyskali świadomość. Zarządca zaczął drzeć ryja jakby już ktoś
wymierzał mu sprawiedliwość. Jego także zakneblowałem i wypłaciłem solidnego kopa w bebechy
Jedynie
kanclerz zachowywał godność i opanowanie.
Nie
potraficie się gnoje zachować to będziecie siedzieć zakneblowani. Pana, panie
kanclerzu proszę, aby spokojnie
wysłuchał tego co będę miał do powiedzenia. Proszę nic nie mówić bo nie
potrzeba i nic to nie da. Nie chciał bym pana potraktować jak tych dwóch
kretynów, których samo zachowanie w takich okolicznościach najlepiej świadczy
co reprezentują swoimi osobami. W tym momencie znachor zaczął wierzgać nogami,
wyć i wyginać się we wszystkie strony. Zmusił mnie tym samym, aby ostudzić jego
wybuch nadmiaru niepotrzebnej w tej chwili energii. Silnym kopnięciem w okolice szczęki dałem mu do zrozumienia, że
nie powinien rozrabiać.
-
Panowie uspokójcie się to szybciej przejdziemy do sedna sprawy. Ja mam czas.
Wam z pewnością nie jest zbyt wygodnie wiec wybór należy do was.
Odczekałem
jeszcze kilka minut i zacząłem.
- Wezwałem was na to spotkanie
ponieważ tak dalej być nie może. To co wyprawiacie z ludźmi to jest okrutne
barbarzyństwo i musi się jak najszybciej skończyć. To po pierwsze. Po drugie
informując was, że grozi wam wielkie niebezpieczeństwo to prawda. Nie
zastosowanie się bowiem do moich poleceń będzie miało dla was bardzo przykre
konsekwencje z waszą śmiercią włącznie. Otóż od długiego już czasu w naszej Burunii trwa pandemia. Wspólnie z waszymi kolegami
doprowadziliście nasz ukochany kraj do ruiny. Wasze decyzje skutkowały śmiercią
setek tysięcy poddanych. Wasza dbałość tylko i wyłącznie o własne interesy i
utrzymanie władzy spowodowały całkowite
zubożenie społeczeństwa, niezliczone bankructwa, samobójstwa, strach i brak
perspektyw na przyszłość. Od jutra to się zmieni i wy tego dokonacie. Jeżeli
odmówicie to nie będziecie mi do niczego potrzebni. Weźcie sobie głęboko do serca to co mówię. Wydane przeze mnie
polecenia traktujcie poważnie i zrealizujcie w wyznaczonych terminach. Jak już
wspomniałem brak realizacji będzie skutkował waszą śmiercią.
-
A teraz uważnie słuchajcie. Jutro do godziny jedenastej podejmiecie decyzje o
odblokowaniu całej służby zdrowia. Wszystkie szpitale, ośrodki zdrowia,
rehabilitacyjne, przychodnie
sanatoria mają być dostępne dla
ludzi. Odpowiednia ustawa o rygorze natychmiastowej wykonalności w trybie
natychmiastowym ma wejść w życie o godzinie dziewiętnastej. Odpowiednie służby
w całym państwie mają dopilnować, aby następnego dnia o godzinie siódmej
wszystko zaczęło funkcjonować. To jedna sprawa. Druga jest następująca. Od
jutrzejszego dnia wszystkie pielęgniarki w kraju mają otrzymać podwyżkę
wynagrodzenia o dwieście pięćdziesiąt procent. Lekarze natomiast mają
zrezygnować z dodatkowych etatów i pracować tylko w jednym, stałym miejscu. Nie
będą zmęczeni i przepracowani. Ich zarobki są wystarczające. Ważne, aby ci
lekarze pracowali, a nie udawali, że coś robią. Jeżeli okaże się, że jakiś
lekarz na nocnej zmianie śpi ma być natychmiast wyrzucony z pracy na zbitą
mordę. Taki lekarz ma otrzymać dożywotni zakaz wykonywania zawodu. Oczywiście
mają to regulować odpowiednie przepisy. Trzecia sprawa to natychmiastowe
uruchomienia szkół pielęgniarskich i personelu medycznego. Mają to być takie szkoły
z prawdziwego zdarzenia, które doskonale przygotują do zawodu. To na razie
tyle. Na kanapie leży dokładna rozpiska z wydanymi poleceniami.
-
Ale pan chyba…
Kanclerz już od jakiegoś czasu chciał coś
powiedzieć
-
Panie kanclerzu. To nie są żarty. Mam nadzieję, że sprostacie temu zadaniu i
nie będę musiał udowadniać, że nie żartuje. Poza starszyzną jesteście jednymi z
najważniejszych ludzi w Burunii, a do realizacji przedstawionych przeze mnie
zadań najważniejszymi. Wszystko zatem zależy od was. Sam fakt, że jesteście tu,
jest wystarczająco poważny. Za chwile uwolnię panu ręce, a po pięciu minutach
uwolni pan kolegów i do roboty. Po uwolnieniu kanclerza podszedłem do drzwi
wyjściowych z apartamentu i po ich otwarciu głośno nimi trzasnąłem zamykając
je. Następnie cichutko stanąłem w bezpiecznym miejscu i zacząłem obserwować jak
będą się zachowywać politycy.
Kanclerz
nie czekał jak mu kazałem. Natychmiast uwolnił swoich kolegów.
-
Co to kurwa było? Ja pierdolę! Dzwońcie po strażników – zaczął wrzeszczeć zarządca
-
Kurwa! Zabrał mi telefon. Kto to był? – znachor był przerażony
-
Panowie! Spokojnie! Wszystko się wyjaśni. To jakiś szaleniec – skwitował
kanclerz Co robimy- dodał?
-
Jak to co? Trzeba złapać skurwiela! Chyba nie wie z kim zadarł. Trzeba powiadomić
natychmiast służby specjalne, a nie strażników. Już do nich dzwonie – znachor
dostawał szału
-
Słyszeliście!? Wezwał nas. Pojebało gnoja. Jak go skurwiela dostanę too…
Powiedział, że polecenia… Ja ci kurwa zrealizuje polecenia to cię huj strzeli.
On nie może przeżyć. Jego trzeba jak najszybciej zlikwidować. Trzeba uruchomić
szwadron złowrogich robotów bojowych!!!
-
Panie kolego! Niech się pan opanuje! Teraz to już pan przesadził! Pańskie zachowanie nie przystoi urzędowi jaki
pan sprawuje. Przecież pan jest znachorem, składał pan przysięgę Hipokratesa – kanclerz starał się go uspokoić.
-
Mam w dupie przysięgę Hipokratesa. Skurwysyn już nie żyje
Znachor
wygrażał i snuł plany co zrobi jak nieznajomy bohater dzisiejszych wydarzeń
zostanie zatrzymany. W końcu sam zaczął wydzwaniać do koordynatorów służb
specjalnych, ministra obrony, policji i dowódcy szwadronu złowrogich robotów
bojowych . Zatelefonował nawet do Najwyższej Rady Starszyzny Burgundii
Pomyślałem,
że faktycznie za chwile będzie tu roiło się od różnych funkcjonariuszy wiec
ulotniłem się jak najszybciej.
Nie
potrzebowałem wiedzy co się teraz dzieje i jakie plany mają przedstawiciele
rządu. Nie interesowało mnie jak odnoszą się do tego co się wydarzyło i czy
mają zamiar spełnić moje żądania. Ja po prostu czekałem na realizację wydanych
poleceń. Dwa dni szybko zleciały, ale niestety w odniesieniu do służby zdrowia
nic się nie zmieniło. W międzyczasie w telefonie komórkowym znachora znalazłem dużo ciekawych informacji.
Z maili wynikało, że znachor na pandemii
robił sobie niezłe interesy. Na podejmowanych i wprowadzanych w życie
decyzjach zarobił ponad 20 milionów
funtów. Za wysokie łapówki załatwiał
miejsca w rządowych szpitalach. Najciekawsze było to, że bezpośrednio stał za
zakupem 15 milionów dawek szczepionki na wirusa. Teraz dla mnie było jasne jego
nerwowe, pełne wrogości zachowanie. Nadeszła zatem pora, abym go ponownie
odwiedził.
Około
21.00 udałem się do jego apartamentu Przeszukałem wszystkie jego rzeczy, ale
niczego nie znalazłem. W pozostawionym laptopie udało mi się złamać hasło
dostępu, lecz także niczego ciekawego nie było. No może poza tym, że bardzo
dużo różnych plików oraz maili z
ostatnich miesięcy zostało całkowicie wykasowanych. Znachor stał się ostrożny i
było widać, że ma dużo do ukrycia. Około godziny 1.00 usłyszałem głosy za
drzwiami. Okazało się, że znachor był w towarzystwie strażnika, który wszedł
pierwszy. Dokładnie przeszukał wszystkie pomieszczenia, a nawet balkon i taras.
Następnie przy użyciu jakiegoś urządzenia sprawdził, czy nie ma podsłuchu lub
ukrytych kamer.
-
Wszystko jest w porządku. Może pan wejść i czuć się swobodnie - głośno oznajmił
-
Proponuję jeszcze zaciągnąć zasłony, a będzie pan całkowicie bezpieczny –
poinstruował na koniec znachora i głośno oznajmił, że będzie o ósmej rano
Gdy
tylko strażnik zamknął drzwi znachor natychmiast podszedł do barku gdzie nalał
sobie pełną szklaneczkę wódki i usiadł wygodnie w fotelu. Nie miałam zamiaru
czekać, aż się uchla jak świnia. Podszedłem do niego od tyłu i przyłożyłem
pistolet do jego głowy. W pierwszej chwili był bardzo zaskoczony i wystraszony.
Wykorzystując jego chwilową dezorientację natychmiast założyłem mu kajdanki na
ręce z tyłu.
-
Siedź i nie odzywaj się bo pożałujesz – powiedziałem spokojnym głosem
-
Ale jak!? Przecież strażnik.
-
Stul pysk! – krzyknąłem
-
Ty nie wiesz z kim zadzierasz. Ja…
Nie
dokończył ponieważ rękojeścią pistoletu silnie uderzyłem go w głowę.
-
Najwyraźniej gnido nie rozumiesz i w dalszym ciągu wierzysz w to, że nadal
jesteś ponad prawem. Otóż już nie. Jesteś zwykłym skorumpowanym ścierwem, który
wykorzystuje tragedie ludzi, aby się bogacić. Miałeś dwa dni na odblokowanie
służby zdrowia. Nie zrobiłeś tego…
-
I nie zrobię!!! Co ty sobie wyobrażasz? Kim ty jesteś? Jak tu w ogóle wszedłeś?
Jesteś w zmowie ze strażnikiem? Oboje już nie żyjecie! - znachor krzyczał jak
wściekły.
Pomyślałem,
że z takim podejściem musi mieć odpowiednią motywacje do działania. Stałem się
więc widzialny. Podszedłem z wycelowana w niego bronią tak, aby mnie zobaczył.
Tym razem zgrywał twardziela
-
I co? Zastrzelisz mnie? Ja ciebie…
Kolejny
cios. Tym razem lufą pistoletu prosto w szczękę spowodował wybicie większości
przednich zębów.
-
Zamknij ryj śmieciu bo przestanę z tobą rozmawiać i strzelę ci prosto w łeb.
Generalnie mógłbym już to zrobić ponieważ nie zasługujesz na życie. Dam ci
jednak jeszcze jedną szansę. Zrobię to tylko dlatego, aby twoi kolesie
przekonali się, że to nie są jakieś żarty. Konsekwencje swojej niekompetencji i
nieposłuszeństwa jednak poniesiesz tak jak obiecywałem. Mówiąc to szpikulcem do
lodu wybiłem mu oczy. Oczywiście zaczął krzyczeć i wygrażać co to niby mi zrobi
-
Zamknij ryja bo za chwile obetnę ci język.
Ta
groźba chyba poskutkowała gdyż wydobywające się jęki i łkanie starał się tłumić
z niemałym wysiłkiem. Gdy trochę doszedł do siebie powiedziałem stanowczo.
-
Jutro o godzinie 15.00 ma odbyć się spotkanie całego rządu. Jeśli kogoś nie
będzie zostanie przeze mnie zabity. Podejmiecie odpowiednie decyzje, które wam
poleciłem i wprowadzicie je w życie
natychmiast. Bedę obserwował przeprowadzane przez was obrady. Brak realizacji
moich poleceń będzie skutkowało ukatrupieniem każdego z was po kolei.
-
Zrozumiałeś?
-
…
Zrozumiałeś!?
-
Tak
-
To dobrze. I jeszcze jedno. Tak do twojej informacji. Nie jestem w zmowie ze
strażnikiem. Przez cały czas byłem w środku. Po prostu źle sprawdził
apartament.
Będąc
już na zewnątrz zatelefonowałem na pogotowie ratunkowe informując, że znachor
nabierając lodu do szklanki z wódka wybił sobie oczy i potrzebuje rychłej pomocy.
Po kilku minutach usłyszałem dźwięk syren policyjnych i karetek pogotowia. To
wskazywało, ze znachor sam zaczął wydzwaniać gdzie się tylko dało.
Rano
gdy tylko obudziłem się i zapoznałem z aktualnymi wiadomościami stwierdziłem,
że tym razem spowodowałem większe zainteresowanie. Na wszystkich kanałach w
radiu, telewizji jak i Internecie informowano o brutalnym napadzie na znachora.
Publikowano jakiś nieudolny portret pamięciowy poszukiwanego sprawcy napadu i
okaleczenia napadniętego. Wyznaczono nagrodę w wysokości 1 mln funtów. W
specjalnym komunikacie zarządca oświadczył, że sprawca to znany ekstremista z
zaburzeniami psychicznymi, który jest bardzo niebezpieczny i stanowi poważne
zagrożenie dla osób znajdujących się w jego otoczeniu. Nie wspomniał natomiast
ani słowem o moich żądaniach i groźbach. Czyli jak zwykle w działaniach rządu
nic się nie zmieniło. Społeczeństwo i tym razem zostało okłamane i wprowadzone
w błąd. Dodatkowo wprowadzono ogólny niepokój wskazując działanie szaleńca w
kierunku bezbronnych i niewinnych ludzi. Na ulicach miast pojawiło się mnóstwo
funkcjonariuszy policji, wojska i wszystkowidzących dronów. Budynek rządowy
stanowił prawdziwą fortecę. Pierwszy raz widziałem jak przed wejściem
pracownicy ochrony w asyście uzbrojonych żołnierzy i policjantów skrupulatnie
sprawdzali przepustki wszystkich osób wchodzących. Wstrzymano wpuszczanie
dziennikarzy, oraz jakichkolwiek pracowników personelu porządkowego,
gastronomicznego i pomocniczego.
Bycie
niewidzialnym dawało jednak nieskończone możliwości i już po chwili byłem
wewnątrz sali obrad rządu. Tym razem zabrałem ze sobą kuszę i zdalny mikrofon skonfigurowany z systemem
łączności i nagłośnienia. Poza rutynowymi
działaniami różnych służb nie zauważyłem, aby przygotowywano
jakiekolwiek obrady rządu. Przynajmniej nic na to nie wskazywało. Postanowiłem
działać. Na jednej ze ścian dużymi czarnymi literami sporządziłem rzucający się
w oczy napis. „ Zmieniłem zdanie. Spotkanie
rządu ma odbyć się w sali obrad Wielkiego Maruu o godzinie 14.00. Do godziny 12.00 czekam na
oficjalny komunikat potwierdzający rozpoczęcie obrad o wyznaczonej godzinie.
Brak komunikatu spowoduje, że zacznę zabijać” Musiałem zmienić salę obrad, gdyż
w obecnej sytuacji tylko duża sala Wielkiego Maruu dawała mi wszelkie
możliwości dziania i zapewniała bezpieczeństwo. Napis na ścianie został
zauważony już po kilku minutach. Rozpętało się prawdziwe piekło. Pisemna,
realna groźba po tak dokładnym sprawdzeniu wszystkich osób wchodzących do
gmachu spowodowała, że ktoś w końcu stwierdził, iż te wszystkie zabezpieczenia działania
są do dupy. Sytuacja z minuty na minutę stawała się coraz groźniejsza. Czy to
kogokolwiek czegoś nauczyło? Nie. Niekompetencja, unikanie odpowiedzialności i
kretynizm jak zwykle był górą. Tak wiec niestety do godziny 12.05 nie ogłoszono
potwierdzającego obrady rządu
komunikatu. Poinformowano natomiast o zwiększeniu nagrody za moje schwytanie do
3 mln funtów. Nie chciałem zabijać
przypadkowych osób, chociaż prawie każdy zasługiwał na śmierć. Wytypowałem
wcześniej dziesięciu członków rządu, którzy
byli najbardziej skorumpowani, a ponadto mieli krew na rękach. Czterech
z nich zastrzeliłem wywołując prawdziwą panikę. Na ścianie sporządziłem kolejny
napis. „Do godziny 12.30 czekam na komunikat o posiedzeniu rządu. W przeciwnym
razie będą kolejne ofiary. Osoby, które
zechcą opuścić gmach zostaną natychmiast zastrzelone” Panika przerodziła się w
prawdziwą psychozę. Po kilku minutach sporządziłem kolejny napis „Czas biegnie”
Tym razem krótki lecz wymowny napis poskutkował, gdyż usłyszałem z głośników,
że o godzinie 14.00 w sali obrad Wielkiego Maruu rozpoczną się obrady rządu. Usłyszałem też jak
jeden z policjantów mówił, że za chwilę zostaną zamknięte wszystkie drzwi do
gmachu rządowego i nikt nie będzie już mógł wejść ani wyjść. Udałem się wiec na
salę obrad Wielkiego Maruu, gdzie wybrałem dogodne i bezpieczne miejsce. Kilka
minut przed godziną 14.00 byli już wszyscy członkowie rządu i tyle samo różnego
rodzaju funkcjonariuszy i dronów.
Obrady
rozpoczął Zarządca. Poinformował wszystkich o zaistniałych wydarzeniach w ciągu
ostatnich godzin. Następnie zapewnił, że
na sali obrad Wielkiego Maruu wszyscy są bezpieczni, gdyż wejścia chroni wojsko
i policja a w ukryciu są ulokowani snajperzy. Po tym krótkim wstępie
przedstawił moje żądania i zaproponował, aby je wszystkie przyjąć i
zrealizować. Oświadczył ponadto żeby w trybie wyjątkowym przyjąć odpowiednie
ustawy ponieważ sprawa jest poważna i jak do tej pory nikt nie wie kto za tym
wszystkim stoi i jak to się może skończyć. Gdy tylko zakończył po całej Sali
rozległy się głosy oburzenia i niezadowolenia, buczenie i okrzyki wściekłości.
Jeden z członków wstał i zaczął wrzeszczeć
-
To skandal! Dlaczego ten człowiek jeszcze żyje? Co robią służby? Ktoś tu
powinien natychmiast podać się do dymisji. Ja żądam, aby w tym momencie
przerwać te obrady. To jakaś niedorzeczność. Wychodzimy – krzyknął odwracając
się i zaczął wychodzić przeciskając się pomiędzy krzesłami. Dołączyło do niego
kilku innych krzykaczy
Pomyślałem,
że w taki sposób do nie czego nie dojdziemy. Wystrzelone bełty z kuszy
natychmiast pozbawiły życia czterech najbardziej wrzeszczących podżegaczy.
Zanim pozostali zorientowali się co się stało uruchomiłem mikrofon.
-
Cisza!!! Krzyknąłem. Cisza! I nie ruszać się bo zginą następni. Dopiero teraz
wiele osób zorientowało się, że padły trupy. W tym samym czasie zauważyłem
dziesiątki laserowych światełek przecinających całą salę. To snajperzy
poszukiwali jakichkolwiek śladów i obecności sprawcy.
-
Nie zwołałem tego spotkania po to, abyście jak zwykle całymi godzinami tracili
czas na głupie i kretyńskie niczego nie wnoszące dyskusje. To nie czas, abyście
darli mordy, opluwali się wzajemnie i gnoili jeden drugiego. Ja wiem, że tylko
to potraficie, ale macie pół godziny na podjęcie odpowiednich ustaw. Jeżeli
tego nie zrobicie wystrzelam was wszystkich. Uprzedzam, gdyby ktoś chciał
opuścić salę natychmiast odstrzelę mu łeb. Chyba ich w końcu przekonałem i
dotarło, że nie mają wyjścia ponieważ w przeciągu dwudziestu minut
przegłosowano ustawy, których zapisy były bardzo krótkie, ale spełniające moje
oczekiwania.
-
Dobrze. Teraz bardzo uważnie wysłuchajcie co mam wam do powiedzenia, gdyż
następne polecenia nie będą podlegały żadnym dyskusją. Mają być zrealizowane
natychmiast, a odpowiednie ustawy przegłosowane w ciągu trzydziestu minut. W
tym przypadku brak realizacji będzie skutkował śmiercią was wszystkich. Zostaliście wybrani przez społeczeństwo i
obdarzeni godnością i zaufaniem. Wy natomiast krzywdzicie ludzi. Stoicie ponad
prawem. Dokonujecie kradzieży, oszustw, gróźb, nadużywacie władzy,
wykorzystujecie stanowiska. Gdy ktoś jest dla was niewygodny stosujecie
niezgodne z prawem działania w tym porwania, pobicia, a nawet zabójstwa. Wasze
dochody i wynagrodzenie to pogwałcenie prawa i wszelkich zasad
społeczno-etycznych. Kilkusetprocentowe podwyżki waszych wynagrodzeń to zwykle
skurwysyństwo. W związku z tym od jutra wszyscy politycy w całej Burunii będą
otrzymywać tylko i wyłącznie pensję w wysokości jednej czwartej tego co do tej pory otrzymujecie. Od jutra nie
będziecie pobierać żadnych innych środków finansowych jak diety, fundusze na ubrania, zagospodarowanie,
telefony, komputery, hotele, czy paliwo do samochodów. Wszystkie oszczędności
zostaną wam wyzerowane. Skoro zwykły robol za ciężką fizyczną pracę może ze
skromnej wypłaty wyżywić rodzinę, ubrać się i ponosić wiele innych kosztów w
tym leczenia to wy też możecie. Od jutra skończy się dla was życie ponad
prawem. Zabieram wam wszelkiego rodzaju przywileje i immunitety. Jeżeli
będziecie przestrzegać prawa i norm etycznych to nic wam nie będzie groziło.
Wasze szpitale, sanatoria, hotele i ośrodki zdrowia będą dostępne dla całego
społeczeństwa. Prawo od jutra będzie dla was tak samo respektowanie jak dla
każdego w tym państwie. Po tych słowach na sali zapanował prawdziwy bałagan i
anarchia. Wszyscy zaczęli krzyczeć, wyzywać i grozić, chociaż sami nie
wiedzieli komu.
-
To jest skandal! My musimy mieć ochronę, a immunitety to nasze prawo. Nigdy nie
zrezygnujemy z immunitetów - krzyczeli
jeden przez drugiego
-
Nie będziemy tego słuchać! Wychodzimy ! Wszystkich nas nie zabijesz
Większość
pomimo krzyków siedziała na swoich miejscach. Kilka osób postanowiło jednak
opuścić salę obrad. Niestety skończyło się to dla nich bardzo źle. Gdy
kilkadziesiąt osób padło trupem dopiero wtedy
zapanowała grobowa cisza
-
Jesteście zwykłym ścierwem. Nawet w obliczu śmierci dla was liczy się tylko
władza i pieniądze. Większość z was to zwykli bandyci i pospolici przestępcy,
którzy dbają tylko o własne interesy, własne rodziny, władze i pieniądze. Macie
w dupie ludzi i ich dobro. Będzie jak powiedziałem. W przeciwnym razie
zabiję was wszystkich i wasze pazerne
rodziny. To jest moje ostatnie słowo. Jeżeli od jutra nie wejdą w życie
wszystkie moje polecenia trup posieje się gęsto.
Zaprowadzenie
porządku i sprawiedliwości wcale nie było takie łatwe. Musiało zginąć jeszcze
ponad dwa tysiące osób w całej Burunii, aby zapanował jako taki ład i porządek.
Wielu nie podobały się zmiany. Oczywiście większość z nich to przedstawiciele
władzy, dyplomaci, skorumpowani policjanci, sędziowie i osoby, którym nie
podobały się nowe porządki. Były jednak osoby, które próbowały w dalszym ciągu
stać ponad prawem, oszukiwać i realizować działania na starych zasadach. Jedyna
słuszna kara czyli śmierć spowodowała, że pozostali zrozumieli co ich czeka jak nie zmienią
swojego postepowania. Pojęli też i zdali
sobie w końcu sprawę z tego, że ustanowione przepisy czy wprowadzone restrykcje
muszą obowiązywać dokładnie wszystkich. Wytknąłem im, że nie może być tak, iż
wszyscy obywatele Burunii mają obowiązek chodzić w maskach, zachowywać
odległości, nie korzystać z parków, kawiarni czy restauracji, a polityka to nie
dotyczy bo jest ważną osobistością. Pomimo faktu, że zginęło ponad dwa
tysiące osób nie do wszystkich to jednak
dotarło. Nie potrafili zrozumieć, że politycy tak samo jak wszyscy
obywatele muszą być uczciwi i nie mogą
popełniać przestępstw, a jeżeli jednak
je popełnią to muszą ponieść taka samą karą jak inni. Nawet śmierć ich kolegów nie uświadomiła im tego,
że gdy ktoś wprowadza zakaz spacerów, wchodzenia na cmentarz, korzystania z noclegów hotelowych czy
sanatoriów to politycy tak samo mają obowiązek przestrzegać tych zasad. Nie
dotarło do nich, że swoim postepowaniem pokazują, że mają w dupie wszystkich
poza sobą. Dla nich było oczywiste, że ogół ludzi to zwykli niewolnicy, którzy
nie mają żadnych praw i nie powinni niczego żądać. Ubiegając się o wysokie
stanowiska politycy tego właśnie oczekiwali i tak postępują. W końcu
doprowadziłem do tego, że nastąpiły widoczne zmiany. Nie były one jednak ze
strony polityków spowodowane chęcią, czy wspólnym dobrem lub poszanowaniem
innych. Zmiany zostały żywcem wymuszone groźbą pozbawienia ich życia. Najlepszym
dowodem, że do polityki ludzie idą tylko i wyłącznie z powodu władzy i
pieniędzy jest to, że gdy tylko stracili immunitety i przywileje to natychmiast
zaczęli z niej rezygnować. Gdy tylko zorientowali się, że nie mogą już
wykorzystywać wpływów i znajomości oraz, że zarabiają tyle samo jak wielu
innych pracowników to w ciągu zaledwie miesiąca z polityki odeszło ponad 80%
działaczy partyjnych, radnych, aktywistów i innych przedstawicieli władz.
Wielki Maruu twardo jednak trzymał się swoich poglądów i tworzył coraz to
nowsze grupy swoich zwolenników. Przyszedł więc czas i na niego. Gdy spotkałem
się z nim sam na sam stwierdziłem, że jest to stary zgorzkniały dziad. Egoista
jakich mało, któremu żadne zmiany nie podobały się. Poza jego rozumowaniem i decyzjami jakie wydawał
nie brał pod uwagę żadnych innych rozwiązań, sugestii lub propozycji. Był
jeszcze ten upasiony rudy skurwysyn, który z kolei prowadził destrukcyjną
politykę zagraniczną. Skutkowała ona grabieniem Burunii przez inne kraje. Jemu
także trudno było wytłumaczyć, że tak działać nie wolno.
Stwierdziłem,
że on i jemu podobni nie zasługują, aby nadal żyć i siać bezprawie. Zabrałem najgorsze
gnidy z przywództwa różnych frakcji oraz dwustu siedemdziesięciu ośmiu politycznych
bandytów na najwyższy budynek w Burunii. Wśród nich znajdowały się jeszcze dwie
kanalie, których również nie mogłem oszczędzić. Był to dyrektor jednej z
lecznic oraz jego siostra. Wspólnie zaprowadzili straszliwy terror wśród pracowników.
Lecznica, którą kierowali stała się prawdziwym obozem pracy. Panował w nich
strach, układy, mobing, upokorzenie i zwykłe gnojenie personelu. Dlatego
dołączyli do pozostałego ścierwa.
Na tym najwyższym budynku w Burunii odbył się
prawdziwy spektakl sprawiedliwości i zemsty za skurwysyństwo jakiego dopuścili
się główni aktorzy tego przedstawienia. Wcześniej odpowiednio zabezpieczyłem
dach, aby nikt nie mógł z niego skoczyć samowolnie. Aby wszyscy byli świadomi
jaka i za co spotka ich kara wygłosiłem odpowiednia przemowę.
-
Za skandaliczne decyzje i procedury, które skutkowały zgonem tysięcy ludzi,
którzy zostali pozbawieni dostępu do
lekarzy, i których zaprzestano leczyć wszyscy, których tu zebrałem
musicie zapłacić. Zapłatą może być tylko śmierć. Za to jak potraktowaliście
ludzi chorych i potrzebujących nie może to być zwykła i spokojna śmierć. Wy
musicie cierpieć i konać w męczarniach. Każdemu jednemu z was zostanie wsunięty
do odbytu wężykowy aplikator z wysokoprężną pianką montażową. Gdy pianka
zacznie rozrywać wasze wnętrzności zostaniecie zrzuceni z dachu. Troje z was
dodatkowo będzie mieć obcięte kutasy i połamane kolana. Stanie się to na samym
początku, aby dodatkowo cierpieli. Będą w tym czasie obserwować jak przeżywają
to i cierpią inni.
Teraz
zapanował strach. Wśród zgromadzonych słychać było krzyki i prośby o litość i
darowanie win.
-
Widok z tego miejsca jest rozległy i imponujący. – Kontynuowałem nie zwracając
uwagi na skazańców.
-
Spoglądając tam na dół może teraz uświadomicie sobie, że ci wszyscy ludzie,
którzy tam na dole wegetują, chorują, cierpią, błagają o litość i nie mają
żadnej nadziei to tylko i wyłącznie zawdzięczają to wam. To przez was i wasze
decyzje żyją w skrajnej biedzie i w ciągłym strachu. Zdajecie sobie z tego
sprawę?
-
Po co nas tutaj przywlokłeś? To ty jesteś tym… Oprawcą.
Okazało
się, że byli i tacy, którzy w obliczu nadchodzącej śmierci w dalszym ciągu nie
potrafili zrozumieć co i dlaczego się wydarzyło
-
Nie rozumiecie pytania skurwysyny? Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że ludzie
przez was cierpią?
-
Nie będziemy z tobą rozmawiać. Nie
możesz nam nic zrobić. To zbrodnia i …
-
W takim razie ja też nie będę z wami rozmawiał.
Po
chwili Wielki Maruu i dyrektor lecznicy z obciętymi kutasami i połamanymi kolanami
wyli z bólu i błagali o litość. Oczywiście nie zapomniałem o Rudym grubasie.
Mamrotał coś jąkając się i błagał o litość.
Następnie
pomimo krzyków, paniki, strachu i błagania o litość przy użyciu Tajemnego Koła
Spełnienia każdemu jednemu zaaplikowałem sprężoną piankę montażową do odbytu.
Kiedy pianka zaczęła rozrywać ich wnętrzności zrzucałem ich z dachu. Na samym
końcu załatwiłem konających Wielkiego Maruu, dyrektora i jego siostrę. Rudego
Kacapa pozostawiłem, aby w samotności dokonał żywota.
Śmierć
tych bandytów spowodowała, że era Wielkiego Maaru w końcu zakończyła się.
Niestety wiele jeszcze było do zrobienia w Burunii. Bowiem nie tylko politycy
żyli ponad prawem i gnębili naród, żerując na nim do woli.
Zauważyłem,
że towarzystwa i firmy ubezpieczeniowe oraz kancelarie pomagające odzyskać
odszkodowanie to jedna wielka mafia, w której króluje skurwysyństwo,
złodziejstwo i oszustwo. Banda jebanych skurwieli wykorzystując tragedie i
nieszczęście ludzkie bez najmniejszych skrupułów okrada ich.
Wiadomo
ogólnie, że towarzystwa i firmy ubezpieczeniowe robią wszystko, aby nie
wypłacić żadnego przysługującego odszkodowania. Szukają dlatego różnych
problemów, interpretują przepisy i zapisy umów na swój sposób. Generalnie bardzo
rzadko wypłacają jakiekolwiek odszkodowanie. Jeżeli to jednak robią np. po
sprawach sadowych to zawsze zaniżają wysokość przysługującego odszkodowania.
Dlatego coraz częściej poszkodowani korzystają z usług wyspecjalizowanych
kancelarii. Tutaj także niestety trwa jawne polowanie przez parszywe hieny
zatrudnione w tych właśnie kancelariach. Stałą praktyką jest, że w każdym
przypadku odszkodowawczym pracownik
firmy ubezpieczeniowej dokonuje analizy
przedstawionej mu sprawy danego zdarzenia. Poszkodowany skrupulatnie
przedstawia mu sytuację i przekazuje
obszerną dokumentację dotyczącą
okoliczności zaistnienia wypadku. Potwierdza miejsce i zaistnienie
wypadku stosowną dokumentacją fotograficzną, medyczną oraz udziałem służb ratunkowych czy
policyjnych. Po ocenie wszystkich
przekazanych materiałów pracownik
kancelarii stwierdza, że sprawa została przez
niego zakwalifikowana do prowadzenia przez
firmę, która reprezentuje. W
żaden sposób z rozmowy i zachowania takiego pracownika nie wynika, że sprawa nie zostanie podjęta.
Poszkodowany nie szuka więc innej firmy ponieważ otrzymał zapewnienie, że jego
sprawa już została przyjęta do realizacji. Teraz zawsze sytuacja wygląda następująco.
Jeżeli sprawa gwarantuje wysokie odszkodowanie to jak najbardziej zostaje
podjęta. Klient otrzyma od 55% do 70 % uzyskanej kwoty, która w większości
przypadków przelana zostaje na konto firmy prowadzącej sprawę odszkodowawczą.
Natomiast w przypadku gdy dana sprawa również gwarantuje odszkodowanie, ale
jest ono zbyt niskie np. tylko marne pięć tysięcy funtów to wówczas taka sprawa
nie zostaje przyjęta. Nie ma znaczenia, że te pięć tysięcy funtów to w wielu
przypadkach naprawdę duże pieniądze dla poszkodowanych. Dla kancelarii to za
mało. Najgorsze jest to, że poszkodowany
informacjo odmownej nie otrzymuje od razu. Dopiero po około miesiącu od przejęcia
dokumentów otrzymuję lakoniczną informację, że jego sprawa nie nadaje się do
prowadzenia. To jest zwykłe kurestwo i traktowanie poszkodowanego jak szmatę.
Ktoś przecież tą sprawę przyjął. Ktoś obiecał, że zostanie załatwiona
pozytywnie. Nikt niestety nie liczy się z ludźmi, z krzywdą jakiej doznali i z
uczuciami jakie towarzyszą, gdy okazuje się że jego i jego sprawę mają w dupie.
Bo tak naprawdę to wygląda to tak, że taki zwykły pracownik kancelarii to zwykły cieć bez jakichkolwiek
kwalifikacji. On jak ta hiena ma tylko polować. Ma brać każdą sprawę i każdemu
ma mówić że będzie przyjęta i zostanie załatwiona pozytywnie. Dopiero ktoś kto
dokona odpowiedniej analizy pod kątem zysku dla firmy podejmuje odpowiednie
decyzje mając w dupie poszkodowanego.
Zadałem
sobie sporo trudu aby ustalić ile i jakich spraw firmy odszkodowawcze pomimo
obietnic nie przyjęły do realizacji. Oczywiście brałem pod uwagę te sprawy, w
których kwota odszkodowania była zbyt niska ich zdaniem. Ustaliłem ogrom takich
spraw. Łącznie w całym kraju odrzucono ponad trzydzieści dziewięć tysięcy spraw.
Głównie były to sprawy dotyczące różnego rodzaju wypadków jak
poślizgnięcia, upadki ze schodów, z nasypów, przytrzaśnięcie drzwiami wind i
wiele innych. Obrażenia osób poszkodowanych to przede wszystkim złamania
kończyn, zwichnięcia, skręcenie kolan, urazy głowy, oczu, obrażenia twarzy.
Pomimo krzywdy i bólu jakiego
poszkodowani doznali firmy ubezpieczeniowe nie wypłaciły im żadnego
odszkodowania. Firmy i kancelarie odszkodowawcze również nie zajęły się
sprawami tych biedaków. Były po prostu dla nich za mało opłacalne. Dlatego
ustaliłem osoby odpowiedzialne za podjęcie decyzji o niewypłaceniu odszkodowań
i osoby odpowiedzialne za odrzucenie spraw tych ludzi. Łącznie było to dwieście
trzydzieści siedem osób. Wykorzystując wszystkie swoje możliwości spowodowałem,
że każda z tych osób doznała skomplikowanych skręceń kolan oraz skomplikowanego
i bolesnego złamania stawu łokciowego i sokowego. Oczywiście zrobiłem wszystko,
aby nie otrzymali żadnego odszkodowania.
Uznałem, że powinni na własnej skórze przekonać się jakie
cierpienie musi znieść osoba, której przydarzy się taki
nieszczęśliwy wypadek. Ponadto chciałem, aby odczuli jak to jest, gdy za
doznane cierpienie i ból nie otrzymają żadnego zadośćuczynienia.
Gdzie
tylko nie obróciłem się to wszędzie napotykałem na cwaniactwo, niesprawiedliwość
i takie poczucie, że ktoś jest lepszy, silniejszy, bogatszy i dlatego może
gnoić słabszego, biedniejszego i tego bez układów.
Przekonałem się wielokrotnie, że tak
naprawdę to dzisiaj strach nawet wyjechać na ulicę. Po naszych drogach coraz
częściej jeżdżą bandyci i przestępcy drogowi. Jak kierowca nie jest pijany to
pod wpływem narkotyków. Jeżeli jest natomiast trzeźwy to z kolei uważa, że jest
najważniejszy na drodze bo jedzie BMW lub innym
złomem sprowadzonym za psie pieniądze np. z Niemiec. Stwarzają
zagrożenie dla życia i zdrowia innych uczestników. Są jeszcze bezmózgowcy,
czyli kierowcy Tirów którzy uważają, że
na drodze są królami. Coraz więcej jest więc wypadków śmiertelnych, a
służby nic z tym nie robią. Jednym z powodów ich postepowania jest to, że biorą
łapówki, a drugi to, że trafiają na osoby nie do ruszenia czyli sędziów,
prokuratorów, księży czy tzw. celebrytów. Skupiają się więc głównie na braniu
łapówek, karaniu mandatami za duperele i karmieniem nas kłamstwami jak to
świetnie działają i przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa na drogach.
Opowiadają ludziom głupoty i przedstawiają nic nie warte statystyki. Policja
bada trzeźwość kierowców tylko tam gdzie czuje się bezpiecznie, czyli na
osiedlach i w centrach miast. Do tego zależy jej tylko na zebraniu z ludzi
haraczu i wykazaniu się, że są potrzebni i, że coś robią. Dużo jeżdżę po kraju
i widzę jak to wygląda. Na autostradach i drogach ekspresowych nie spotykam
żadnego patrolu policyjnego. Kierowcy tirów robią na drogach, co tylko im się podoba.
Zajeżdżają drogę innym kierowcom,
blokują jazdę bawiąc się w etatowych szeryfów, wymuszają pierwszeństwo,
jadą na zderzaku zmuszając do natychmiastowego
zjechania niezależnie od panującej sytuacji na drodze. Debile w drogich i wypasionych samochodach
czują się jak rozkapryszone książęta, a bandyci drogowi są zupełnie bezkarni.
Na autostradach bandyci grasują bez jakiegokolwiek zagrożenia, a na zwykłych
osiedlach trudno przejechać z uwagi na łapanki i polowanie policji. Jak może
być bezpiecznie? Takiemu Kowalskiemu jak czasem zdarzy się, że jedzie do roboty
po piwie to zastosują w stosunku do niego pełną procedurę prawną i ją wyegzekwują. Zabiorą prawo jazdy i wsadzą
do więzienia. W przypadku kleru,
polityka lub lepszego złodzieja zastosowana jest tylko procedura. Potem jakoś
się to rozmywa i wszystko jest Ok. Postanowiłem coś z tym zrobić i tym razem
sam zapolować na wszystkich, którzy łamią zasady, procedury i stwarzają
zagrożenie na drogach. Wyjechałem Dacią Logan, aby nie pokazywać, że ze mnie to
lepszy gość i ruszyłem w drogę. Starałem się jechać normalnie, to znaczy zgodnie z przepisami. Była już dwudziesta
druga godzina i wjechałem na drogę
pomiędzy jakimiś lasami. Nie musiałem
długo nikogo szukać. Jakiś kretyn sam prosił się o solidną nauczkę. Otóż
wyprzedzałem wlokąca się ciężarówkę i jechałem lewym pasem. Przed tą ciężarówką
jechało jeszcze kilka samochodów i nie mogłem za bardzo od razu ich wszystkich wyprzedzić. Nie
mogłem również zjechać pomiędzy samochody, gdyż za blisko trzymali się jeden
drugiego. A tu patrzę we wsteczne
lusterko i dostrzegam jak jakiś debil z daleka daje długimi
światłami, aby mu zjechać. Zbliżał się
coraz bliżej dojeżdżając na odległość około metra. Zaczął trąbić i mrugać
światłami. Przyhamowałem i zrezygnowałem z wyprzedzania zmieniając pas drogi.
Mijający mnie kierowca oczywiście BMW wymachiwał rękami w moim kierunku więc ja
mu też machnąłem. To spowodowało, że zajechał mi drogę i z piskiem opon
zatrzymał swój samochód zmuszając mnie do zatrzymania swojego. Gdy tylko to
uczyniłem wysiadł ze swojej bmki i z kijem bejsbolowym udał się w moim
kierunku. Ocho! Pomyślałem. Będzie mnie bił. Pośpiesznie podszedł do mojego
samochodu i otworzył drzwi. Nie zdążył jednak nic zrobić gdyż byłem
przygotowany na taką okoliczność. Miałem bowiem bardzo skuteczny gaz żelowy w
pojemniku o pojemności 950 ml z wyjętą gumką z zaworu. Gdy tylko otworzył drzwi
silny strumień żelu trafił prosto w jego oczy. Nie miałem litości i zużyłem cały
pojemnik. Agresor darł ryja z bólu i machał rękami.
- O kurwa! Co ty mi zrobiłeś. Nic nie
widzę. Ja pierdole. Zajebie cię.
- Nikogo gnoju nie zajebiesz. Siadaj bo
cię jakieś auto pierdolnie i będzie po tobie tępy idioto-Powiedziałem spokojnie
- Już nie żyjesz. Ja ciebie…
Nie mogłem i nie chciałem tego słuchać.
Silnym kopnięciem w jaja doprowadziłem, że padł na ulicę jak długi. Teraz
przyjrzałem mu się dokładnie. To był taki typowy kark. Widać było, że jego
główne zainteresowania to siłownia, sterydy i rozróby. Gnojek doczołgał się
jeszcze na pobocze i zwijał się z bólu trzymając za jaja. Podszedłem do niego
i dałem mu jeszcze dwa kopy do ryja. Następnie zająłem
się jego samochodem. Auto było nowe i wypasione. Musiał odczuć, że źle
postępuje. Pourywałem więc lusterka, potrzaskałem reflektory. Siłą wyłamałem
wszystkie drzwi. Jego własnym kijem bejsbolowym potrzaskałem tablice
rozdzielczą, powgniatałem karoserię w różnych miejscach i potrzaskałem
wszystkie szyby. Tapicerkę pociąłem nożem. Wewnątrz samochodu porozlewałem
znaleziony w bagażniku olej. Do baku nawrzucałem ziemi, a kluczyki wyrzuciłem
daleko w las. Przeszukałem gnoja i portfel z dokumentami oraz telefon komórkowy
również wyrzuciłem do lasu. Na koniec przebiłem wszystkie opony. Także koło
zapasowe w bagażniku. Następnie podszedłem do karka.
- Słuchaj skurwysynie. Dzisiaj to daję ci
tylko nauczkę. Jeżeli kiedykolwiek jeszcze raz trafię na ciebie, a jeżdżę
różnymi samochodami to cię zajebie.
Rozumiesz
- …
- Zrozumiałeś gnido
- Tak.
- Co tak?
Silne uderzenie pięścią w ryja
spowodowało, że cofnął się zasłaniając głowę rękami.
- Nie bij. Przepraszam
- Zrozumiałeś?
- Zrozumiałem. Przepraszam.
Niech to będzie dla ciebie nauczką, bo
długo nie pożyjesz. Co z tego, że masz kupę mięśni jak jesteś głupi. Auto nie
nadaje się do jazdy. Może jakiś kierowca się zlituje i zatrzyma chociaż bardzo w
to wątpię. Obyśmy się nigdy więcej nie
spotkali. Wsiadłem do swojego samochodu i odjechałem.
Zrobiłem może dwadzieścia kilometrów,
kiedy zauważyłem światełko policyjnego lizaka. Nawet ucieszyłem się ponieważ
chciałem zobaczyć jak zareagują funkcjonariusze prawa gdyż jechałem bardzo
szybko. Gdy tylko zatrzymałem się do mojego samochodu podeszło dwóch młodych
policjantów.
- Dobry wieczór panie kierowco. Będzie
mandat ponieważ przekroczył pan prędkość o pięćdziesiąt kilometrów
- Dobry wieczór. Ja…
- Chyba, że dogadamy się.
Jeden z policjantów bez ceregieli i
wysłuchania co mam do powiedzenia złożył mi propozycję. Drugi zaczął spisywać numery
rejestracyjne.
- Wie pan… Prędkość to jedno, a jak
sprawdzimy jeszcze stan techniczny samochodu…Stracić prawo jazdy jest łatwo.
Rozumie pan.
- Nie. Nie rozumiem! Popełniłem wykroczenie to chyba obowiązują
jakieś procedury w takim wypadku.
- No tak. Mandat 1500 funtów, punkty
karne, testy egzaminy, a do tego możemy zabrać dowód rejestracyjny. Da pan dwa
tysiące funtów i nas tu nie było.
- Teraz rozumiem, tylko hujowo trafiliście
sukinsyny i nic nie dostaniecie.
Policjant chwilowo zaskoczony zaniemówił.
To wystarczyło, aby silne uderzenie pięścią w gardło pozbawiło go przytomności.
Drugi policjant wprawdzie podbiegł do mnie, ale nie bardzo wiedział co robić.
Kopnięcie w jaja załatwiło temat także w jego przypadku. To były zwykłe cymbały,
a nie policjanci. Nie dość, że nie mieli odpowiedniego doświadczenia, nie
wiedzieli jak się zachować w trudnych sytuacjach to nie przeszkadzało im brać
łapówki. Musiałem im dać solidną nauczkę, aby zapamiętali ją do końca życia.
Pośpiesznie zdjąłem im całe umundurowanie wraz z butami i skułem ich własnymi
kajdankami. Broń służbową po rozładowaniu wyrzuciłem w pole. Mundury wrzuciłem
do rowu wypełnionego jakimiś ściekami. Gdy po kilku minutach oprzytomnieli
postanowiłem z nimi pogadać.
- Słuchajcie skorumpowane skurwysyny.
Jesteście od pilnowania porządku i przestrzegania prawa. Nie będę was pouczał
ponieważ sami doskonale wiecie co wolno, a co nie. Jesteście przestępcami w
mundurach. Dlatego wasze mundury leżą w ścieku ponieważ tam lepiej wyglądają
aniżeli na waszych przekupnych grzbietach. Nie jesteście godni, aby nosić
mundury, a także broń, która również leży
gdzieś tam w polu. Zabrałem też wasze legitymacje ponieważ nie
zasługujecie na to żeby je nosić. Tylko dlatego, że jesteście jeszcze młodzi i
z pewnością rozpoczynacie dopiero służbę zostawię was przy życiu. Będę was
jednak obserwował. Od dzisiaj jeśli nie wywalą was z Policji będziecie
wzorowymi funkcjonariuszami. Jeżeli kiedykolwiek któryś z was zaproponuje
chociażby przyjęcie łapówki zostanie brutalnie zajebany.
- Zrozumieliście ?
- Tak. Przepraszamy. Może nas pan rozkuć.
- Nie! Radźcie sobie sami. Kluczyki od
kajdanek leżą gdzieś w rowie. Aha. Jeszcze jedno. Przebiłem wszystkie koła w
waszym radiowozie.
- Prosimy pana...
- Trochę godności. Umiecie brać łapówki i cwaniakować?
To teraz kombinujcie. Do roboty. I
pamiętajcie co powiedziałem bo nie będę miał dla was litości. Mówiąc to
wsiadłem do samochodu i na wszelki wypadek zatelefonowałem na numer alarmowy
informując, że policjantom coś przykrego przydarzyło się na drodze. Potem już na szczęście już bez żadnych przeszkód dojechałem do domu.
W ciągu kilku kolejnych tygodni jeżdżąc
drogami Burunii spuściłem solidne lanie wielu karkom, którzy nie byli
zadowoleni z mojej jazdy. Każdy z nich doznał poważnego uszczerbku na zdrowiu,
a ich samochody nadawały się tylko do kasacji. Większość z tych umięśnionych bezmózgów
to były zwykłe cieniasy i tchórze tak naprawdę. Bazowali tylko na silnej,
barczystej budowie swojego ciała i jakiejś broni, którą zawsze mieli w łapie.
Jeden z przypadków skończył się dla takiego właśnie typa tragicznie. Zajechał
mi drogę gdyż za wolno jego zdaniem poruszałem się swoim złomem jak to
określił. Gdy zobaczyłem, że wysiada ze
srebrnego audi z tasakiem w ręce
wiedziałem co zrobić. Kiedy podszedł do mojego samochodu użyłem bardzo głośnego
sygnału dźwiękowego w sprayu. Bohaterski kretyn tak bardzo się wystraszył, ze
cofnął się kilka kroków do tyłu. Na jego nieszczęście nawet nie popatrzył czy
nie nadjeżdża jakiś samochód. To był jego błąd gdyż przypieprzył w niego
rozpędzony tir. Po mięśniaku nie było nawet co zbierać. Sam wymierzył sobie
sprawiedliwość.
Innym razem zwróciłem uwagę na dziwnie
zachowujący się samochód m-ki Mercedes EQC 400. Naprawdę wypasiona fura tylko,
że jechała tak jakoś niestabilnie.
Postanowiłem przyjrzeć się z bliska. Gdy zrównałem się z tym samochodem z
przerażeniem zobaczyłem, ze kierowca prawie leży na kierownicy. Zatrąbiłem więc
i delikatnie zajeżdżając drogę spowodowałem, że samochód w końcu zatrzymał się
prawie w rowie. Gdy wysiadłem okazało się, że samochód prowadził upojony
alkoholem ksiądz. Jego purpurowa czapeczka wskazywała, że to jakaś szycha. Niestety
z wydobywającego się bełkotu nic nie zrozumiałem. Wyciągnąłem więc ochlaptusa z
samochodu. Zdjąłem z niego ubranie służbowe czyli sutannę, ten taki kolorowy
szalik i purpurową czapeczkę. Chłop nawet nie protestował więc oparłem go o
przydrożne drzewo. Sutannę i czapeczkę założyłem na stojącego w kukurydzy stracha na
wróble. Samochodem zająłem się tak samo jak w przypadku karków z którymi miałem
do czynienia. Pourywałem wszystkie lusterka, przełączniki, wszystkie gałki.
Powybijałem wszystkie szyby, reflektory. Oczywiście do baku wsypałem parę kilo
ziemi i natychmiast uruchomiłem silnik. Gdy zaczął się dławic i zgasł to
kluczyki wyrzuciłem w pole. Rozbiłem tablicę rozdzielczą, przebiłem wszystkie
koła. Dodatkowo wgniotłem karoserię gdzie się tylko dało znalezionym w
bagażniku lewarkiem. Tym samym lewarkiem powgniatałem co się tylko dało w
komorze silnika. Następnie zatelefonowałem do kilku dziennikarzy informując o
nachlanym księdzu. W taki sam sposób załatwiłem jeszcze jednego prokuratora i
panią sędzinę. W ich przypadku musiałem jednak zając się jeszcze osobami, które
chciały sprawie ukręcić łeb. Zapewniam, że już nigdy nie staną w obronie
żyjących ponad prawem przestępców.
Zauważyłem, że im bardziej angażowałem się
w zaprowadzeniu porządku tym więcej było do zrobienia. Na każdym kroku
natrafiałem na oszustwa, złodziejstwo, korupcje i krzywdę jaką wyrządzali
ludzie ludziom i innym istotom. Ze zdwojoną siłą robiłem więc, co mogłem aby
wymierzyć sprawiedliwość i wynagrodzić tych, którzy zostali skrzywdzeni.
Oczywiście bez pomocy Tajemnego Koła Spełnienia z pewnością nie było by to
możliwe. Dzięki niemu mogłem zdobyć odpowiednią informację, ustalić każde
miejsce, zdarzenie, osobę. Mogłem
dotrzeć do każdego chociażby ukrył się na końcu świata. Korzystając z
Koła mogłem dokonywać odpowiednich manipulacji, wpływać na decyzję każdego
człowieka i nakazywać mu bezwzględne wykonywanie poleceń. Coraz częściej
widywałem dzieła swoich rąk. To już wskazywało jak ogromna jest skala ludzkiej
niegodziwości. Gdy spotkałem na swojej drodze ludzi z rękami obciętymi do łokci
to od razu wiedziałem, że na sto procent
były to osoby ukarane za złodziejstwo, korupcje i dewastację mienia wspólnego.
Gwałciciele i pedofile mieli obcięte fiuty i jaja. Wprawdzie na pierwszy rzut
oka nie było tego widać, ale po sposobie chodzenia łatwo można było rozpoznać czym zajmowali się
wcześniej. Oszuści i naciągacze bankowi oraz firm pożyczkowych paradowali z obciętymi
językami, uszami i pozbawieni jednego
oka ogolonymi głowami. Urzędnicy państwowi, księża oraz osoby z wymiaru
sprawiedliwości i organów ścigania za swoje niegodziwości mieli obciętą jedną
stopę, prawą dłoń i wypalone znamię paragrafu
na obu policzkach. Nie sposób opisać wszystkiego. Prawda jest jednak taka, że po
zaprowadzeniu moich porządków w Burunii idąc
ulicą trzeba mieć prawdziwe szczęście, aby spotkać człowieka, który nie
posiadał by żadnych zewnętrznych oznak oszpecenia, które świadczyło o ukaraniu
go za czyny jakich się dopuścił.