26 lutego 2026

Zawsze mają przejebane

 

Zawsze mają przejebane

Są ludzie
Którzy całe życie maja przejebane
Na własne życzenie

Nie dlatego, że ich los jest gorszy
Że noc zapadła szybciej
Że pogoda im nie sprzyja

Mają przejebane

Bo nie wiedzą
Bo nie rozumieją
Bo nie wierzą w siebie

Bo nie wkładają żadnego wysiłku

Żeby odmienić swój los

Żeby coś zmienić w swoim życiu

Za to ślepo wierzą w przekonania
Które miały ich chronić

I sprawiać im radość

W niedorzeczne prawdy powtarzane tak długo

Że tylko one stały się dla nich najważniejsze
Aż przestały być pytaniem
A stały się wymówką

Myślą, że wszystko to, co ich otacza

Pomoże, aby ich życie stało się lepsze
Ludzie, hasła, zasady, prawdy

I przekonania
Ale świat nie ma obowiązku ratować nikogo
Czasem tylko dokłada ciężaru
I udaje, że pomaga

Myślą, że czas to studnia bez dna
Że jutro samo się naprawi

Samo się zmieni
Że słowa nie ważą

Że myśli nie są ważne
A decyzje da się cofnąć jak krok na mokrym piasku

Nie widzą

Nie czują
Że nie każda prawda jest dobra
Że niektóre są tylko wygodne
a inne…

Po prostu głośniejsze od myślenia

Idą na skróty
Które prowadzą w kółko

Jak zagubione owieczki

Jak upośledzone dzieci

Jak bezpańskie psy

Niczego nie rozumieją

I nie chcą zrozumieć
Palą za sobą mosty
A potem pytają

Dlaczego nie mogą wrócić

Ich nie boli  od razu
Ból przychodzi do nich później
Cichy, systematyczny

Straszny

Niepokonany
Jak majątek przegrany w kasynie

Zawsze mają przejebane

A przecież wystarczył by moment zatrzymania
Zadania sobie jednego pytania
I udzielenia odpowiedzi na nie

Dlaczego wierzę w to, co mnie niszczy?

Dlaczego nie wierzę w siebie?

Ale żeby zapytać
Trzeba chcieć wiedzieć
A żeby wiedzieć
Trzeba znieść prawdę

25 lutego 2026

Z czego się śmiejecie głupie cipy?

 

Z czego się śmiejecie głupie cipy?

Z czego się śmiejecie, głupie cipy?
Czy echo wam klaszcze, gdy brak publiki?
Czy może ten chichot tak was unosi?
Że łatwiej rechotać niż za głupotę przeprosić?

Tak głośno szczekacie, jak kundel zza płotu
Odwagi w was zero, za to nadmiar jazgotu
Mądrość z was parzy jak kubek zimnej herbaty
Więc dmuchacie śmiechem, aby nie czuć straty

On już swoje przeszedł, wyście wyryczały swoje
Więc nie mogę się napatrzeć na was wy tępe dziewoje
W stadzie jest największa wasza odwaga
W pojedynkę cichniecie. Bo każda z was to łamaga

Empatia? Zjadł ją wam mem z Internetu
Rozum? Zaginął w natłoku bzdetów
Śmiech wasz jak plastik jest głośny, lecz pusty
Błyszczy przez chwilę, bo płytkie macie gusty

Z kogo drwicie? Z kogo szydzicie?
Czy naprawdę siebie w tym nie widzicie?
Maska ironii krzywo w was leży
Bo spod niej wygląda zwyczajny… niedosyt przeżyć

Budujcie tron z cudzych potknięć
Klejcie go śliną i brakiem konkretnych zajęć
Tylko pamiętajcie o królowe kpiny
Ten tron się chwieje bez fundamentu przyczyny

Ten gość nie potrzebuję waszego chóru
Waszych spojrzeń z pozycji muru
Bez waszej widowni idzie spokojnie
Głupie cipy, bogatszy o ciszę idzie dostojnie

A gdy wam nagle śmiech w gardle zachłyśnie
Gdy przestanie bawić, a zacznie gryźć niepysznie
Zostanie pytanie w lustrze, nie w tłumie
Z czego się śmiejesz głupia cipo, skoro niczego nie rozumiesz?

Więc śmiejcie się dalej, jeśli to was podnieca
Nie z każdego śmiechu może być fajna heca
Czasem to tylko kilka chwil krótkich
Jak echo w waszych główkach malutkich

 

24 lutego 2026

Śmierdzace bączury

 

Śmierdzące bączury

Nie puszczaj bączura w autobusie, mój drogi
Bo pasażer zblednie, jakby ujrzał złe rogi
W tramwaju, w pociągu, w ciasnym przedziale
Toż to zamach stanu! Prawie jak w kryminale

Przy stole, gdy rosół paruje w wazie
Nie testuj wytrzymałości rodziny w ekstazie
Bo zamiast „smacznego” i miłej gadki
Zostaną spojrzenia cięższe niż podatki

W samochodzie? Błagam! To kabina zamknięta!
Tam zapach krąży jak plotka przy świętach
W samolocie? Wysoko? Nad chmur koronką?
Nie rób z kabiny komory zamglonej

W kajucie na statku,  chociaż morze szumi
Marynarz też człowiek i wszystko rozumie
Niech fale pluskają, niech wiatr sobie dmucha
Lecz nie funduj załodze własnego wybucha

Lecz w parku, na polu, na świeżym powietrzu
Tam możesz dać upust swojemu wnętrzu
Bo dwór jest szeroki i przestrzeń ogromna
Natura wybacza bo jest bardzo przytomna

Tam każdy może, bez strachu i stresu
Oddać coś z duszy… a raczej z interesu
Bo na dworze wolność jak ptak sobie hasa
I bączur tam znika. Rozprasza się i szybko… przygasa

Rolex- za uratowanie życia dwóch wyjątkowych istot

  Rolex- za uratowanie życia dwóch wyjątkowych istot Byłem w Hiszpanii już od kilku dni korzystając ze słońca, zapachu morza i leniwego ...