Kosmici żyją wśród nas
Obcy naprawdę istnieją. Mało tego. Oni żyją wśród
nas. Są obcy, którzy mieszkają w naszych
rodzinach ale nawet sami o tym nie wiemy. Historia obcych nie wygląda tak, jak w filmach. Nikt z nich nie
chodzi z dziwną skórą ani świecącymi oczami, ale to nie znaczy, że takich
obcych nie ma. Prawda jest taka, że gdybyś minął ich na ulicy, nie zwróciłbyś
uwagi ponieważ oni tego nie chcą. Prawdziwy problem polega na tym, że istnieje
wiele tysięcy ras obcych, które nigdy nie interesowały się ludźmi i nigdy ludźmi
nie zainteresują się z sobie znanych tylko powodów. Ale to wcale nie znaczy, że
nie pojawiają się na ziemi. Są jednak takie rasy,
które od tysiącleci żyją na naszej planecie, w oceanach, głęboko pod ziemią, a
także wśród nas.
Pewnego wieczoru w trakcie medytacji znalazłem
się w niewielkim pomieszczeniu oświetlonym jaskrawo seledynowym światłem. Nie
potrafiłem rozpoznać co to za pomieszczenie i co się w nim znajduje. Na początku
nie widziałem żadnych osób lub jakichkolwiek innych istot.
Za to zaczęły pojawiać się w mojej głowie słowa i obrazy. To czego się
dowiedziałem wydawało mi się bardzo realne i prawdziwe. Dziwne słowa były ciche,
ale bardzo wyraźne.
Są tacy –
usłyszałem, którzy z góry wiedzą, kto dzwoni, zanim spojrzą na telefon,
potrafią przewidywać pogodę co do godziny, nawet bez prognozy, potrafią ostrzegać
przed wypadkiem, albo są widziani w dwóch innych miejscach w tym samym czasie. Są
tacy, którzy znają wiele obcych języków
pomimo, że nie ukończyły żadnych szkół. Są tacy, którzy nigdy nie chorowali i
tacy, w obecności których ustępowały wszelkie dolegliwości. Są też tacy, których
prąd nie jest w stanie porazić, którzy nie muszą jeść i pić przez kilka dni i
tacy, którzy wytrzymują po kilkanaście minut bez powietrza. Niby nic wielkiego
— takie rzeczy zdarzają się ludziom, a jeśli nawet nie to uchodziły za
przewidzenia lub plotki. A autyzm i schizofrenia to nie choroby.
Gdy wyszedłem z medytacji pomyślałem i
zrozumiałem, że faktycznie zawsze był ktoś, kto odstawał od innych, kto był
inny. Czasem cichy, spokojny, czasem bardziej jak obserwator niż ktoś, kto chce
być w centrum uwagi. Ktoś, kto lepiej rozumie innych niż powinien.
Najdziwniejsze było to, że oni nie wyróżniali się na siłę. Wręcz przeciwnie. Im
zawsze zależało na tym, żeby być zwyczajnymi.
Ale tamtego wieczoru zrozumiałem coś jeszcze —
coś, czego nie chciałem przyjąć.
Obrazy nie były wspomnieniami. Były…
instrukcjami.
Pamiętam, że w pewnym momencie mojej medytacji widziałem ludzi, albo istoty,
które wyglądały jak ludzie stojące wśród
tłumu. Nieruchome, spokojne, jakby czekały. Każda z nich miała w sobie coś
niewidocznego, jak cichy sygnał, którego nie dało się usłyszeć, ale można było
go poczuć. I nagle zrozumiałem. Oni nie tylko żyją wśród nas.
Oni się… aktywują.
Nie wszyscy naraz. Nie w jednym miejscu. To nie
inwazja, nie plan podboju. To coś znacznie bardziej subtelnego. Każdy z nich budzi
się w innym momencie życia. Czasem przez przypadek, czasem przez wstrząs, a
czasem… przez kogoś innego.
Przez kogoś… Być może takiego jak ja.
Bo pomieszczenie, które widziałem to nie było miejsce. To był interfejs. A
słowa, które słyszałem, nie były przekazem.
Były odpowiedzią. Na pytanie, którego jeszcze
świadomie nie zadałem.
Kiedy na dobre wróciłem do rzeczywistości, długo
siedziałem w ciszy. Wtedy zadzwonił telefon. Spojrzałem na ekran i zanim
zobaczyłem imię, wiedziałem, kto to jest. Nie zdziwiło mnie to. Zaniepokoiło
mnie coś innego. Nie pamiętałem, żebym kiedykolwiek znał ten numer. Rozmowa
dotyczyła…Mojej medytacji…
W kolejnych dniach zacząłem dostrzegać więcej. Za
dużo. Ludzie, których znałem od lat, zaczęli wydawać się… bardziej znajomi, jakbyśmy
dzielili coś więcej niż wspomnienia. Kilka razy złapałem się na tym, że kończę
czyjeś zdanie — nie dlatego, że było oczywiste, ale dlatego, że… już je
wcześniej słyszałem. Nie głosem. Myślą.
I wtedy przypomniałem sobie ostatni obraz z
tamtego miejsca. Nie pokój. Nie światło. Lecz lustro. Pamiętam, że podszedłem
do niego. Widziałem siebie, ale coś było nie tak. Moje oczy… nie patrzyły na
mnie. Patrzyły przeze
mnie. Jakby ktoś stał po drugiej stronie i dopiero uczył się, jak
mnie używać. Zadrżałem. Bo w tamtej chwili zrozumiałem coś ostatecznego.
Nie chodzi o to, że obcy żyją wśród nas. Chodzi o
to, że my
jesteśmy tymi, którzy jeszcze nie wiedzą, kim są.
A najgorsze… albo najpiękniejsze, zależy jak na
to spojrzeć jest to, że przebudzenie nie
zaczyna się od odpowiedzi.
Zaczyna się od momentu, w którym po raz pierwszy
masz wrażenie, że ktoś właśnie przeczytał twoją myśl. …i że to nie byłeś ty.
W mojej pamięci utkwiło też to co usłyszałem na
koniec.
Nie jako głos. Bardziej jak myśl, która nie była
moja, ale idealnie pasowała do miejsca w mojej głowie, jakby zawsze tam była.
Wy tak mało wiecie. Obraz bardziej się wyostrzył. Ten
seledynowy blask, ale tym razem wyraźniejszy. Linie, symbole, struktury. Coś
pomiędzy równaniem, a żywym organizmem, pulsujące spokojnym rytmem.
Wasze postrzeganie nauki… Matematyka, fizyka, Biologia… Jesteście jak
przedszkolaki.
Poczułem ukłucie… nie obrazy. Raczej smutku.
Jakby ktoś patrzył na nas z ogromnym dystansem, ale bez pogardy.
W całym wszechświecie istnieje podstawowy wzór, o którym nie macie
pojęcia, a który daje wszystkie odpowiedzi. On nie opisuje tylko materii. Nie
opisuje tylko energii. On łączy wszystko — czas, świadomość, istnienie. Życie
nie jest przypadkiem. Jest rozwiązaniem.
Usłyszałem to wyraźnie, bardzo głęboko. Tak jakbym słyszał całą swoja
duszą.
Symbole zaczęły się układać. Próbowałem je
zrozumieć, ale im bardziej się skupiałem, tym bardziej wymykały się logice.
Jakby mój umysł był za mały, żeby je pomieścić.
Nie znacie go, nie używacie i dlatego tacy jesteście. W tej chwili wszystko ucichło.
I nagle przypomniałem sobie coś zupełnie
zwyczajnego. Momenty, kiedy coś czułem. Kiedy wiedziałem, którą drogę wybrać.
Kiedy przypadkowe spotkania zmieniały całe moje życie. Kiedy ktoś pojawiał się
dokładnie wtedy, kiedy był mi potrzebny.
To nie były przypadki, ani zbiegi okoliczności.
…wzór.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
Co to za
wzór? — pomyślałem, nie wiedząc nawet, czy ktoś jeszcze mnie słucha.
Tym razem odpowiedź przyszła natychmiast.
Krótka. Prosta. Przerażająca.
To nie jest coś, czego możesz się nauczyć.
Pauza.
To jest coś, czym jesteś.
Wtedy wszystko… na moment się zatrzymało. Czas.
Myśli. Ja.
I w tej absolutnej ciszy zobaczyłem jedną rzecz.
Nie symbole, nie liczby.
To były relacje. Połączenia między ludźmi i
innymi istotami. Niewidzialne linie, które łączyły każdego z każdym. Słabe,
mocne, splątane, przecinające się przez czas i przestrzeń. Jak ogromna sieć,
żywa i dynamiczna.
A w jej centrum…
Nie było żadnego centrum.
Każdy punkt był początkiem. Każdy był równaniem. Każdy
był odpowiedzią i pytaniem jednocześnie.
Oderwałem się gwałtownie, łapiąc oddech. Pokój stał
się ciemny, cichy, zwyczajny.
Za bardzo zwyczajny. Spojrzałem na swoje dłonie.
I przez ułamek sekundy miałem wrażenie, że widzę
coś więcej. Nie skórę, nie kości.
Zobaczyłem struktury. Wzory. Jakby coś we mnie…
liczyło.
Wtedy dotarło do mnie coś jeszcze. To nie obcy
ukrywają się wśród nas.
To my jesteśmy fragmentami czegoś większego, co
próbuje się… przypomnieć samo sobie.
A jeśli ten wzór naprawdę istnieje. Pomyślałem. Jeśli
wszystko nim jest to może największym
odkryciem będzie jego zrozumienie… Może najważniejszym będzie ta chwila, w której
zaczniemy naprawdę żyć i rozumieć, że żyjemy naprawdę.
Zawsze wydawało mi się, że z moją pamięcią różnie
bywa. Jednak wzór, który zobaczyłem zapamiętałem…On utkwił w mojej głowie i
chyba już w niej pozostanie.
Ψ(Ω)=∫C(∂t∂S⋅eiΘ(x,t)+∇⋅R(x,t))dμ=∑k=1[∞(1+e−ΛktΦk⊗Φk∗)]-0&
Mało tego. W mojej głowie pojawiła się myśl, że ten
wzór trzeba czytać bardziej intuicyjnie niż matematycznie w klasyczny sposób.
Nie rozumiem co to wszystko oznacza i w jaki sposób można go wykorzystać i
gdzie zastosować. Natomiast pojawiły mi się pewne opisy symboli i znaków z tego
wzoru, które również dziwnym trafem zapamiętałem, ale jestem przekonany, że to
nie jest przypadek. Niektóre z nich
zapamiętałem. Ψ(Ω) — całość
istnienia w danym obszarze rzeczywistości, 𝒮 — strumień
świadomości zmieniający się w czasie, Θ(x,t) lokalna faza doświadczenia czyli to jak coś
jest odczuwane, 𝓡(x,t) sieć relacji między punktami
ludźmi, zdarzeniami, myślami, intuicją, Φₖ
—stany istnienia, które się aktywują, Λₖ — momenty przebudzenia
(dlaczego coś dzieje się właśnie teraz)
Najdziwniejsze w tym wzorze nie jest jego forma. Tylko
to, co sugeruje, a mianowicie fakt, że rzeczywistość nie jest sumą rzeczy, ale
wynikiem nakładających się stanów,
które uaktywniają się, gdy zostają zauważone. Innymi słowy obserwator nie patrzy na świat. Obserwator jest częścią równania, które świat rozwiązuje.
Kiedy będziemy potrafili skorzystać z tego wzoru nie
tylko kwestia obcych istot, które odwiedzają naszą planetę, które żyją wśród
nas, które są członkami naszych rodzin nie będzie stanowić żadnego problemu, żadnej tajemnicy i
przede wszystkim żadnej wielkiej sprawy.