Cały z Pasji – Płomienny Autoportret
Moje życie to jedno wielkie, nieugaszone płomienne tchnienie
I chociaż niegodziwości rzucały mnie w otchłań głęboką
Która często wydawała się być bez wyjścia
Ja się nigdy nie ugiąłem
Czasem upadałem, ale jeszcze szybciej powstawałem
Bo zawsze miałem cel i pasję
Z moich dłoni wyrastały sterowce i żaglowce z balsy
Gdy byłem jeszcze dzieckiem
Modelarstwo było moim pierwszym lotem w nieznane
Później aparat fotograficzny w dłoniach łapał światło jak motyla
Robiłem zdjęcia fal, twarzy, nieba przed burzą
I bezdomnych siedzących w parku na łąwce
Pływałem w rzekach jeziorach i morzach
Byłem ratownikiem wodnym
Wyciągałem ludzi z toni
A siebie – z własnych ciemności
Miałem akwarium – królestwo ryb rozmaitych
I ptaki w klatkach, które śpiewały mi o poranku
Psy, które patrzyły mi w oczy jak bracia
A chomiki biegały w kołowrotkach moich marzeń
Zbierałem znaczki z najdalszych krajów
Które lądowały w licznych albumach
A stare banknoty i monety opowiadały mi różne historie
Zbierałem stare gazety i etykiety mówiące o piwie
Dla mnie każdy eksponat był biletem w inną epokę
Rysowałem światy, których nie ma na mapach
Pisałem wiersze, które krwawiły prawdą
Pisałem opowiadania, w których bohaterowie mieli moje blizny
Oglądam filmy, które karmią duszę
I teatr, w którym stawałem się bogiem na trzy godziny
Gram w RPGi gdzie tam mogę być bohaterem, wojownikiem, smokiem
A potem przyszła cisza
Głęboka, ale twórcza
Rozwój duchowy zawładnął mną całkowicie
Medytacja
Podróże poza ciałem
Wyzwolenie serca i duszy
Kocham poezję
Czytam ją jak modlitwę
Jak list od kogoś, kto mnie zna lepiej niż ja sam.
A w wolnych chwilach biorę saksofon…
I dmucham w niego całe swoje istnienie
Dźwięk czasem płynie smutny i dziki
Jakby opowiadał o wszystkich niegodziwościach
Które nie zdołały ugasić tej jednej wielkiej pasji
A czasem radosny i łagodny
Bo moje życie – pomimo wszystko
Jest życiem płonącym
I będzie płonąć aż do ostatniego oddechu
Aż do ostatniej nuty
I gdy ten ostatni oddech nadejdzie nie zgaśnie
Tylko eksploduje w ciszy jak gwiazda
Która zbyt długo nosiła w sobie słońce
Wtedy cały wszechświat na moment rozbłyśnie
Moim imieniem wypalonym w wieczności
Był tu człowiek cały z pasji, cały z ognia
I nigdy, przenigdy nie pozwolił sobie zgasnąć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz