Złodziej Światła
Nie przychodzi z hukiem, tylko cicho
Jak ktoś, kto zna wszystkie zamki w twoim domu
Ma palce z mgły i uśmiech z lodu
A w kieszeni, głębokiej jak studnia bez dna
Trzyma tysiąc skradzionych poranków
Kręci się po ulicach o zmierzchu
Zbiera odbicia z szyb
Wysysa blask z latarni
Aż miasto wygląda jak zdjęcie wyblakłe na słońcu
Kiedy patrzysz w lustro
Na moment widzisz jego oczy zamiast swoich
Zimne, ciekawskie, jakby sprawdzał
Ile jeszcze światła można ukraść z czyjejś duszy
Nim człowiek sam stanie się cieniem
Nie zostawia śladów
Tylko pustkę
Rano budzisz się i nie pamiętasz
Jak wyglądało niebo
Gdy było naprawdę niebieskie
A on już idzie dalej
Z torbą pełną słońc
Które nigdy nie wzejdą dla nikogo innego
Złodziej Światła
Jest najsubtelniejszy z rabusiów
Bo kradnie to, czego nie da się zwrócić
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz