13 grudnia 2025

Złodziej Światła

 

Złodziej Światła

Nie przychodzi z hukiem, tylko cicho

Jak ktoś, kto zna wszystkie zamki w twoim domu

Ma palce z mgły i uśmiech z lodu

A w kieszeni, głębokiej jak studnia bez dna

Trzyma tysiąc skradzionych poranków

Kręci się po ulicach o zmierzchu

Zbiera odbicia z szyb

Wysysa blask z latarni

Aż miasto wygląda jak zdjęcie wyblakłe na słońcu

Kiedy patrzysz w lustro

Na moment widzisz jego oczy zamiast swoich

Zimne, ciekawskie, jakby sprawdzał

Ile jeszcze światła można ukraść z czyjejś duszy

Nim człowiek sam stanie się cieniem

Nie zostawia śladów

Tylko pustkę

Rano budzisz się i nie pamiętasz

Jak wyglądało niebo

Gdy było naprawdę niebieskie

A on już idzie dalej

Z torbą pełną słońc

Które nigdy nie wzejdą dla nikogo innego

Złodziej Światła

Jest najsubtelniejszy z rabusiów

Bo kradnie to, czego nie da się zwrócić

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie szukam juz drogi

  Nie szukam już drogi Nie szukam już drogi, nie dlatego, że jej nie ma Lecz dlatego, że przestałem wierzyć Że ktoś może znać ją lepie...