Leśna przygoda we mgle
Mgła jak mleko starego księżyca spływa między pnie
I chociaż cisza panuje dookoła
Tłumi kroki
Ścieżka znika pod stopami
Ja idę zamyślony leśną ścieżką prosto przed siebie
Z bieli tej mgły wyłania się nagle cień delikatny
To sarenki
Trzy, jak trzy krople deszczu zawieszone w powietrzu
Patrzą wielkimi oczami bez lęku
A potem rozpuszczają się znowu w szarości
Idę dalej kilka kroków i…
Jeleń majestatycznie sunie powoli
Jego poroże rysuje się najpierw
Jak korona z lodu
Potem reszta ciała wychodzi z mgły – tak dostojnie
Staje. Oddycha. Jeden oddech, drugi…
Rozgląda się i znika
Wtem z mgły dochodzi dźwięk trudny do odgadnięcia
To dziki wychodzą zwartą watahą
Czarne grzbiety błyszczą wilgocią
Ryją w pamięci ziemi
Parskają cicho
Przechodzą obok mnie tak blisko
Że czuję ich ciepły, dziki zapach
Nad głową powietrze rozdziera nagły świst skrzydeł
To dzika kaczka przecina mgłę jak strzała
A za nią druga, trzecia i czwarta
Czarne sylwetki na białym niebie szybko znikają
Wtem gdzieś z krzaków kilka bażantów podrywa się
Eksplozja koloru w tym świecie bez barw
Budzi prawdziwy podziw
Rdzawy błysk, turkot, znajome pianie
I znowu cisza
Nagle szary cień przy spróchniałym pniu przemyka
Żółte oczy wilka tylko ujrzałem tylko na moment
Nie warczał, nie patrzył długo
Przebiegł obok, jakby mnie nie zauważał
Jakby mgła była jego domem
A ja tylko chwilowym gościem
Idę dalej
Mgła gęstnieje, ścieżka znika całkiem
Ale ja jestem spokojny
Las oddycha ze mną, a ja z nim
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz