Sumienie
Jak znoszone, dziurawe i śmierdzące skarpety
Wciśnięte w buty od lat tych samych
Wilgotne od potu codziennych kłamstw
Z palcami wystającymi przez dziury
To, które powinno być całe i nienaruszone
Noszę je wciąż
Bo nowe kosztuje za dużo
Trzeba by przyznać, że stare śmierdzą
Może wyrzucić je z hukiem?
I chodzić boso po ostrych kamieniach prawdy
Ale ja wolę ten znajomy smród
Który mówi: „to ja”
Który przypomina mi
Nawet gdy tego nie chcę pamiętać
Nawet gdy inni krzywią nosy
I odwracają głowy
Sumienie – dziurawe jak sito
Przez które przecieka wstyd
Poczucie winy i zażenowanie
Śmierdzi jak stara skóra
Ale wciąż jest i grzeje
Bez niego zimno
Z nim – cuchnie
I tak idę dalej
W tych samych skarpetach
Bo wyrzucić je
Oznaczałoby przyznać
Że jestem zupełnie nagi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz