Saksofon – moja pasja
Przez lata nosiłem w sobie ten dźwięk
Głęboki, ciepły, jak głos starego przyjaciela
Czekał cierpliwie w ciszy i nigdy nie pytał
Dlaczego tak długo milczałem
Marzyłem o saksofonie od czasów
Kiedy włosy miałem ciemne, a ręce pewne
Ale zawsze pojawiało się coś ważniejszego
Praca, żona, studia, dziecko, rachunki i inne obowiązki
Życie, które nie zostawiało miejsca na marzenia
Odkładałem marzenia na później
Na kiedyś, na „po wszystkim”
Ale to „kiedyś” oddalało się jak horyzont
Teraz, kiedy włosy mi posiwiały
A długa, siwa broda dodaje powagi
I kiedy krok stał się wolniejszy
Moje marzenie stało się jeszcze silniejsze
Marzyłem i wspominałem o swoich marzeniach
W końcu przyszło to „kiedyś”
Moja żona spojrzała na mnie pewnego wieczoru
I bez słów, bez ceregieli postanowiła…
Następnego dnia w pokoju stał saksofon
Złoty, lśniący, wspaniały
Jakby czekał całe życie tylko na moje dłonie
Dotknąłem go drżącymi palcami
Złożyłem ustnik, wziąłem głęboki oddech i dmuchnąłem
Pierwsza nuta wyszła nieśmiało
Jakby sama nie wierzyła, że ma prawo istnieć
Niepewna, piskliwa, chropowata
Z lekkim trzaskiem stroika, który pamiętał tylko fabrykę
Drugą nutę przytrzymałem dłużej
Już była cieplejsza, już głębsza
Jak westchnienie po latach milczenia
Jak pierwsze „przepraszam” wypowiedziane na głos
Trzecia nuta popłynęła sama
Gładka, okrągła, aksamitna, z lekkim drżeniem
Które nie było już strachem, tylko wzruszeniem
Pierwsze dźwięki były niepewne
Głośne, przeraźliwe i chropowate
Jak głos z otchłani po długim milczeniu
Ale kolejne były już moje
I wtedy zrozumiałem
Nie grałem wcześniej nie dlatego że nie mogłem
Tylko dlatego, że nie pozwalałem sobie
Teraz pozwalam
Każdą wolną chwilę spędzam z nim
Z saksofonem, z sobą, z tym, kim zawsze chciałem być
Dziękuję Ci, kochanie
Za to, że nie pozwoliłaś
Aby moje marzenie umarło ze mną
Teraz żyje inaczej
Teraz gram
A moje marzenie brzmi
Wreszcie brzmi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz