Takie to wszystko ciężkie
Takie to wszystko ciężkie
Jak kamień, który noszę w kieszeni płaszcza
Od lat ten sam, nie większy, nie mniejszy
Tylko coraz bardziej mój
Wstaję rano, a on już tam jest
Przyciska serce do żeber
Jakby chciał wejść głębiej
Żeby już nigdy nie wyjść
Idę ulicą
Ludzie mijają mnie szybko
Śmiech mają lekki, kroki sprężyste
A ja ciągnę za sobą niewidzialną linę
Na końcu której wisi cały świat
W nocy kładę głowę na poduszce
A ciężar przenosi się do głowy
Moje myśli krążą wolno
Jak stare płyty, które zacięły się na tej samej nucie
Po co, dlaczego, na zawsze
Czasem próbuję go odłożyć
Na stole, na parapecie, w szufladzie z rachunkami
Ale zawsze wraca
Cicho, bez pytania
Jak pies, który wie, że nie ma innego domu
I wtedy rozumiem
Ten ciężar nie jest karą
To ja sam
Stworzony z tych wszystkich dni
W których nie powiedziałem – dość
Z wszystkich nocy, w których nie płakałem na głos
Wszystkich umęczonych poranków
I wszystkich chwil
W których oddawałem siebie
Takie to wszystko ciężkie
Ale noszę ten ciężar dalej
Bo gdyby go nie było – kim bym był?
Pustym płaszczem na wietrze
Bezimiennym strachem na wróble
Czy bezdomnym o pustym spojrzeniu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz