16 grudnia 2025

Orszak smutnych Aniołów

 

Orszak smutnych Aniołów

W bladym zmierzchu, gdzie niebo już dawno umarło

Sunie orszak smutnych Aniołów

Jakby szły cienie ich samych

Skrzydła maja poszarpane

Ciężkie od deszczu i kurzu

Ciągną się po ziemi jak zapomniane szaty pogrzebowe

Nie ma trąb, nie ma blasku, tylko cisza tak gęsta dookoła

Że aż boli w piersiach

Oczy mają jak  wypalone jeziora

W których odbija się pustka świata bez Boga

I ludzi, którzy odwrócili twarz od nieba na zawsze

Prowadzi ich Archanioł o twarzy z popiołu

Z mieczem stępionym od uderzania w próżnię

Za nim wloką się blade widma bez imion

Niosąc na ramionach zwiędłe resztki marzeń

Przechodzą przez ulice, gdzie nikt ich nie widzi

Dotykają zimnych dłoni tych, którzy już nic nie czują

Szeptem przypominają o miłości

Która zgasła zanim zdążyła się narodzić

Cicho, bez krzyku

A gdy świt próbuje rozedrzeć mgłę bladym nożem

Orszak rozpływa się w nicość bez śladu

Pozostaje tylko ciężar w sercu obserwatorów

Smutek wieczny, który nie pozwala już płakać

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...