Przerażający cmentarz
Tu brama nigdy nie zamyka się do końca
Zawsze zostaje szpara na szerokość dziecięcej dłoni
I właśnie przez nią w nocy wychodzi chłód
Który nie pochodzi z ziemi
Tylko z czyjegoś oddechu zatrzymanego w 1947 roku
Nagrobki nie stoją prosto
Każdy jest lekko przechylony w tę samą stronę
Jakby wszyscy naraz chcieli spojrzeć na coś
Co stało się za twoimi plecami w chwili
Gdy przeszedłeś przez furtkę
Między płytami leży szary pył
Który pada tylko tutaj
Nawet w lipcu o trzeciej nad ranem
I nigdy nie znika
Tylko czasem słychać
Jak chrzęści pod czyimiś bosymi stopami
Które nie zostawiają śladów
Najgorsze są te krzyże
Na których imiona same się zmieniają
Przychodzisz raz – widzisz „Janina 1903–1941
Przychodzisz drugi raz – już „Janka 1903–1920_
I ostatnia cyfra jest wciąż świeżo wyryta
Jakby ktoś dopiero co dokończył kreskę nożem kuchennym
Czasem słyszysz śpiew
Cichy, wielogłosowy
Jakby chór ćwiczył jedną frazę przez siedemdziesiąt lat
I wciąż nie może trafić w tę samą nutę
Kiedy podchodzisz bliżej
Milknie
Ale wtedy zaczynasz słyszeć własne imię
Wplecione w melodię jak dodatkowa
Niechciana zwrotka
W rogu, przy najstarszym grobie
Rośnie drzewo bez liści
Z gałęzi zwisają sznurki
Na końcu każdego sznurka
Mały dzwoneczek owinięty w papierek od cukierka
I czasem, bardzo rzadko
Jeden z nich zaczyna drżeć bez wiatru
Bez dotyku
I wydaje dźwięk tak wysoki,
Że czujesz go w zębach
Nie ma tu upiorów w prześcieradłach
Są tylko ludzie, którzy bardzo chcieli wrócić i nie potrafili się zdecydować
Czy zostać pod ziemią, czy jednak wyjść do ciebie
Więc wychodzą
Pojedynczo
I dlatego kiedy stoisz po środku cmentarza
I czujesz nagle ciepło na karku w środku zimy o czwartej rano
To nie jest oddech
To czyjaś dłoń próbuje sprawdzić
Czy twoje serce bije jeszcze w tym samym tempie, co ich
Ostatecznie zawsze bije wolniej
A wtedy dzwoneczek na gałęzi w końcu znajduje właściwy ton.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz