Złowrogi las
Ten las nie śpi
On tylko udaje, że jest…
Kiedy wchodzisz między drzewa po zmroku
Pierwsze, co słyszysz
To nie wiatr
To westchnienie setek gardeł
Które zapomniały, jak się zamknąć
Ścieżka, którą idziesz
Z każdym krokiem staje się węższa o grubość twojej kości piszczelowej
Nie zauważasz tego od razu
Zauważasz dopiero, gdy poczujesz korę na obu kolanach naraz
Drzewa nie ruszają się
A jednak zawsze są o pół kroku bliżej
Niż były sekundę temu
Ich cień pada w złą stronę
Prosto na ciebie
Nawet gdy księżyc jest za twoimi plecami
Najgorsze są te momenty
Kiedy nagle robi się cicho
Absolutnie
Żadnego świerszcza
Żadnej sowy
Żadnego trzasku gałązki
Tylko bicie twojego serca
I drugi, identyczny rytm tuż za twoim lewym uchem
Czasem słyszysz swoje imię
Ale wypowiedziane tak
Jakby ktoś je wymawiał po raz pierwszy w życiu
I jednocześnie po raz tysięczny
Idziesz dalej
Bo zawrócić już nie można
Za tobą nie ma już drogi
Tylko rząd pni stojących ramię w ramię
Jak milcząca eskorta prowadząca na egzekucję
Której nikt nie ogląda
A na polanie, której nie powinno tu być
Stoi jedno drzewo bez kory
Białe, gładkie, wilgotne
I pulsuje
Bardzo wolno
Jak ogromne, blade gardło
Które właśnie przełknęło krzyk i teraz czeka na następny
Kiedy dotkniesz ręką tej kory
Gładkiej jak skóra
Usłyszysz w środku własnej piersi czyjś oddech
Nie twój
I wtedy zrozumiesz
Że las nie jest nawiedzony przez duchy
Las jest nawiedzony przez tych
Którzy weszli do niego przed tobą
I wciąż są tutaj
Tylko już nie jako ludzie
Tylko jako dodatkowa cisza między twoimi oddechami
Zostajesz jeszcze chwilę
Chociaż nie chcesz
On bardzo chce cię poznać
Od środka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz