Śmierdzące bączury
Nie puszczaj bączura w autobusie, mój drogi
Bo pasażer zblednie, jakby ujrzał złe rogi
W tramwaju, w pociągu, w ciasnym przedziale
Toż to zamach stanu! Prawie jak w kryminale
Przy stole, gdy rosół paruje w wazie
Nie testuj wytrzymałości rodziny w ekstazie
Bo zamiast „smacznego” i miłej gadki
Zostaną spojrzenia cięższe niż podatki
W samochodzie? Błagam! To kabina zamknięta!
Tam zapach krąży jak plotka przy świętach
W samolocie? Wysoko? Nad chmur koronką?
Nie rób z kabiny komory zamglonej
W kajucie na statku, chociaż morze
szumi
Marynarz też człowiek i wszystko rozumie
Niech fale pluskają, niech wiatr sobie dmucha
Lecz nie funduj załodze własnego wybucha
Lecz w parku, na polu, na świeżym powietrzu
Tam możesz dać upust swojemu wnętrzu
Bo dwór jest szeroki i przestrzeń ogromna
Natura wybacza bo jest bardzo przytomna
Tam każdy może, bez strachu i stresu
Oddać coś z duszy… a raczej z interesu
Bo na dworze wolność jak ptak sobie hasa
I bączur tam znika. Rozprasza się i szybko… przygasa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz