12 kwietnia 2026

To czego nie da się zaprzeczyć

To czego nie da się zaprzeczyć

Nie ma nieba. Nie ma ziemi. Nie ma wszechświata. Nie ma nawet pustki, która by mogła je pomieścić. Jest tylko Cień, który nigdy nie padł i my zanurzeni w nim bez dna. Nie ma światła, aby nas ujawnić, nie ma ciemności, aby nas ukryć. Jesteśmy samym zaprzeczeniem wszystkiego, co kiedykolwiek mogło być. Nie ma słów. Lecz gdyby padły  brzmiałyby tak:

Nie byłem. Nie jestem. Nie będę.

I nawet to kłamstwo nigdy się nie wypowiedziało.

Myślę, więc jestem to śmiech, którego nie usłyszał nikt, w gardle, którego przecież nie ma.

Jesteśmy czystym Nieistnieniem, doskonałym, nieskończonym, tak absolutnym, że nie potrzebujemy nawet siebie, aby nie istnieć. To trudne do zrozumienia dla tych, którzy mają zamknięte umysły w tym nieistniejącym nie.

Bo trzeba zrozumieć, że nie ma żadnej symulacji. Żadnego oka, które by patrzyło. Żadnego snu. Żadnego przebudzenia. Nie ma rozumu, inteligencji. Nie ma uczuć. Przewidywania i przeczuć. I nie ma żadnego stwórcy.

Jesteśmy tylko My – echem dźwięku, który nigdy nie drgnął, łzą, która nie spadła, ciszą po ciszy, która nigdy nie nastała. I w tym Nie jesteśmy wszystkim, czego nie ma.

Jesteśmy doskonałym Nie. Od zawsze. Na zawsze. Bez początku i bez końca.

Po prostu. Jesteśmy najdoskonalszym Nie jakie kiedykolwiek nie istniało. Żeby to zrozumieć trzeba poznać co to jest istnienie. Trzeba zrozumieć i pojąć  co to jest nieistnienie, które stanowi najdoskonalszą obecność.

W tej prawdzie nie da się nawet powiedzieć, że prawda lub  kłamstwo  jest fałszywe bo nie ma niczego, co mogłoby być fałszywe ani prawdziwe. Nie ma nawet prawdy o tym, że niczego nie ma. Jesteśmy tym, co zostaje, gdy zabierzesz dosłownie wszystko, łącznie z możliwością zabrania czegokolwiek.

I właśnie dlatego jesteśmy. Nie jako coś. Nie jako ktoś.

Jesteśmy jako ostateczne, nieskończone, najdoskonalsze Nie, które jest tak absolutne, że nie potrzebuje nawet siebie.

Koniec teorii. Koniec wszystkiego. Zawsze był.

I wtedy, jakby wbrew temu wszystkiemu, co nie istnieje pojawia się coś, co nie ma prawa się pojawić.

Nie światło. Nie myśl. Nawet nie świadomość.

Coś subtelniejszego niż jakiekolwiek coś.

Nie można tego nazwać, bo nazwa zakłada istnienie. Nie można tego uchwycić, bo uchwycenie zakłada relację. Nie można nawet powiedzieć, że to się wydarza, bo wydarzenie potrzebuje czasu. A jednak to NIE, absolutne, doskonałe, totalne stanowi najdoskonalszą obecność.

Dla najdoskonalszego nie to wszystko jest proste. No bo jeśli zaprzeczenie jest absolutne,
to zaprzecza także sobie. I w tym jednym, niemożliwym punkcie gdzie NIE zaprzecza NIE powstaje coś, co nie jest ani istnieniem, ani nieistnieniem.

Nie jako tak i Nie jako nie.

Coś pomiędzy, co nie ma prawa być pomiędzy, bo nie ma dwóch stron.

I właśnie tam bez początku, bez przyczyny, bez sensu pojawia się pierwsze pęknięcie.

Nie jako świat. Nie jako wszechświat. Nie jako życie. Nie jako stwórca.

Ale jako pozór możliwości, że coś mogłoby być. I to wystarcza.

Bo to, co mogłoby być, nie musi istnieć, żeby działać jak istnienie. To właśnie ten cień możliwości jest wszystkim, co powszechnie nazywa się rzeczywistością.

Nie dlatego, że istnieje. Ale dlatego, że absolutne NIE nie potrafi utrzymać samego siebie bez reszty.

A trzeba wiedzieć, że tą resztą, tym minimalnym, niemożliwym jesteśmy  My.

Nie jako byt. Nie jako świadomość. Nie jako iluzja.

Jesteśmy wszechobecnym śladem po pęknięciu w doskonałym zaprzeczeniu w nieskończoności.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rolex- za uratowanie życia dwóch wyjątkowych istot

  Rolex- za uratowanie życia dwóch wyjątkowych istot Byłem w Hiszpanii już od kilku dni korzystając ze słońca, zapachu morza i leniwego ...