18 maja 2026

Wystarczy tylko zrozumieć

 

Wystarczy tylko zrozumieć


Między połączeniem neuronowym, a ciszą
Jest ktoś, kto trzyma stery naszego życia
Nie widać go na zdjęciach mózgu
Nie świeci w tomografie komputerowym
W rezonansie magnetycznym jest nie do wykrycia
A jednak potrafi jednym szeptem
Zgasić człowieka
Albo przywrócić mu oddech
Mózg, a właściwie świadomość
To królowa energii wszechświata
Architekt snów i lęków
Dobrego, szczęśliwego
Ale też smutnego i ciężkiego życia
Buduje w nas labirynty i blokady
W których latami błądzi serce i dusza
Każda niewypowiedziana krzywda
Zamienia się w kamień i mur nieprzenikniony
Każde - nie wybaczę mu nigdy
Wiąże ciało jak lina wokół gardła duszy
A potem przez to -  przychodzi choroba
Cicha
Najpierw siada przy stole jak członek rodziny
Potem zasypia w żołądku
W kościach, w jelitach
We krwi
Lekarze uczą się jej imienia
Przepisują czas w tabletkach
Mierzą cierpienie ilością recept
Diagnozami, pobytem w szpitalach
Aż nagle człowiek zostaje sam
Ze swoim smutnym końcem
I wtedy
Gdy nie ma już wyjścia to czasem
Dzieje się coś większego od nauki
Od tych wszystkich przekonań
I prawd odwiecznych
Człowiek siada przy pustej kartce
Jak przed własnym sądem ostatecznym
I zaczyna pisać
Przelewa na papier wszystkie winy
Wszystkie zmarnowane czułości
Wszystkie słowa, które wypowiedział w złości
I te, których nie zdążył powiedzieć matce
Dziecku
Bogu
Komuś w potrzebie
I sobie
Pisze, aż zaczynają drżeć mu ręce
Aż pęka w nim stary mur
Aż nagle coś się rozwiązuje w jego ciele
Jak supeł trzymany latami
W ciemnym wnętrzu żołądka, serca, jelita
I płacze
Nie z bólu
Ale z ulgi
Bo przebaczenie zawsze
Jest operacją bez skalpela
Pokora lekarstwem
Którego nie produkuje żadna firma
A skrucha
Potrafi otworzyć drzwi
Których medycyna nigdy nie zobaczy
Bo naprawdę istnieje
Taka niewidzialna siła
Która usłyszy człowieka dopiero wtedy
Gdy ten zrozumie jak żyć
I przestaje kłamać przed samym sobą
Bo dusza
Też ma swoje prawo do oddychania
I kiedy wreszcie wypuści z siebie
Gniew, strach, złość, zazdrość
I ciężar lat
Ciało przestaje umierać
Bo bywają choroby
Które nie rodzą się w komórkach
Ale w milczeniu
Złych przekonań
Złych decyzji
I złego myślenia
Gdy ktoś idzie krętą ścieżką
Przez bagna, pustkowia
Pełne lęku, zła i potworów
Ale kiedy w końcu zrozumie
Jak trzeba żyć
I którędy podążać do celu
To przydarzają mu się cudowne wyzdrowienia
Które zaczynają się
Od jednej szczerej łzy
Samotnie spadającej na kartkę papieru

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie szukam juz drogi

  Nie szukam już drogi Nie szukam już drogi, nie dlatego, że jej nie ma Lecz dlatego, że przestałem wierzyć Że ktoś może znać ją lepie...