Życie bez celu
Miasto budzi
się wcześnie
Nie dlatego, że chce żyć
Lecz dlatego, że rachunki nie znają litości
Ludzie wychodzą z domów
Jak cienie wyciągnięte z kieszeni nocy
W oczach mają zmęczenie starsze od swoich dziadków
A na ustach grobową ciszę
Która dawno przestała być spokojem
Każdy gdzieś
biegnie
Do pracy, do sklepu, do lekarza
Do jutra, które od lat wygląda tak samo
Jak zaprogramowany robot
I tylko czas stoi obok
Oparty o ścianę świata
I patrzy spokojnie, cierpliwie jak ludzie
Powoli zamieniają swoje serca
W kalendarz
Są tacy
Którzy nigdy nie usłyszeli, że są ważni
Noszą swoje życie
Jak przemoczony płaszcz w grudniu
Ciężki od śniegu
I zbyt własny, aby go zdjąć
Są też tacy
Którzy sami nigdy nikomu nie powiedzieli
Że są ważni
Matki
zasypiają przy stole
Niekoniecznie ze zmęczenia
Ojcom drżą dłonie
Od bezczynności w myśleniu
Dzieci uczą się śmiać naprawdę
Żeby zagłuszyć pustkę, która jest nie do zniesienia
A jednak
Ci wszyscy ludzie trwają
Tylko twają
Bo oni nie
żyją życiem prawdziwym
Choć codzienność wbija im gwoździe w plecy
To wstają rano
I poprawiają kołnierze nadziei
Chociaż świat odwraca wzrok
Oni dalej żyją bez celu
I chociaż wszystko wydaje im się takie kruche
To ktoś jeszcze pogłaszcze psa
Ktoś podleje kwiaty na balkonie
Ktoś zaczeka
przy oknie
Spoglądając w dal błędnymi oczami
Czy właśnie to
Jest najważniejszym cudem istnienia
Pomimo bólu
Ludzie nie potrafią być dla siebie światłem
Bo bez sensu życia
Rzadko bywa się szczęśliwym
A nigdy spełnionym
Czasem
ukrywa się coś
W dłoni, która nie puści
W herbacie zrobionej komuś o świcie
W kawie z mlekiem bez cukru
Lub w prostym
„Wróć bezpiecznie”
I nawet jeżeli człowiek
Nie został stworzony do wielkich czynów
Do zawładnięcia całym światem
To powinien
mieć jakiś cel w swoim życiu
Może chociaż przez krótką chwilę
Powinien ogrzać sobą ciemność
Drugiego człowieka
Bo życie bez celu
Nie kończy się krzykiem
Tylko powolnym gaśnięciem
Którego nikt nie zauważa
Życie bez celu to porażka
To obraza
stwórcy i całego wszechświata
Taki człowiek idzie przez życie
W stronę zamkniętych drzwi
Niosąc w kieszeniach resztki sensu istnienia
Które rozsypują się przy każdym kroku
I właśnie dlatego
Tak bardzo boli zwyczajne istnienie
Bo serce stworzone do bliskości
Nie umie żyć samym oddychaniem
Trzeba
szukać celu
Nawet wtedy
Gdy dawno przestało się wierzyć
Że naprawdę można jeszcze
Odnaleźć drogę swojego istnienia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz