Zmieniłem się
Zmieniłem się
Nie dlatego
Że przestałem czuć
Zmieniłem
się,
Bo zbyt wcześnie zrozumiałem
Że jeśli upadnę
Nikt nie poda mi ręki
Nauczyłem
się iść
Zanim ktoś zdążył powiedzieć
Że mogę odpocząć
Nauczyłem
się walczyć
Zanim dowiedziałem się
Że nie każda bitwa
Jest warta moich ran
Przez lata
Myliłem siłę
Z samotnością
Myślałem
Że muszę udowadniać światu
Że dam radę
Że nie potrzebuję nikogo
Że serce schowane pod zbroją
Jest bezpieczniejsze
Niż serce pokazane światu
A
przecież...
Pod tą zbroją
Zawsze mieszkał chłopiec
Który chciał tylko usłyszeć
jestem z tobą
Łatwiej było
mi krzyczeć,
niż powiedzieć,
że boli.
Łatwiej było
liczyć tylko na siebie
Niż przyznać
Że bałem się
Iż nie znajdę kogoś naprawdę
Łatwiej było
udawać obojętność
Niż wyznać
Że każdy brak zrozumienia
Zostawia we mnie ślad
Którego nikt nie jest w stanie pojąć
Nosiłem w
sobie wojny
Których nawet nie rozpocząłem
Gniew ludzi
przede mną
Ich lęk
Ich draństwo
Ich samotność
Ich przekonanie
Że człowiek musi być twardy
Bo inaczej świat go złamie
Przez długi
czas
Wierzyłem
Że właśnie taki powinienem być
Dziś wiem
Że największą odwagą
Nie jest uderzyć
Największą
odwagą
Jest zostać
Kiedy wszystko we mnie
Każe odejść
Dziś wiem
Że warto
jest powiedzieć
boję się
I poprosić o
pomoc
Zanim zabraknie mi sił.
I przyznać
Że tęsknię
Że kocham
Że potrzebuję
Już nie chcę
wygrywać
Każdej wojny
Nie chcę
udowadniać
Że jestem niezniszczalny
Czy to jest łatwe?
Nie jest
Ale
zrozumiałem,
Że człowiek
Nie staje się słabszy
Gdy zdejmuje zbroję
Dopiero
wtedy
Staje się prawdziwy
I jeśli dziś
o coś walczę
To już nie ze światem
Walczę o
spokój
O ludzi
Którzy zostają ze mną.
O miłość,
Która nie wymaga bitew
Bo
największe zwycięstwo
Odniosłem wtedy
Gdy przestałem walczyć
Z samym sobą