31 lipca 2025

Cuda dnia codziennego

 

Cuda dnia codziennego

Z innych, trudnych do wyjaśnienia zdarzeń są przypadki, w których odnajdywałem zagubione przez mnie lub żonę wartościowe rzeczy. Pierwszy raz kiedy byliśmy w Wiśle. W trakcie zwiedzania i spacerów po okolicy Wisły moja żona w pewnej chwili zauważyła, że zgubiła złotą bransoletkę, która jak stwierdziła pewnie jej się odpięła. Kosztowała sporo pieniędzy i żonie bardzo żal było tej straty, z która pogodziła się twierdząc, że na przy takim natłoku ludzi na pewno ktoś ją już znalazł i przepadła bezpowrotnie. Ja jednak postanowiłem poszukać, gdyż coś mi podpowiadało, że znajdę ją. W ogóle nie brałem pod uwagę, że w Wiśle było mnóstwo ludzi, którzy spacerowali, zwiedzali, i kręcili się tam i z powrotem. Ja wierzyłem, że bransoletkę znajdę. Po kilkunastu minutach poszukiwań znalazłem bransoletkę i to w miejscu, gdzie chodzi najwięcej ludzi. Otóż leżała na przejściu dla pieszych. Była wprawdzie trochę pokiereszowana gdyż przejechało po niej kilka samochodów, ale bransoletka została odzyskana. Innym razem kiedy robiłem zakupy w jednym z dużych marketów w Katowicach po zapłaceniu za dokonane zakupy po upływie około czterdziestu minut zorientowałem się, że nie mam przy sobie saszetki. Wcześniej nosiłem torbę przewieszoną przez ramię, a tego dnia wyjątkowo zabrałem saszetkę i to spowodowało, że gdzieś ją zostawiłem. W saszetce miałem wszystkie ważne dokumenty jak dowód osobisty, prawo jazdy, karta bankomatowa, dwie ważne legitymacje, dowód rejestracyjny samochodu i sporo pieniędzy. Były też klucze od mieszkania i samochodu. Kiedy zauważyłem, że nie mam saszetki zacząłem jej szukać. Żona była pełna obaw, że mogę jej już nie odzyskać. Ja nic się nie odzywałem. Wszedłem do jednego ze sklepów w którym dokonywałem zakupów i po chwili już z daleka zauważyłem, że moja saszetka leży na półce bezpośrednio przy kasie. Po sprawdzeniu nie stwierdziłem, żeby cokolwiek zginęło. Kolejnym razem kiedy byliśmy  na mieście moja żona w pewnej chwili zorientowała się, że zgubiła telefon. Był to drogi telefon i wyjątkowy, gdyż ten model, z takim kolorem jaki żona chciała był dostępny tylko na zamówienie i można go było odebrać osobiście w Krakowie. Również i w tym przypadku znalazłem zgubiony telefon, który leżał przy samochodzie. Jeszcze inny przypadek, również można powiedzieć niewiarygodny. Razem z moim kolega z pracy – starszym panem udaliśmy się do Marketu , aby dokonać zakupów. Były to poważniejsze zakupy jak odkurzacz przemysłowy, środki czystości i różnego rodzaju akcesoria służące do utrzymania czystości. Po dojechaniu na parking ja chciałem jeszcze przygotować miejsce w bagażniku , a kolega poszedł po wózek. Spotkaliśmy się w sklepie. Ponad godzinę spędziliśmy na zakupach. Kiedy podeszliśmy do kasy Kolega zbladł. Okazało się że zgubił saszetkę. Miał w niej bardzo dużo pieniędzy i wszystkie ważne dokumenty, również służbowe. Było też coś gorszego. Otóż w saszetce miał swoją kartę bankomatową z przyklejonym pinem, bo poprzedniego dnia odebrał nową kartę i jeszcze pinu nie zapamiętał. Oczywiście były tam klucze z domu i samochodu.  Wróciliśmy do sklepu i zaczęliśmy szukać saszetki. Kolega niestety nie mógł sobie przypomnieć czy ją gdzieś odkładał w trakcie zakupów. Pamiętał jedynie, że na pewno wchodził z nią do sklepu. Poszukiwania niestety nic nie dawały. W pewnej chwili coś mi podpowiedziało aby sprawdzić w jednym miejscu. Powiedziałem koledze aby jeszcze szukał, a ja za chwilę przyjdę. Szybkim krokiem wyszedłem ze sklepu i poszedłem na parking do wózkowni. Gdy tylko podszedłem od razu zauważyłem saszetkę w jednym z wózków.  To bardzo dziwne, bo naprawdę było dużo ludzi i upłynęło dużo czasu ponad dwie godziny i saszetki nikt nie zabrał. Z saszetki nic nie zginęło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie szukam juz drogi

  Nie szukam już drogi Nie szukam już drogi, nie dlatego, że jej nie ma Lecz dlatego, że przestałem wierzyć Że ktoś może znać ją lepie...