28 grudnia 2025

Avatar w moich oczach

 

Avatar w moich oczach

Wpatruję się w tę rzeczywistość

Pandora wdziera się we mnie gwałtownie

Jak uderzenie pioruna w serce

Niebieski blask Na’vi pali moje źrenice

Rozrywa duszę na pół

Jedną zostawia tu

Drugą rzuca w objęcia Eywy

Czuję, jak skóra Jake’a staje się moją

Jest ciepła, napięta, żywa

Jakby ktoś wlał mi w żyły płynny ogień Pandory

Wiatr z Hallelujah Mountains szarpie moje włosy

Wilgotny, dziki, pachnący wolnością

Ja krzyczę wewnątrz

Bezgłośnie, ale rozpaczliwie

Bo wreszcie oddycham naprawdę

Ikran nurkuje w moich tęczówkach

Jego krzyk rozdziera mi klatkę piersiową

Skrzydła tną powietrze

Tną moje lęki, a ja spadam

Nie w dół, lecz w górę

W bezkresną, pulsującą sieć życia

Moje łzy płyną strumieniem

Gorzkie i słodkie jednocześnie

Bo w tym świecie nie jestem już kaleki

Nie jestem zamknięty w metalowym trupie ciała

Jestem cały. Jestem połączony. Jestem u siebie

W tej sieci Eywy rozumiem nagle

Że Eywa nie rządzi siedząc na tronie z daleka

Nie jest ideą, nie jest nawet żadną boginią

Eywa jest samym życiem

Pulsującym, wspólnym

Jest każdym korzeniem, który splata się pod ziemią

Każdym neuronem we wszechświecie

Każdym oddechem Ikrana i każdym biciem serca Na’vi

Jest mną, gdy łączę się przez zrozumienie

I jest tobą, nawet gdy siedzisz w szarym pokoju na ziemi

Nie ma granic

Nie ma „ja” i „ty”

Jestem liściem, który drży na wietrze

Jestem Ikranem, który szybuje nad chmurami

Jestem górami Hallelujah, które unoszą się w ciszy

Jestem każdym Na’vi, który kiedykolwiek śpiewał pieśń

Jestem każdym człowiekiem, który zawsze tęsknił

Jestem gwiazdą, która patrzy na wszystko z oddali

I jestem tobą

Tak, właśnie tobą

Czytającym te słowa teraz

Bo wszyscy jesteśmy jednym oddechem wszechświata

Jedną nicią w splocie wieczności

Eywa nie rządzi

Eywa pamięta

Przechowuje każdy śmiech

Każdą łzę

Każdy krzyk bólu

W korzeniach

W nasionach

W sercach i duszy wszystkich

Nic nie ginie, wszystko wraca

Nasza energia nie umiera nigdy

Przepływa z ciała w ciało

Z gwiazdy w drzewo

Z człowieka w bestię

Z całego wszechświata w cały wszechświat

Śmierć to tylko zmiana formy w tej sieci

Dusza jest rzeką, która zawsze wraca do oceanu

A tam, poza czasem, poza imionami i twarzami

Jest miejsce ciche, bez podziałów, bez formy

Gdzie wszystkie strumienie spotykają się znowu

Gdzie zwierzęta, ptaki, rośliny

Gdzie ty i ja

Gdzie człowiek i każde inne stworzenie

Stajemy się jednym światłem

Jednym „my” – bez początku i końca

To miejsce nie jest daleko

Jest pod powiekami, gdy zamkniesz oczy

Jest w oddechu, gdy naprawdę przestaniesz się bać

Jest w chwili, gdy czujesz, że nie jesteś sam

Bo nigdy nie byłeś

Kiedy jednak ta rzeczywistość gaśnie w twojej  duszy

Świat wokół staje się nagle szary

Ciasny, martwy i coś boli

Tak cholernie boli powrót

Z moich oczu wciąż bije ten błękitny żar

Krzyczy cicho

Nie zapomnij

Nie zostawiaj mnie tam samego

Wróć

Obiecaj, że wrócisz

Bo, dlaczego świat Pandory…

Taki… wydawałoby się inny

Nie może być światem…

Choć trochę prawdziwym???

Nie może

Bo on jest prawdziwy

Zawsze był

W Eywie, która łączy nas wszystkich

W jedności, która nigdy nie umiera

W miejscu, gdzie wszyscy jesteśmy już w domu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...