To wszystko jest nie tak
To wszystko jest nie tak
Jakby ktoś rozciął powietrze brudnym nożem
Jakby krew kapała na dywan z naszych wzajemnych obietnic
Kłamią nam prosto w oczy
Z uśmiechem urzędowo wypolerowanym
Obietnicą wiecznego życia w szczęśliwości
Za posłuszeństwo, uległość i milczenie
I każą nam klaskać do własnych kajdan
Słowa jak tanie monety przerzucane są z ręki do ręki
Każda kolejna dłoń udaje
Że nic nie wie o truciźnie na ich krawędziach
O niegodziwości, złu i podłych decyzjach
Uśmiechy są wypożyczone
Przymocowane agrafkami do twarzy
Żeby nikt nie zobaczył
Jak bardzo bolą zęby od gryzienia języka
Zniewolenie nie zawsze dzwoni łańcuchami
Czasami jest miękkie, aksamitne i szepcze
Przecież sama chciałaś, to dla twojego dobra, wszyscy tak mają
I ciesz się, bo są tacy, którzy mają gorzej
Wykorzystują nas delikatnie
Jak zużytą szmatkę do polerowania cudzych sreber
Użyją, wypiorą w brudnej wodzie
I powieszą, żeby wysuszyła się w milczeniu
Hipokryzja pachnie tu drogo perfumami
Za grube pieniądze
I tanim szantażem moralnym
Kochaj nas mocniej
Bądź uległy
Bo inaczej jesteś nikim
Niczego nie osiągniesz jak przekroczysz ustalone reguły
Hipokryzja?
Towarzyszy nam w każdej chwili
Ona ma najlepsze buty na mieście i chodzi po naszych sumieniach
Na wysokich obcasach sumienia innych
Nigdy własnych
Wykorzystują nas jak tanią folię jednorazową
Zużytą – zgniecioną – wyrzuconą przez okno pędzącego SUV-a
A my wciąż stoimy na przystanku obietnic bez pokrycia
I czekamy aż tym razem ktoś naprawdę przyjedzie
Czekamy?
A może tylko udajemy, że czekamy
To wszystko jest nie tak
I najgorsze jest to, że najbardziej nie tak jest to
Że my już prawie przestaliśmy to zauważać
Pogodziliśmy się z bólem, niedola i strachem
To wszystko jest nie tak, bo kiedy ktoś w końcu krzyknie - dość!
Słyszy tylko echo własnego głosu odbijające się od ścian z napisem
Nic się nie dzieje, wszystko jest w porządku, uśmiechnij się ładnie
A ja nie umiałem tak żyć
Moje usta kiedyś przestały milczeć
Bo…
Kiedy serce leżało na dnie studni i patrzyło w górę na kawałek nieba
Nieba, którego już nie pamiętałem
Tego prawdziwego
Musiałem coś zmienić
To wszystko jest nie tak
I nie wiem, czy ludzie jeszcze potrafią naprawić ten mechanizm
Czy tylko nauczą się ciszej krzyczeć
Smucić się i płakać tak, aby nikt nie widział
Może więc najwyższa pora, aby się w końcu obudzićI wyzwolić z tej niedoli
Ja tego dokonałem już dawno
I teraz żyję na własnych warunkach
Normalnie
Bez strachu, bez stresu, bez lęku
Szczęśliwy
Kochający i kochany
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz