27 grudnia 2025

To wszystko jest nie tak

 

To wszystko jest nie tak

To wszystko jest nie tak

Jakby ktoś rozciął powietrze brudnym nożem

Jakby krew kapała na dywan z naszych wzajemnych obietnic

Kłamią nam prosto w oczy

Z uśmiechem urzędowo wypolerowanym

Obietnicą wiecznego życia w szczęśliwości

Za posłuszeństwo, uległość i milczenie

I każą nam klaskać do własnych kajdan

Słowa jak tanie monety przerzucane są z ręki do ręki

Każda kolejna dłoń udaje

Że nic nie wie o truciźnie na ich krawędziach

O niegodziwości, złu i podłych decyzjach

Uśmiechy są wypożyczone

Przymocowane agrafkami do twarzy

Żeby nikt nie zobaczył

Jak bardzo bolą zęby od gryzienia języka

Zniewolenie nie zawsze dzwoni łańcuchami

Czasami jest miękkie, aksamitne i szepcze

Przecież sama chciałaś, to dla twojego dobra, wszyscy tak mają

I ciesz się, bo są tacy, którzy mają gorzej

Wykorzystują nas delikatnie

Jak zużytą szmatkę do polerowania cudzych sreber

Użyją, wypiorą w brudnej wodzie

I powieszą, żeby wysuszyła się w milczeniu

Hipokryzja pachnie tu drogo perfumami

Za grube pieniądze

I tanim szantażem moralnym

Kochaj nas mocniej

Bądź uległy

Bo inaczej jesteś nikim

Niczego nie osiągniesz jak przekroczysz ustalone reguły

Hipokryzja?

Towarzyszy nam w każdej chwili

Ona ma najlepsze buty na mieście i chodzi po naszych sumieniach

Na wysokich obcasach sumienia innych

Nigdy własnych

Wykorzystują nas jak tanią folię jednorazową

Zużytą – zgniecioną – wyrzuconą przez okno pędzącego SUV-a

A my wciąż stoimy na przystanku obietnic bez pokrycia

I czekamy aż tym razem ktoś naprawdę przyjedzie

Czekamy?

A może tylko udajemy, że czekamy

To wszystko jest nie tak

I najgorsze jest to, że najbardziej nie tak jest to

Że my już prawie przestaliśmy to zauważać

Pogodziliśmy się z bólem, niedola i strachem

To wszystko jest nie tak, bo kiedy ktoś w końcu krzyknie - dość!

Słyszy tylko echo własnego głosu odbijające się od ścian z napisem

Nic się nie dzieje, wszystko jest w porządku, uśmiechnij się ładnie

A ja nie umiałem tak żyć

Moje usta kiedyś przestały milczeć

Bo…

Kiedy serce leżało na dnie studni i patrzyło w górę na kawałek nieba

Nieba, którego już nie pamiętałem

Tego prawdziwego

Musiałem coś zmienić

To wszystko jest nie tak

I nie wiem, czy ludzie jeszcze potrafią naprawić ten mechanizm

Czy tylko nauczą się ciszej krzyczeć

Smucić się i płakać tak, aby nikt nie widział

Może więc najwyższa pora, aby się w końcu obudzić

I wyzwolić z tej niedoli

Ja tego dokonałem już dawno

I teraz żyję na własnych warunkach

Normalnie

Bez strachu, bez stresu, bez lęku

Szczęśliwy

Kochający i kochany

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie szukam juz drogi

  Nie szukam już drogi Nie szukam już drogi, nie dlatego, że jej nie ma Lecz dlatego, że przestałem wierzyć Że ktoś może znać ją lepie...