Czasem dobroć drugiego człowieka dobija
Czasami dobroć drugiego człowieka dobija
Jakby ktoś w środku twojej najczarniejszej nocy podszedł cicho
I położył ci na ramionach ciepły płaszcz
A ty stoisz nagi z poczuciem winy
Tak wielkim, że chcesz krzyczeć
Nie dotykaj mnie, nie jestem tego wart
Jakby ktoś podał ci dłoń, gdy toniesz w bagnie wstydu
I pociągnął w górę bez pytania
Bez wyrzutu
A ty czujesz
Jak twoja własna ręka brudna jest od kłamstw
I najchętniej byś ją odrąbał
Aby nie skaleczyć jego skóry
Jakby ktoś spojrzał ci prosto w oczy i powiedział
Widzę cię
Nie oskarżając, nie oceniając
Tylko widząc całego
Ze wszystkimi pęknięciami
I w tym spojrzeniu nie ma pogardy
Tylko ból za twój ból
Dobroć dobija, bo jest bezwarunkowa
Nie pyta, czy zasługujesz
Nie waży twoich grzechów na szali
Po prostu jest czysta
Nie do wytrzymania
Jak światło w oczy po latach ciemności
I wtedy pęka coś w środku
Nie serce
Serce już dawno było w kawałkach
Pęka mur, który budowałeś latami
Żeby nikt nie zobaczył
Kim naprawdę jesteś
I płaczesz
Nie z wdzięczności nawet
Płaczesz, bo ktoś cię kocha pomimo wszystkiego
A ty jeszcze nie umiesz kochać siebie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz