Wybaczenie sobie
Siedzisz w ciemności własnego pokoju
A w środku szaleje burza
Fale wstydu uderzają o ściany serca
Każda z nich niesie imię błędu
Każda krzyczy
Nie zasługujesz! Nie zasługujesz!
I wtedy, drżącymi rękami
Dotykasz swojej twarzy
Tej samej, którą tyle razy odwracałeś od lustra
Tej, po której spływały łzy, których nikt nie widział
I szepczesz przez łkanie, głosem łamiącym się jak sucha gałąź
Przepraszam cię. Przepraszam, że cię tak długo karałem
Przepraszam, że nienawidziłem cię za to, że jesteś tylko człowiekiem
Czujesz, jak coś w piersi pęka
Nie delikatnie, lecz z hukiem, jak lód na rzece wiosną
I nagle wypływa wszystko
Ból, żal, strach, lata samotnego biczowania się za to
Że nie byłeś doskonały
Płaczesz tak, jakbyś nigdy wcześniej nie płakał
Głośno, bez wstydu, jak dziecko
Które wreszcie może przyznać, że boli
A w tym płaczu rodzi się coś nowego
Delikatne, kruche, jak pierwsze światło świtu po najczarniejszej nocy
Mówisz sobie
Pozwolę ci żyć. Pozwolę ci oddychać.
Nie musisz już udowadniać, że jesteś wart miłości
Jesteś. Po prostu jesteś
I obejmujesz siebie
Nie symbolicznie
Lecz naprawdę, ramionami, które kiedyś chciałeś odciąć
I czujesz ciepło własnego ciała jak największe przebaczenie świata
I w tym momencie nie jesteś już swoim wrogiem
Jesteś wreszcie domem dla samego siebie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz