Krzyk martwego człowieka
Ziemia mi w usta weszła, glina i robaki
A ja krzyczę – bez płuc, bez języka, bez tchu
Krzyk jest ciszą, która rozrywa niebo
Gdzie anioły zatykają uszy złotymi palcami
Leżę w trumnie z desek, które pachną jeszcze lasem
Gwoździe wbijają mi w skronie powolny rytm
Raz – matka, dwa – dziecko, trzy – zdradzona miłość
Cztery… – i już nikt nie pamięta imienia
Krzyczę przez szpary w wieku
Przez korzenie, przez korę drzew
Które rosną z moich żeber
Słychać mnie w wietrze
Gdy liście drżą bez przyczyny
W psie, który wyje o trzeciej nad ranem
Słychać mnie w tobie
Kiedy kładziesz się spać i czujesz
Że coś ciężkiego usiadło ci na piersi
To ja. Martwy. Krzyczę
Nie o zmartwychwstanie
Nie o sprawiedliwość
Krzyczę, bo mogę
Bo nawet śmierć nie zatkała mi gardła na zawsze
I będziesz mnie słyszał do końca swoich dni
Cichy, uparty, wieczny krzyk martwego człowieka
Który nie chce już nic, oprócz tego
Żebyś pamiętał, że kiedyś żył
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz