Kuźnia dobrych serc
W starej kuźni, gdzie ogień nie gaśnie
Stoi kowadło z czystego sumienia
Młot w dłoniach czasu bije miarowo
A iskry – to łzy, które w żar się zmieniają
Tu nie kują mieczy ani pancerzy
Lecz serca – kruche, zardzewiałe, złamane
Mistrz podchodzi cicho, bez imienia
W dłoniach ma tylko ciepło i ciszę
Rozżarza chłód zdrady do białości
Topi gorycz w tyglu przebaczenia
Powoli, bez pośpiechu
Jak matka kształtuje zgliszcza w nową nadzieję
Każdy cios młota to jedno „przepraszam”
Każde dmuchnięcie miechem – „już dobrze”
Z popiołu wstaje serce lżejsze
Z bliznami, lecz zdolne znów kochać
W Kuźni dobrych serc nie ma kolejki
Wchodzi się samemu, gdy już nie ma sił
A gdy wychodzisz
W dłoni nie masz miecza
Lecz mały, ciepły płomień, który nie pali
Idź więc i nieś go dalej
Przez mróz ludzkiej obojętności
Bo jedno serce dobrze wykute może rozgrzać cały świat
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz