13 grudnia 2025

Święta u Lucyfera

 

Święta u Lucyfera

W piekle pachnie piernikiem i smołą

I chociaż piec się żarzy, to ciasto się nie przypala

Lucyfer w czerwonym swetrze z reniferem rozstawia choinkę z czarnych

Odwróconych i smutnych gwiazd

Na gałązkach wiszą dusze jak bombki

Lekko drżą, gdy dmucha w nie siarkowy wiatr

Pod spodem są prezenty  dla grzeszników

Smutek, ból, przygnębienie i brak nadziei

Wieczne kajdany w złocie

Dla aniołów, którzy zbłąkali

I bilety powrotne, bez daty ważności

Kolęda leci z głośników

Ale odwrotnie

Lulajże  Jezuniu

Brzmi jak

Wstawajże, leniu

Diabły w czapkach Mikołaja ciągną sanie zaprzężone

W polityków, księży i bogaczy

Wszyscy boleśnie piszczą

Wreszcie ktoś ich docenił

Przy stole siedzi Belzebub z tacą barszczu

Z uszkami nadzianymi kłamstwami wyborczymi

Bzdetami o nadziei i przebaczeniu

Asmodeusz kroi karpia, który wciąż żyje i błaga o litość po łacinie

Lucyfer wstaje i unosi kielich z gorąca lawą

Na zdrowie, skurwysyny!

Niech wam się pali dobrze w Nowym Roku!

A potem wszyscy śpiewają

Cicha noc, głośna noc, gorąca noc

Wszystko się pali i skwierczy

I nawet najgorsi grzesznicy na chwilę czują się jak w domu

Bo tu, u Lucyfera, Święta są szczere

Nikt nie udaje, że jest lepszy, niż jest

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie szukam juz drogi

  Nie szukam już drogi Nie szukam już drogi, nie dlatego, że jej nie ma Lecz dlatego, że przestałem wierzyć Że ktoś może znać ją lepie...