13 grudnia 2025

Wołanie o naprawę duszy

 

Wołanie o naprawę duszy

W środku nocy, gdy zegar milczy

A serce bije jak pęknięty dzwon

Stoję boso na krawędzi siebie i wołam w pustkę

Napraw mnie

Mam w piersiach stos rozbitych luster

Każde odbicie krwawi innym grzechem

Słowa, które rzuciłem jak kamienie, teraz wracają i tną od wewnątrz

Duszo moja, poszarpana wiatrem lat

W Tobie same szwy i blizny

Jak stary płaszcz zszyty byle jak

Jeszcze trzyma kształt, ale już nie grzeje

Przyjdź, Światło ciche, bez gromów

Nie karz, tylko rozplataj węzły

Weź igłę z promienia

Nić z przebaczenia

I zszyj mnie na nowo, powoli

Niech rana stanie się oknem, przez które wejdzie poranek

Niech pęknięcie będzie bramą, którą wróci do domu Bóg

Napraw mnie, Panie, póki oddycham

Póki jeszcze potrafię płakać

Złóż mnie z powrotem w całość

Abym znowu mógł kochać bez lęku

Bo jeśli Ty nie przyszyjesz skrzydeł

Spadnę w siebie na zawsze

Wołam więc cicho

Jak dziecko w ciemności

Tato, napraw mnie… zanim się rozpadnę

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...