Lęk egzystencjalny
W bezkresie nocy budzi się pustka
Nie krzyk, lecz cisza – głucha i ogromna
Patrzę w gwiazdy i widzę tylko dystans
Miliony lat światła, które nigdy mnie nie dotkną
Kim jestem w tym chaosie przypadkowych atomów?
Pyłkiem na pyłku, chwilową iskrą w ciemności?
Czas, którego nie ma płynie jak rzeka bez brzegu
Zabiera wspomnienia, zanim zdążę je nazwać
Miłość, praca, śmiech, szczęście, marzenia
Wszystko jest takie kruche
Jak szkło w dłoniach, które drżą od pytania
Po co to wszystko?
Jeśli koniec jest i tak przesądzony
A sens ginie w otchłani „dlaczego”?
Stoję na krawędzi własnej świadomości
Wiatr niesie echo: „jesteś, ale na jak długo?”
Dla mnie lęk nie jest strachem przed śmiercią
Lecz przed tym, że życie mogło być tylko złudzeniem
A jednak oddycham
A jednak idę dalej
W tej absurdalnej przestrzeni między nic, a nic
Wybieram trwać – bo ja wiem po co
Może właśnie to jest jedyną odpowiedzią
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz