19 grudnia 2025

Otchłąń natręctwa

 

Otchłań natręctwa

W ciszy nocy budzi się szept

Powtarza imię, którego nie chcę znać

Myśl wraca jak igła w tę samą ranę

Krwawi w głowie, nie zostawia śladu na skórze

Liczę kroki – raz, dwa, trzy, cztery

Drzwi muszą być zamknięte pięć razy

Bo inaczej świat się rozpadnie w proch wątpliwości i lęku

Dłonie myję, aż skóra pęka

Woda spłukuje brud, którego nie ma

A z lustra patrzy obce oblicze

Moje, lecz skrępowane łańcuchem rytuałów

Otchłań natręctwa nie ma dna

Tylko kręgi coraz ciaśniejsze

One wciągają w siebie światło dnia

Aż pozostaje tylko echo

Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz...

I tonę w tym, co nie istnieje

W pułapce własnego umysłu

Gdzie wolność jest tylko słowem

Zapomnianym na brzegu przepaści

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie szukam juz drogi

  Nie szukam już drogi Nie szukam już drogi, nie dlatego, że jej nie ma Lecz dlatego, że przestałem wierzyć Że ktoś może znać ją lepie...