Odkrywanie własnego talentu
Przez lata nosiłem go w sobie jak kamień w kieszeni
Zwykły, szary, niepozorny
Czasem ocierał się o palce, dziwnie ciepły
Ale wkładałem rękę głębiej i szedłem dalej
Aż pewnego dnia wyszarpnąłem go na światło
Nie wiedząc dlaczego, przyłożyłem do ust
I kamień zagrał
Nie głośno, jeszcze nie jeszcze
Ale własnym głosem
Zrozumiałem wtedy, że to nie kamień
To nasiono, które czekało na moje dłonie
Na mój oddech, na moją odwagę
Aby wreszcie wydostać się
I wydostało się
Powoli, z trzaskiem
Który tylko ja słyszę
W środku nie ma pustki
Jest zalążek drzewa
Którego gałęzie już wiedzą
Jak rosnąć w górę
Nie muszę być gotowy
Nie muszę być najlepszy
Wystarczy, że pozwolę mu się rozwijać
Krok po kroku, błąd po błędzie, radość po radości
Bo talent nie przychodzi z fanfarami
Przychodzi cicho, jak świt przez szparę w zasłonie
I nagle dostrzegam
Świat, który znałem ma o jeden kolor więcej
Ten, który zawsze należał do mnie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz