Słyszę to, czego nikt nie usłyszy
W ciszy, gdzie świat milknie o zmierzchu
Słyszę drżenie liścia, który jeszcze nie spadł
Szept korzeni pijących deszcz sprzed lat
I bicie serca motyla w kokonie zimy
Słyszę śmiech dziecka, które nigdy się nie urodziło
Płacz matki w pokoju, w którym nikt nie umarł
Melodię piosenki, której nikt nie napisał
I imię moje wypowiedziane przez wiatr
Słyszę pęknięcie gwiazd, zanim światło dotrze
Krzyk oceanu w muszli zamkniętej na lądzie
Ostatni oddech książki, gdy zamyka się okładkę
I milczenie Boga, gdy odpowiada modlitwie
Nikt tego nie słyszy – tylko ja
W tej cienkiej szczelinie między tym
Co jest, a tym, co mogłoby być
I noszę te dźwięki w sobie jak szkatułkę pełną niewypowiedzianych słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz