18 stycznia 2026

Demon w białych skarpetkach i różowym krawacie

 

Demon w białych skarpetkach i różowym krawacie

Przyszedł cicho, bez siarki, bez huku płomieni

Tylko różowy krawat kołysał mu się jak szyld na wietrze

A białe skarpetk, nieskazitelne

Jak z reklamy proszku do prania

Błyszczały w półmroku

Nie miał rogów, nie miał ogona

Za to oczy jak dwie zgniłe śliwki

I uśmiech, który przypominał że ktoś kiedyś naprawdę w to wszystko wierzył

Cześć,  powiedział miękko, jakby zamawiał latte z syropem malinowym

Przyszedłem po twoją duszę

Ale spokojnie

Zabiorę ją na raty

Usiadł na brzegu łóżka

Skrzyżował nogi tak

Że skarpetki zaświeciły jak małe latarnie

I zaczął opowiadać o wieczności

Jak o nowym sezonie hitu z netflixa

Nie kusił władzą, nie kusił seksem, kusił wygodą

Możesz mieć wszystko, powiedział

I nadal wyglądać jakbyś miał moralny komfort

Różowy krawat drgał lekko przy każdym jego kłamstwie

Jakby sam się trochę wstydził

Ale skarpetki, te były szczere

One po prostu istniały

Białe. Gładkie. Bez skazy

I to właśnie one najbardziej przerażały

Bo diabeł w czarnych szpilkach i czerwonej koszuli to coś

Co da się rozpoznać na kilometr.

A ten tutaj…

Ten wyglądał jak twój były kolega z roku

Który teraz robi karierę w marketingu i nigdy nie zapomina o urodzinach mamy

Więc kiedy wstał

Poprawił krawat

I powiedział

To co, podpisujemy?

I patrzył spokojnym, niewinnym wzrokiem

Czas jakby się na moment zatrzymał

Po chwili

Została tylko cisza i dwie białe plamy na ciemnym dywanie

Jak ślady po aniele, który zapomniał zdjąć buty

A potem spojrzałem w dół i zobaczyłem

Że moje własne skarpetki już nie są moje

Tylko jaśnieją tym samym mlecznym światłem

Którym świecą buty tych

Którzy nigdy nie wychodzą

A później…

Usłyszałem, jak cicho zamyka za sobą drzwi

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...