Kosmici żyją wśród nas
Patrzą dostrzegając to czego ludzie nie widzą
Jakby to było ostatnie ciepło z ich umierającej gwiazdy
Obserwują nas z ukrytą boleścią
Jak kłócimy się o miejsca parkingowe
Gdy oni stracili całą planetę
Jak płaczemy nad filmami
Gdy oni płaczą w ciszy nad sobą
Bo nie mają już komu opowiedzieć swoich historii
Jak całujemy się na przystankach
Nie wiedząc, że jutro może nie nadejść
A oni wiedzą to aż za dobrze
Czasem samotność przygniata ich tak mocno
Że muszą wyjść w nocy na balkon
Przyłożyć dłoń do zimnej szyby
I szeptać w martwym języku do gwiazd
Które milczą od milionów lat
Wtedy czują, jak ich ciało tęskni
Nie za domem
Lecz za samym sobą
Tym, kim byli przed podróżą
Czasem potrzebują jednego ludzkiego odruchu bardziej niż tlenu
Żeby ktoś w autobusie uśmiechnął się bez powodu
Żeby ktoś w sklepie powiedział
Dziękuję, przepraszam, jest tak fajnie
Żeby jakieś dziecko podało im rękawiczkę, która spadła na trawnik
Czasem to się zdarza
W takich chwilach ich oczy
Głębokie jak otchłanie
Wilgotnieją od łez, których nikt nie widzi
Bo odwracają twarz gdzieś na bok
Czasem patrzą na nas z politowaniem ciężkim
Na nasze małe wojny o granice, które rysujemy na papierze
Gdy oni widzieli, jak całe galaktyki się rozpadają
Na to, jak niszczymy sobie dom
Który oni musieli porzucić w płomieniach
Wtedy myślą cicho
Jak można być tak ślepym na cud, który się ma
A czasem
Najczęściej w deszczowe wieczory
Patrzą z troską tak głęboką
Że ich serce pęka na pół
Gdy widzą matkę tulącą płaczące dziecko
Gdy słyszą śmiech przyjaciół w knajpie
Gdy ktoś pomaga nieznajomemu nieść ciężką torbę
Wtedy czują coś, czego nie znali na swoich doskonałych planetach
Bolesną, gorzką, piękną miłość do istot tak kruchych
Tak krótko żyjących, tak zdolnych do dobra mimo wszystko
I stoją wśród nas, milczący, z oczami pełnymi gwiazd
Których nikt tu nie potrafi odczytać
Z sercami tak pełnymi tęsknoty i współczucia
Że ledwo mieszczą się w ludzkiej wyobraźni
Czekają i sami nie wiedzą na co
Może na to, żeby ktoś kiedyś spojrzał na nich naprawdę
Przebił się przez maskę codzienności i zapytał nie „skąd jesteś?”
Lecz po prostu: „czy ci tu czasem nie jest smutno?”
Czy potrzebujesz pogadać?
A może chcesz się zaprzyjaźnić?
I wtedy, być może, po raz pierwszy od stuleci
Odpowiedzieliby prawdę
I to co się wydarzyło
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz