08 stycznia 2026

Kosmici żyją wśród nas

 

Kosmici żyją wśród nas

Patrzą  dostrzegając to czego ludzie nie widzą

Jakby to było ostatnie ciepło z ich umierającej gwiazdy

Obserwują nas z ukrytą boleścią

Jak kłócimy się o miejsca parkingowe

Gdy oni stracili całą planetę

Jak płaczemy nad filmami

Gdy oni płaczą w ciszy nad sobą

Bo nie mają już komu opowiedzieć swoich historii

Jak całujemy się na przystankach

Nie wiedząc, że jutro może nie nadejść

A oni wiedzą to aż za dobrze

Czasem samotność przygniata ich tak mocno

Że muszą wyjść w nocy na balkon

Przyłożyć dłoń do zimnej szyby

I szeptać w martwym języku do gwiazd

Które milczą od milionów lat

Wtedy czują, jak ich ciało tęskni

Nie za domem

Lecz za samym sobą

Tym, kim byli przed podróżą

Czasem potrzebują jednego ludzkiego odruchu bardziej niż tlenu

Żeby ktoś w autobusie uśmiechnął się bez powodu

Żeby ktoś w sklepie powiedział

Dziękuję, przepraszam, jest tak fajnie

Żeby jakieś dziecko podało im rękawiczkę, która spadła na trawnik

Czasem to się zdarza

W takich chwilach ich oczy

Głębokie jak otchłanie

Wilgotnieją od łez, których nikt nie widzi

Bo odwracają twarz gdzieś na bok

Czasem patrzą na nas z politowaniem ciężkim

Na nasze małe wojny o granice, które rysujemy na papierze

Gdy oni widzieli, jak całe galaktyki się rozpadają

Na to, jak niszczymy sobie dom

Który oni musieli porzucić w płomieniach

Wtedy myślą cicho

Jak można być tak ślepym na cud, który się ma

A czasem

Najczęściej w deszczowe wieczory

Patrzą z troską tak głęboką

Że ich serce pęka na pół

Gdy widzą matkę tulącą płaczące dziecko

Gdy słyszą śmiech przyjaciół w knajpie

Gdy ktoś pomaga nieznajomemu nieść ciężką torbę

Wtedy czują coś, czego nie znali na swoich doskonałych planetach

Bolesną, gorzką, piękną miłość do istot tak kruchych

Tak krótko żyjących, tak zdolnych do dobra mimo wszystko

I stoją wśród nas, milczący, z oczami pełnymi gwiazd

Których nikt tu nie potrafi odczytać

Z sercami tak pełnymi tęsknoty i współczucia

Że ledwo mieszczą się w ludzkiej wyobraźni

Czekają i sami  nie wiedzą na co

Może na to, żeby ktoś kiedyś spojrzał na nich naprawdę

Przebił się przez maskę codzienności i zapytał nie „skąd jesteś?”

Lecz po prostu: „czy ci tu czasem nie jest smutno?”

Czy potrzebujesz pogadać?

A może chcesz się zaprzyjaźnić?

I wtedy, być może, po raz pierwszy od stuleci

Odpowiedzieliby prawdę

I to co się wydarzyło

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...