Trzeba umieć się pojednać
W gardle to słowo się dławi
Przepraszam – jest trudne do wypowiedzenia
Jak gorąca łza, której nie chcesz puścić
Bo boisz się, że popłynie za nią wszystko
Staje ci kością w ustach
Wżera się w serce
Boli bardziej niż sama rana, którą zadałeś
A jednak przychodzi chwila
Kiedy nie wytrzymujesz już tego ciężaru
Drżysz i czujesz niepokój
Głos łamie się jak cienka gałąź pod śniegiem
Oczy mocno wilgotne kiedy w końcu patrzysz prosto
W te same oczy, od których wzrok odwracałeś tyle razy
I mówisz. Cicho. Prawie szeptem
Zgłębi duszy
Tak od serca
Przepraszam
A wtedy świat na moment zamiera
Czujesz, jak coś w tobie pęka
Nie z bólu, lecz z ulgi tak wielkiej, że aż brakuje tchu
I ta druga osoba... też drży
Też ma łzy na krańcach rzęs
Bo przepraszam nigdy nie jest tylko słowem
To most z dwóch połamanych serc
To ręka wyciągnięta nad przepaścią
Gdy dotkniecie się palcami
Niepewnie, Ostrożnie
Przebiegnie przez was prąd cieplejszy niż jakikolwiek gniew
Nie naprawi to wszystkiego od razu
Blizny czasami zostaną
Ale wreszcie będą mogły oddychać
Trzeba umieć się pojednać
Bo bez tego miłość, szacunek i człowieczeństwo umiera w milczeniu
A życie jest za krótkie
Aby nosić w sobie ciężar niewypowiedzianego
Przepraszam
Gdy powiesz je szczerze
Poczujesz, jak wraca ci powietrze
Jak wraca do ciebie ktoś.
Kto zawsze był z tobą
Bo prawdziwa siła nie jest w tym
Aby nigdy nie zranić
Prawdziwa siła jest w tym
Aby uklęknąć przed raną
Którą sam zadałeś
I zasłużyć sobie na szacunek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz