Ktoś mi ukradł moje sny
W nocy, gdy księżyc krwawił czerwonym światłem
Przyszedł cień bez imienia, bez twarzy
Delikatnie, jak złodziej wspomnień
Wyciągnął ze mnie moje sny niczym miłość z serca
Jeden po drugim, aż zostałem pustą tkaniną
Rozwianą na wietrze zapomnienia
Teraz moje noce to morze bez fal
Gdzie kiedyś pływały statki z gwiazd
Naładowane marzeniami o lataniu
Zamiast tego pozostała tylko głębia
W której toną odbicia dawnego ja
A echo ich krzyku wraca jako szept zmarłych nadziei
Sny moje były ogrodami z mgły i światła
Kwitły w nich kwiaty z dziecięcych śmiechów
Pachniały deszczem na rozgrzanej skórze lata
I miały głos matki
Który potrafił pozszywać rozdarte niebo
Teraz ten głos jest tylko dziurą w powietrzu
Przez którą ucieka ciepło
Szukam ich w pęknięciach luster
W osadzie na dnie filiżanki po herbacie
W dotyku dłoni
Które kiedyś malowały całe wszechświaty
A dziś rysują tylko kontury bólu
Ktoś mi ukradł moje sny
I zostawił w zamian ciszę tak gęstą
Że można w niej utonąć
Ciszę, w której słyszę, jak serce pęka powoli
Jak zielone szkło blednie pod lodem wiosennej rzeki
Jak obietnica, która nigdy nie miała się spełnić
Lecz w tej otchłani
Gdzie nie ma już nawet ciemności
Bo ciemność też odeszła ze snami
Budzi się coś innego
Cichy, krwawiący płomień
Może sny nie umierają
Tylko spalają się w nas
Aby narodzić się jako popiół
Z którego kiedyś wyrośnie nowe niebo
Twardsze, ostrzejsze, własne
Z pustych rąk
Z ran, które już nie bolą
Z ciemności, która wreszcie nauczyła mnie widzieć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz