03 stycznia 2026

Ktoś mi ukradł moje sny

 

Ktoś mi ukradł moje sny

W nocy, gdy księżyc krwawił czerwonym światłem

Przyszedł cień bez imienia, bez twarzy

Delikatnie, jak złodziej wspomnień

Wyciągnął ze mnie moje sny  niczym miłość z serca

Jeden po drugim, aż zostałem pustą tkaniną

Rozwianą na wietrze zapomnienia

Teraz moje noce to morze bez fal

Gdzie kiedyś pływały statki z gwiazd

Naładowane marzeniami o lataniu

Zamiast tego pozostała tylko głębia

W której toną odbicia dawnego ja

A echo ich krzyku wraca jako szept zmarłych nadziei

Sny moje były ogrodami z mgły i światła

Kwitły w nich kwiaty z dziecięcych śmiechów

Pachniały deszczem na rozgrzanej skórze lata

I miały głos matki

Który potrafił pozszywać rozdarte niebo

Teraz ten głos jest tylko dziurą w powietrzu

Przez którą ucieka ciepło

Szukam ich w pęknięciach luster

W osadzie na dnie filiżanki po herbacie

W dotyku dłoni

Które kiedyś malowały całe wszechświaty

A dziś rysują tylko kontury bólu

Ktoś mi ukradł moje sny

I zostawił w zamian ciszę tak gęstą

Że można w niej utonąć

Ciszę, w której słyszę, jak serce pęka powoli

Jak zielone szkło blednie pod lodem wiosennej rzeki

Jak obietnica, która nigdy nie miała się spełnić

Lecz w tej otchłani

Gdzie nie ma już nawet ciemności

Bo ciemność też odeszła ze snami

Budzi się coś innego

Cichy, krwawiący płomień

Może sny nie umierają

Tylko spalają się w nas

Aby narodzić się jako popiół

Z którego kiedyś wyrośnie nowe niebo

Twardsze, ostrzejsze, własne

Z pustych rąk

Z ran, które już nie bolą

Z ciemności, która wreszcie nauczyła mnie widzieć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...