Mądrość starej duszy
W moich oczach tysiące zmierzchów i świtów przeminęło
Rzeka czasu płynie cicho i nieustannie w moich żyłach
Widziałem korony królów w pył obrócone
Łzy matek, które w ciszy światy rodziły
Słuchałem szeptu wiatru w pradawnych dębach
Których liście opowiadały o przemijaniu
Widziałem więcej niż inni widzieli
Miłość do mnie przychodziła zawsze ta sama
Czasem jak zimowa nawałnica
Czasem spokojna jak letni poranek
Ale nigdy nie odchodziła
Pamiętam inne ciała, inne nieba
Pamiętam gdy byłem wojownikiem na stepach szerokich
Gdy miecz w dłoni trzymałem mocno
A serce pełne gniewu i chwały bolało
Jak śmierć przychodziła szybko
Jak jastrząb w locie
Pamiętam jak byłem kiedyś kobietą w ogrodach wiszących
Pachnących jaśminem i tajemnicą nocy
Byłem niewolnikiem i złodziejem
Bogaczem i pasterzem w górach wysokich
I młodzieńcem z niebieskimi oczami
Jak kochałam w cieniu palm
W blasku księżyca
I pod gwiazdami Babilonu
Byłem pływającym po morzach żeglarzem samotnym
A wiatr w żaglach niósł mnie ku nieznanym brzegom
Widziałem lądy tonące w zieleni i ogniu
A w oczach mych odbijały się sztormy wieczności
Byłem drzewem w lesie, które setki lat trwało
Korzeniami piłem wspomnienia ziemi
Liśćmi szeptałem modlitwy do słońca
I czułem, jak czas we mnie powoli się skręca
Byłem kamieniem i dzikim zwierzęciem
Byłem wszystkimi
Dziś nie gonię już blasku złudnych gwiazd dalekich
Bo wiem, że światło noszę w sobie od wieków
Bo wiem, że jestem wszystkimi
I teraz, w ciszy tej mądrości głębokiej
Nie potrzebuję już niczego szukać ni pragnąć
Jestem światłem czystym, które samo w sobie płonie
Blisko doskonałości w wiecznym spokoju tonie
Teraz w bezruchu serca, gdzie czas milknie
Nie pragnę już , nie szukam, nie wołam już nieba
W moim istnieniu kwitnie nieskończoność
Jak lotos na wodzie wieczności
Wszechświat nieskończony się cały otwiera
Już tylko jeden oddech do doskonałości pozostał
A w tym oddechu cała wieczność się zawiera
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz