Za dużo od siebie wymagam
Wstaję o świcie, zanim świat się obudzi
W mojej głowie już pojawia się lista
Zrobić więcej, lepiej, szybciej
Moje serce bije jak metronom na najwyższych obrotach
A ja biegnę, choć o odpoczynek już dawno proszą
Nogi, kręgosłup, serce i dusza
Ale ja chcę być skałą
Na której inni mogą stanąć
Chcę być światłem, które nigdy nie gaśnie
Chcę być wszystkim
Dla wszystkich, naraz
Ale w lustrze widzę tylko zmęczenie w oczach
Za dużo od siebie wymagam
Jakbym był maszyną bez prawa do awarii
Jakbym zapomniał…
Że człowiek to nie cel
Tylko droga – kręta, wolniejsza, ludzka
A może wystarczy czasem powiedzieć
Dość
Usiąść na dłuższą chwilę
Pooddychać spokojnie, głęboko
Porozglądać się…
Tak zwyczajnie popatrzeć
Pozwolić, aby świat kręcił się dalej bez mojego ciągłego pchania
Może wystarczy być
Tak po prostu
Sobą
Bo czasem myślę, że ja
Żyję na wysokich oczach
Takich, które patrzą inaczej
Które widzą więcej
Które dostrzegają to czego inni nie widzą
Patrzę inaczej, nie tak samo jak inni
Bo świat patrzy inaczej
Więc muszę stać prosto
Chociaż ciało boli
Uśmiechnięty
Chociaż powodów nie ma zbyt wiele
Z pewnym krokiem
Głośnym głosem
Czy moim zadaniem do spełnienia jest właśnie to…
Że nie wolno mi upaść
Nie wolno pokazać zmęczenia
Że muszę…
Słyszę w głowie echo
Nie zawiedź ich
Wspieraj
Pomagaj jak tylko możesz najlepiej
Bądź idealny
Nie bądź słaby
Noszę maskę z granitu
Chociaż pod spodem już dawno wszystko drży i pęka
Za dużo od siebie wymagam
I żyję na wysokich oczach
Jak serce nad przepaścią cudzych oczekiwań
Każdy mój krok jest ważony
Każdy oddech policzony
Bo jedno potknięcie
I runę w ich rozczarowanie
A przecież czasem chciałbym schować się w cieniu
Zdjąć tę zbroję
Westchnąć głośno
Bez wstydu popłakać sobie
Być zwykłym, niedoskonałym sobą
Może kiedyś powiem
Dość
Niech patrzą
Albo niech odwrócą wzrok
Bo czy moje życie musi być idealne
nie jest dla cudzych oczekiwań
Przecież ono jest moje
…A może jednak nie tak do końca moje
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz