Moje poprzednie wcielenia
W piasku Mezopotamii, pięć tysięcy lat temu
Byłem garncarzem o dłoniach mocnych
Toczyłem ciężkie koło
A w moich rękach, rodziły się dzbany
W których trzymano ziarno i łzy po zmarłych
Słońce prażyło kark, a ja nuciłem pieśń rzeki
Eufrat szumiał moim głosem
W delcie Nilu, gdy piramidy dopiero rosły
Stałem się skrybą w cieniu kolumn
Trzcina w dłoni kreśliła hieroglify na papirusie
Życie jest krótkie, śmierć wieczna - pisałem
W nozdrzach miałem zapach lotosu i kadzidła
A w sercu lęk przed krokodylem - bogiem
W Helladzie, pod oliwnymi gajami
Filozofem w podartej szacie
Pytałem sam siebie
Czym jest dobro?
Czym zło jest
Kim jestem ja
Sokrates patrzył na mnie z ukosa
A ja piłem cykutę w cieniu Akropolu
W średniowiecznym klasztorze nad Renem
Mnichem w habicie z grubej wełny byłem
Przepisywałem Ewangelię złotym atramentem
W renesansowej Florencji, malarzem w pracowni pełnej terpentyny
Szkicowałem anioły na deskach lipowych
Ręka drżała od ołowianej bieli
Medyceusze płacili mi złotem
Lecz ja malowałem tylko dla wybranych
W osiemnastowiecznym Paryżu
Byłem rewolucjonistą w czapce frygijskiej
Stałem pod gilotyną, krzycząc
Wolność!
Krew spływała po bruku jak czerwone wino
W kieszeni miałem list miłosny
Którego nigdy nie wysłałem
W dziewiętnastowiecznym Manchesterze
Byłem zwykłym robotnikiem przy maszynie parowej
W czeskiej dzielnicy ubogich biedaków
Byłem złodziejem
W ostatnim wcieleniu byłem poetą w bloku z wielkiej płyty
Pisałem wersy na kartce w kratkę
Dziś sam już nie wiem gdzie jestem
W jednym oddechu czuję wszystkie życia
W jednym spojrzeniu widzę tysiąclecia
I wiem, że koło się toczy
A ja jestem wiecznie ten sam
I wiecznie inny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz