Nie trzeba się smucić, gdy ktoś umiera
Nie płacz, gdy ktoś bliski odchodzi w ciszę nocy
Gdy serce jego przestaje bić tak głośno
Jak biło kiedyś
W uśmiechu, w gniewie, w miłości
To nie koniec
To tylko głęboki wdech przed nowym świtem
Którego jeszcze nie widzisz
Nie trzeba się smucić
Bo nikt nie odchodzi naprawdę
Dusza nigdy nie umiera
Ona tylko zrzuca cielesną powłokę
Jak płaszcz, który już jest niepotrzebny
On sam to zaplanował
Swoje odejście, swoją śmierć
I w jaki sposób umiera
Zanim przyszedł na świat
Podjął decyzję kiedy odejść
I wybrał właśnie ten moment
I teraz jest tam, gdzieś dalej, szczęśliwy
Wolny, lekki, w pełni siebie
I patrzy na ciebie
I smuci się trochę
Że ty go opłakujesz
Bo to jest niepotrzebne
On przecież zostaje w zapachu starego swetra
W melodii piosenki, którą nucił pod prysznicem
Kiedy przytulał się i mówił Kocham Cię
Pamiętasz, jak trzymał twoją dłoń
Gdy świat wydawał się za ciężki?
Ta dłoń wciąż jest ciepła – w twojej dłoni
Pamiętasz jego oczy, gdy patrzył na ciebie
Jakbyś był całym jego wszechświatem?
Te oczy patrzą teraz z każdego zachodu słońca
Z każdej gwiazdy, która mruga właśnie do ciebie
Nie trzeba się smucić, choć serce pęka
Bo pęka tylko po to, aby zrobić miejsce na jeszcze większą miłość
Nikt nie umiera na zawsze
Dusza żyje dalej, nietknięta czasem
A kiedy czas jej odpoczynku dobiegnie końca
Wróci tu znowu, w nowym ciele, w nowym oddechu
Jak podróżnik, który zamyka jedną księgę
Aby otworzyć następną, pełną nieznanych rozdziałów
Reinkarnacja – to nie kara, nie przypadek
To lekcja wybrana z miłością
Z odwagą, aby doświadczyć więcej
Aby kochać głębiej
Aby znów spotkać tych, których serce pamięta
Może kiedyś spojrzysz w oczy dziecka
Bezdomnego psa
Dzikiego zwierzęcia
Nastolatki pełnej uśmiechu
Lub młodzieńca o niebieskich oczach
I rozpoznasz w nich ten sam znajomy błysk
Ten sam śmiech
Ten sam sposób trzymania dłoni
I zrozumiesz, że wrócił
Aby kontynuować wspólną drogę
Bo to on sam sobie wybiera ścieżkę
Po której chce stąpać
Nie trzeba się smucić
Bo miłość nie umiera nigdy
Ona tylko zmienia kształt
Z ciała w pamięć
Z głosu w ciszę
Z obecności w wieczną bliskość
I pewnego dnia, gdy będziesz gotowy
Zrozumiesz to nagle
Że nigdy naprawdę nie umiera się na zawsze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz