Mrozy dopiero nadejdą
Jeszcze liście wiszą jak wyschnięte płuca na sznurze
Jeszcze ptaki udają, że mają dokąd odlecieć
Jeszcze w żyłach ciepła krew krąży leniwie jakby śmierć była tylko plotką
Ale w ścianach już słychać ten niski, suchy trzask
Jakby ktoś od środka łamał żebra twojego domu
Ale nocą lustra zaczną oddychać wolniej niż ktoś
Kto odwraca wzrok kiedy nie powinien
A wtedy zobaczy cudze źrenice
Za małe, za czarne, za stare
Mróz nie przyjdzie z wiatrem
On się wykluje pod skórą
Najpierw zamrozi palce, potem kolana
Potem myśli
Które nie chcą się kończyć na – tylko ja
Kiedy obudzisz się i zobaczysz własny oddech
Jak biały nóż wbity w powietrze przed tobą
Wtedy zrozumiesz że to nie para
A twoja dusza próbuje uciec zanim reszta zamarznie na amen
Mrozy dopiero nadejdą
Ale już teraz twoje serce bije coraz bardziej
Jak obcy który chce się wydostać z klatki
Zanim wszystko zamieni się w jedno złowrogie milczenie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz