Szczur w piwnicy
W piwnicy śmierdziało stęchlizną i węglem
A jednak tamtego wieczora ktoś na mnie patrzył
Małe czarne paciorki, bez strachu, bez ucieczki
Siedział na rurze skulony
I tylko wąsy drgały mu lekko jakby mówił
No patrz, obaj tu jesteśmy
Kawałek herbatnika cisnąłem w półmrok
Nie rzucił się na niego jak wygłodniały zwierz
Podszedł powoli, powąchał, spojrzał na mnie
I dopiero wtedy zaczął jeść – pomalutku, z godnością
Od tej pory przychodzi co wieczór o mniej więcej tej samej porze
Siada w tym samym miejscu
Patrzy tym samym spojrzeniem
Takim… Które nic nie obiecuje, ale też niczego nie żąda
Czasami przynoszę mu kawałek słoniny
Czasami orzechy
A czasem tylko latarkę, żeby lepiej widział moją twarz
On wtedy odchyla głowę jakby mówił
Widzę cię, człowieku, widzę
I tak siedzimy – ja na schodach, on na rurze
Dwa ssaki, które świat uznał za wrogie sobie
Ale, które mimo to postanowiły nie gryźć się nawzajem
Najdziwniejsze jest to że kiedy gaszę światło i zamykam drzwi
Wiem, że on tam zostaje i że mu nie jest wszystko jedno czy wrócę jutro
Czuję to wewnątrz bardzo mocno
Chyba właśnie tak wygląda przyjaźń w najdziwniejszym miejscu na świecie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz