21 stycznia 2026

Szczur w piwnicy

 

Szczur w piwnicy

W piwnicy śmierdziało stęchlizną i węglem

A jednak tamtego wieczora ktoś na mnie patrzył

Małe czarne paciorki, bez strachu, bez ucieczki

Siedział na rurze skulony

I tylko wąsy drgały mu lekko jakby mówił

No patrz, obaj tu jesteśmy

Kawałek herbatnika cisnąłem w półmrok

Nie rzucił się na niego jak wygłodniały zwierz

Podszedł powoli, powąchał, spojrzał na mnie

I dopiero wtedy zaczął jeść – pomalutku, z godnością

Od tej pory przychodzi co wieczór o mniej więcej tej samej porze

Siada w tym samym miejscu

Patrzy tym samym spojrzeniem

Takim… Które nic nie obiecuje, ale też niczego nie żąda

Czasami przynoszę mu kawałek słoniny

Czasami orzechy

A czasem tylko latarkę, żeby lepiej widział moją twarz

On wtedy odchyla głowę jakby mówił

Widzę cię, człowieku, widzę

I tak siedzimy – ja na schodach, on na rurze

Dwa ssaki, które świat uznał za wrogie sobie

Ale, które mimo to postanowiły nie gryźć się nawzajem

Najdziwniejsze jest to że kiedy gaszę światło i zamykam drzwi

Wiem, że on tam zostaje i że mu nie jest wszystko jedno czy wrócę jutro

Czuję to wewnątrz bardzo mocno

Chyba właśnie tak wygląda przyjaźń w najdziwniejszym miejscu na świecie

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...