Nawiedzony dom
Ściany oddychają, kiedy gasisz światło
Nie głośno. Nie dramatycznie
Tylko takie ciche, mokre westchnienie starego muru
Jakby ktoś bardzo długo płakał spod tynku
Schody liczą jeden stopień więcej
Kiedy schodzisz w nocy po wodę
Wracałeś ostrożnie na palcach
Zawsze było ich o jeden za dużo
Zawsze
W sypialni na piętrze lustro w przedpokoju nie odbija twojej twarzy
Tylko miejsce, w którym twoja twarz powinna być
I bardzo się stara udawać, że tam jesteś
Najgorsze są te chwile
Kiedy ktoś puka do drzwi twojego pokoju od wewnątrz
Dwa razy. Pauza. Trzy razy. Pauza. Potem cisza tak ciężka
Że słyszysz
Jak twoje własne serce próbuje się wydostać pomiędzy żebrami na zewnątrz
W kuchni stoi krzesło
Które zawsze jest odsunięte o dokładnie 17 centymetrów od stołu
Nawet jeśli nikt tu nie siadał od lat
A gdy ty siadasz na nim czasem
Wtedy ono lekko się przysuwa
Samo
A w piwnicy…
W piwnicy jest lustro, którego nikt nie przyniósł
Leży na betonie
Tą ważną stroną do góry
Kiedy schodzisz po schodach
Widzisz w nim najpierw swoje stopy
Potem kolana, potem brzuch, a na samym końcu
Twarz kogoś, kto stoi za tobą i uśmiecha się twoimi ustami
Tylko trochę za szeroko
Dom nie chce cię zabić
On chce żebyś się go bał
Żebyś został
Na zawsze
Żebyś w końcu przestał sprawdzać
Czy kroki na korytarzu są naprawdę twoje
I kiedyś przestaniesz sprawdzać
Wtedy dom westchnie z ulgą
I wreszcie przestanie oddychać sam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz