23 stycznia 2026

Nawiedzony dom

 

Nawiedzony dom

Ściany oddychają, kiedy gasisz światło

Nie głośno. Nie dramatycznie

Tylko takie ciche, mokre westchnienie starego muru

Jakby ktoś bardzo długo płakał spod tynku

Schody liczą jeden stopień więcej

Kiedy schodzisz w nocy po wodę

Wracałeś ostrożnie na palcach

Zawsze było ich o jeden za dużo

Zawsze

W sypialni na piętrze lustro w przedpokoju nie odbija twojej twarzy

Tylko miejsce, w którym twoja twarz powinna być

I bardzo się stara udawać, że tam jesteś

Najgorsze są te chwile

Kiedy ktoś puka do drzwi twojego pokoju od wewnątrz

Dwa razy. Pauza. Trzy razy. Pauza. Potem cisza tak ciężka

Że słyszysz

Jak twoje własne serce próbuje się wydostać pomiędzy żebrami na zewnątrz

W kuchni stoi krzesło

Które zawsze jest odsunięte o dokładnie 17 centymetrów od stołu

Nawet jeśli nikt tu nie siadał od lat

A gdy ty siadasz na nim czasem

Wtedy ono lekko się przysuwa

Samo

A w piwnicy…

W piwnicy jest lustro, którego nikt nie przyniósł

Leży na betonie

Tą ważną stroną do góry

Kiedy schodzisz po schodach

Widzisz w nim najpierw swoje stopy

Potem kolana, potem brzuch, a na samym końcu

Twarz kogoś, kto stoi za tobą i uśmiecha się twoimi ustami

Tylko trochę za szeroko

Dom nie chce cię zabić

On chce żebyś się go bał

Żebyś został

Na zawsze

Żebyś w końcu przestał sprawdzać

Czy kroki na korytarzu są naprawdę twoje

I kiedyś przestaniesz sprawdzać

Wtedy dom westchnie z ulgą

I wreszcie przestanie oddychać sam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...