Oddycham sercem nieustannie
Oddycham sercem nieustannie
A dusza dziurawa jak sito zasila trawnik przed moim domem
Dusza, która promienieje radością tylko w półmroku
Kiedy nikt nie patrzy
Wtedy rozbłyska jak zapałka w piwnicy
Krótko i gwałtownie
Po czym gaśnie z cichym sykiem
Jakby ktoś zgasił ją palcami
Kropla po kropli, cicho, bez hałasu
Przecieka przez szpary żeber i wsiąka w ziemię
Gdzie kiedyś rosły niebieskie stokrotki i czyjeś imię
Czasem rano widzę na trawie wilgotny ślad w kształcie człowieka
Myślę, że to ona próbowała w nocy uciec
Rozlać się szerzej, dotknąć chodnika, dotknąć czyichś butów
Choćby na chwilę poczuć, że jest czyjaś
Ale wraca
Zawsze wraca
Bo nie umie inaczej
Przecieka z powrotem przez te same dziury
Które sama sobie wydziobała
I kładzie się we mnie jak mokry ręcznik
Ciężka, ciepła, trochę śmierdząca stęchlizną
A ja oddycham dalej
Serce bije, jakby nic się nie stało
Jakby ten trawnik był cmentarzem małych
Dawno zapomnianych euforii
Czasem tylko przystanę przy oknie i patrzę
Jak rosa odbija niebo
Wtedy przez sekundę wydaje mi się
Że to nie krople mojej duszy
Tylko zwykła poranna wilgoć
I na moment promienieje
Bardzo cicho
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz