18 stycznia 2026

Oddycham sercem nieustannie

 

Oddycham sercem nieustannie

Oddycham sercem nieustannie

A dusza dziurawa jak sito zasila trawnik przed moim domem

Dusza, która promienieje radością tylko w półmroku

Kiedy nikt nie patrzy

Wtedy rozbłyska jak zapałka w piwnicy

Krótko i gwałtownie

Po czym gaśnie z cichym sykiem

Jakby ktoś zgasił ją palcami

Kropla po kropli, cicho, bez hałasu

Przecieka przez szpary żeber i wsiąka w ziemię

Gdzie kiedyś rosły niebieskie stokrotki i czyjeś imię

Czasem rano widzę na trawie wilgotny ślad w kształcie człowieka

Myślę, że to ona próbowała w nocy uciec

Rozlać się szerzej, dotknąć chodnika, dotknąć czyichś butów

Choćby na chwilę poczuć, że jest czyjaś

Ale wraca

Zawsze wraca

Bo nie umie inaczej

Przecieka z powrotem przez te same dziury

Które sama sobie wydziobała

I kładzie się we mnie jak mokry ręcznik

Ciężka, ciepła, trochę śmierdząca stęchlizną

A ja oddycham dalej

Serce bije, jakby nic się nie stało

Jakby ten trawnik  był cmentarzem małych

Dawno zapomnianych euforii

Czasem tylko przystanę przy oknie i patrzę

Jak rosa odbija niebo

Wtedy przez sekundę wydaje mi się

Że to nie krople mojej duszy

Tylko zwykła poranna wilgoć

I na moment promienieje

Bardzo cicho

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...