Znalazłem wejście do innego wymiaru
Znalazłem wejście
Nie drzwi, a raczej ranę w powietrzu
Cienką jak blizna po źle zrośniętym śnie
Dotknąłem krawędzi palcami
Była ciepła i drżała
Jak skóra na mostku
Gdy serce bije za mocno
Przechyliłem głowę
I zobaczyłem
Że tam pada inny deszcz
Nie z góry, tylko od dołu
Jakby ziemia tam płakała w drugą stronę
Zrobiłem krok
I zapach się zmienił na niewidzialny
Jak wspomnienie koloru
Którego nigdy nie widziałem
Gdy zrobiłem drugi krok
Czas zaczął się wić jak dym
Minuta mogła być matką godziny albo jej trupem
Tam nie ma horyzontu
Tylko linia, za którą rzeczy same siebie pamiętają
I czasem zapominają być sobą
Stałem na progu
Jedną nogą tu, drugą już nigdzie
I wtedy usłyszałem jak tamten ja
Ten, który przeszedł wcześniej
Szepta z tamtej strony
Nie bój się
Tu nie ma dna
Ale jest dużo miejsca na nowe rodzaje spadania
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz