Zaczęło się
Zaczęło się
Teraz nastąpi płacz i zgrzytanie zębami
Strach, lęk i przerażenie…
To była tylko sekunda
W której serce zrobiło jedno uderzenie za dużo
I coś w środku powiedziało
Już wystarczy
Od tamtej pory bije coś innego
Nie mocniej. Nie szybciej
Tylko… precyzyjniej
Jakby ktoś włożył do piersi mechanizm
Który zna każdą możliwą śmierć
I wybiera tę najwolniejszą
Język w ustach już nie jest mięsem
To kawałek czarnego wosku
Który topi się powoli i spływa do gardła cienkimi strużkami
Nie można nic przełknąć
Bo gardło się zamknęło jak stalowa klapa w studni bez dna
Czuć tylko, jak wosk stygnie wewnątrz
I twardnieje w kształt własnego krzyku
Który nigdy nie wyjdzie na zewnątrz
Oczy są nadal otwarte
Ale patrzą teraz na dwie rzeczywistości naraz
W jednej jesteś w mieszkaniu na kanapie
W drugiej już leżysz twarzą w dół w ziemi
A robaki zaczynają się zastanawiać
Od którego końca zacząć
Obie wizje nakładają się idealnie
Mrugasz i przez powiekę widzisz, jak ziemia wpada ci do ust
Nie ma już myśli, że to się zaraz skończy
Pamiętasz, jak bardzo prosiłeś
Żeby to nigdy się nie wydarzyło
I wtedy coś w tobie pęka
Nie głośno
Nie boleśnie
Cicho, jak nitka pajęczyny
Ostatnia żywa komórka w mózgu gaśnie
I w tej jednej setnej sekundy rozumiesz wszystko
Że żadna wojna nie nadeszła
Że nigdy jej nie było
Była tylko twoja śmierć
Która trwała tak długo
Że zdążyła udawać i mieszać ci w głowie
A teraz kończy się cierpliwość
Ciemność nie przychodzi
Ona już tu jest
I oddycha twoim imieniem
Ostatni raz
I milknie
Na zawsze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz