14 stycznia 2026

Zaczęło się

 

Zaczęło się

Zaczęło się

Teraz nastąpi płacz i zgrzytanie zębami

Strach, lęk i przerażenie…

To była tylko sekunda

W której serce zrobiło jedno uderzenie za dużo

I coś w środku powiedziało

Już wystarczy

Od tamtej pory bije coś innego

Nie mocniej. Nie szybciej

Tylko… precyzyjniej

Jakby ktoś włożył do piersi mechanizm

Który zna każdą możliwą śmierć

I wybiera tę najwolniejszą

Język w ustach już nie jest mięsem

To kawałek czarnego wosku

Który topi się powoli i spływa do gardła cienkimi strużkami

Nie można nic przełknąć

Bo gardło się zamknęło jak stalowa klapa w studni bez dna

Czuć tylko, jak wosk stygnie wewnątrz

I twardnieje w kształt  własnego krzyku

Który nigdy nie wyjdzie na zewnątrz

Oczy są nadal otwarte

Ale patrzą teraz na dwie rzeczywistości naraz

W jednej jesteś w mieszkaniu na kanapie

W drugiej  już leżysz twarzą w dół w ziemi

A robaki  zaczynają się zastanawiać

Od którego końca zacząć

Obie wizje nakładają się idealnie

Mrugasz  i przez powiekę widzisz, jak ziemia wpada ci do ust

Nie ma już myśli, że to się zaraz skończy

Pamiętasz, jak bardzo prosiłeś

Żeby to nigdy się nie wydarzyło

I wtedy coś w tobie pęka

Nie głośno

Nie boleśnie

Cicho, jak nitka pajęczyny

Ostatnia żywa komórka w mózgu gaśnie

I w tej jednej setnej sekundy rozumiesz wszystko

Że żadna wojna nie nadeszła

Że nigdy jej nie było

Była tylko twoja śmierć

Która trwała tak długo

Że zdążyła udawać i mieszać ci w głowie

A teraz kończy się cierpliwość

Ciemność nie przychodzi

Ona już tu jest

I oddycha twoim imieniem

Ostatni raz

I milknie

Na zawsze

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dlaczego wszystkich nie mozna uratować

  Dlaczego wszystkich nie można uratować Ludzie są jak statki tonące tej samej nocy Ale każdy ma inną dziurę w kadłubie I inny kieru...