Stewardesa z garbatym nosem
Stewardesa z garbatym nosem
Wyglądała jak ktoś
Kogo życie zapomniało…
Za duży mundurek wisiał na niej
Jak cudza historia
Wychudzona była
I krucha
Z potarganymi włosami
Jakby spała w przeciągach obcych miast
Łzy kapały jej na koszulę
Cicho, jednostajnie
Jak zegar, który odmierza tylko stratę
Zostawiały mokre plamy
Tam, gdzie kiedyś powinno być serce
Rozglądała się dookoła pustymi oczami
Nie szukała już niczego
Patrzyła tak
Jak patrzy się na świat
Po długim
Gorzkim płaczu
Bez nadziei
Bez pytania „dlaczego”
Szła pomiędzy fotelami
Potrącając pasażerów
A oni poprawiali tylko rękawy
Przesuwali kolana
I wracali do swoich ekranów
Nikt nie zwrócił na nią uwagi
Nikt nie zobaczył
Że każdy jej krok
Był jak krok po cienkim lodzie
W kabinie było ciepło
Ale ona marzła
Samolot leciał wysoko
A ona spadała coraz niżej
W ciszę
W której nawet płacz
Stawał się niedostrzegany
I nie miał już siły brzmieć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz