Wierzyć mogę tylko sobie
Wierzyć mogę tylko sobie
Reszta to potwory w garniturach, kitlach i sutannach
Uśmiechają się szeroko
Patrzą prosto w oczy i wbijają nóż po sam trzonek w plecy
Naukowcy sprzedają wyniki na sztuki
Lekarze przepisują to, co im kazano
Politycy to jedno wielkie kłamstwo
Kościół handluje czymś czego nie ma
Zaufać im wszystkim to nie naiwność
To głupota, która kosztuje życie
Dzisiaj zaufanie to powolne samobójstwo
Ale mam dwa wyjątki
Dwa żywe wyjątki w tym gównianym świecie
Żona przez wszystkie najczarniejsze noce
I najgorsze poranki wspierała mnie
Trzymała, nie odeszła
Dowiodła ciałem i spojrzeniem
Że mogę jej oddać wszystko
Że mogę zaufać bezgranicznie
I syn – moja krew
Nawet gdyby potrafił skłamać
To mnie nigdy nie okłamał
Nigdy mnie nie zostawił
Nigdy nie zawiódł
Gdy świat mi się walił stał cicho i mocno
Wspierał mnie i nigdy nie odwrócił wzroku
Wszyscy inni – bez wyjątku
Nie zasługują na moje zaufanie
Za ich słowami tylko obłuda i fałsz
Więc idziemy dalej przez życie sami
Żona po prawej, syn po lewej
Każdy z nożem w kieszeni na wszelki
Bo nie wiemy co nas jeszcze spotka
I wiecie co?
Wszystko inne poza nami lata mi koło dupy
Mam dwie osoby warte całej miłości
Całego tego gniewu
Całego tego bólu
Całego tego muru z betonu i krwi, który zbudowałem wokół nas trojga
Reszta niech się dławi swoimi kłamstwami
I…
W swoich uśmiechniętych maskach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz