Tam gdzie znika odległość
Na granicy ciszy, gdzie myśl się urywa
Rodzi się pytanie — ciche, lecz prawdziwe
Czy świat, który po śmierci w nas się otwiera
Jest miejscem… czy raczej sposobem istnienia?
Nie znajdziesz go w gwiazdach, w próżni, w oddali
Nie świeci jak planeta w kosmicznej dali
On tu jest — ukryty w tej samej przestrzeni
Lecz inną częstotliwość w sobie ma na ziemi
Jak fale, które płyną przez jedno powietrze
Choć niewidzialne — istnieją naprawdę
Tak światy się splatają, przenikają cicho
Ale tylko świadomość otwiera ich okno
Ciało jest filtrem i zawęża widzenie
Zamyka w materii szerokie istnienie
Uczy nas czasu, co linią się toczy
I przestrzeń wyznacza dla kroków i oczu
A kiedy ten filtr nagle opada
Świadomość się budzi i już nic jej nie
zdradza
Ona była zamknięta w ograniczeń ramie
Ale widzi wszystko jedynym, możliwym planie
Nie ma już kiedy, nie ma za chwilę
Przyszłość i przeszłość zlewają się w tyle
Jednego momentu bez końca, bez granic
jak oddech wieczności, bo reszta to na nic
I może ten „tamten” świat nie jest daleko
Lecz bliżej niż myśl, niż puls pod powieką
Może się zdarza, że dotykasz go snem
Gdy ktoś odszedł… a jednak jest obok jak
cień
Więc życie na Ziemi to tylko fragment
Jedna z melodii w ogromnym instrumencie,
A świadomość gra raz ciszej, raz
głośniej
Poznając istnienie… w nieskończonej formie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz