Taki tam ciężar
Często czuję na sobie ciężar
Jak płaszcz z kamieni
Którego nikt nie widzi
Noszę w kieszeniach oddechy bliskich
Liczę ich dni, które bywają jak kruche szkło
Pilnuję, żeby zły świat ich nie skaleczył
Martwię się czasem za bardzo. To wiem
Jakbym mógł zatrzymać chorobę dłonią
Albo zszyć ich smutki ciszą i uśmiechem
A przecież nie jestem mostem
Który musi utrzymać wszystko
Ani światłem, które nigdy nie gaśnie
Jestem tylko sercem
Czasem zmęczonym
Czasem zbyt czujnym
Ale chyba nie nauczę się
Odkładać tego ciężaru nawet na chwilę
Ani oddychać za innych
Bo
miłość to nie straż nocna bez snu
Ale obecność
Która nie zawsze pozwala odpocząć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz