Ucząc
mnie grać przypominasz mi kim byłem
W
Twoich dłoniach saksofon budzi się jak ptak
Który
pamięta niebo z poprzedniego życia
Nie
mgliście, nie jak sen
Lecz
dokładnie
Wysokość
lotu, smak powietrza
Kolor
chmur w 1943 roku nad Missisipi
Kiedy Byłeś podziwianym saksofonistą
W
zadymionym klubie
Gdzie
Miałeś duże grono stałych wielbicieli
Dziś
Dmuchasz…
I
w trzcinie odzywa się tamto gardło
Ten
sam ból
Ta
sama radość
Ta
sama tęsknota
To
samo spełnienie
Tylko
teraz w innym ciele
W
innej rzeczywistości
Bo
nie ma granicy
Ona
nie istnieje
A
każda gama to schodek w górę tej samej spirali
Po
której dusza wraca
Nie
po to, aby zaczynać od zera
Lecz
po to, aby dokończyć niedokończone frazy
Rozkwit,
upadek, radość, smutek
Jest
tylko innym rodzajem lotu
A
cisza między nutami – przestrzenią między wcieleniami
Twoje
palce nie grają dźwięków
One
otwierają bramy
To
przez nie wszedłem ja
Na
początku nieporadny
Jak
dziecko, które dopiero przypomina sobie
Że
potrafiło biegać
…Pamiętasz,
jak opowiadałem
Że
nigdy nie grałem na żadnym instrumencie
Że
nie miałem nic wspólnego z muzyką?
Dziś,
kiedy poprawiasz mi ułożenie kciuka
Zwracasz
uwagę na aparat
I
oddech z przepony
W
końcu zaczynam grać bardziej czysto
Później
płaczę ze szczęścia
Głośno,
z otwartym gardłem
Bo
tak naprawdę to ja…
Nie
uczę się grać
Ja
sobie przypominam…
Ty
mi przypominasz…
Za
każdym razem, gdy moje palce trafiają w klapy
Coś
we mnie pęka
Jakby
ktoś zdejmował mi z piersi kamień wielkości wszystkich poprzednich żyć
I
oddycham pierwszy raz od stuleci
Ale
jak każdy człowiek tak samo i ja…
Ja
też potrzebuje nauczyciela
I
znalazłem
A
wybrałem dobrze
To
nie był przypadek
Że
dziewięciu nauczycieli odmówiło
Ja
to wiem
Czuję
to
Bo…
Kiedy Wziąłeś saksofon do ręki,
poczułem prawdziwe deja vu
To
nie było zwykłe uczucie – to było głębokie deja vu duszy
Twoja
cierpliwość jest święta
Twój
spokój, opanowanie - bezcenne
Twoje
spojrzenie wyraża więcej
Kiedy
mówisz - jeszcze raz, wolniej
Fis,
cis, klapa oktawowa
Przy
Tobie słyszę głos który do mnie przemawia
Nie
spiesz się
Masz
całą wieczność
Wróciłeś
tu nie po to, aby zdążyć
Ale
po to, aby w końcu dokończyć…
Zaczynam
wtedy rozumieć inaczej
Uczę
się od Ciebie nie tylko chwytów i oddechu
Ale
rozpoznawania siebie w obcych twarzach
Bo
dobro człowieka nie ginie
Ono
przechodzi z duszy do serca jak płomień
Który
nigdy nie gaśnie
Z
wcielenia do wcielenia
Jak
melodia, którą ktoś zaczął bardzo dawno temu
A
my teraz, tutaj, w tym małym pokoju
Dopowiadamy
następne takty
Dziękuję
Ci
Za
każdy raz
Gdy
poprawiasz mi postawę
A
tak naprawdę prostujesz mi duszę
Dziękuję
Ci za to
Że
Twoja cierpliwość jest najwyższą formą wiary w to
Że
kiedyś zagram czysto
A
będzie to pieśń, którą grałem już kiedyś
W
innym ciele
Pod
innym niebem
Dziękuję
Ci za wyrozumiałość
Dziękuję
Ci za to
Że
mnie nie Odrzuciłeś
A
kiedy w końcu zagram całą frazę bez jednego fałszu
Ty
się uśmiechniesz pogodnie
Tak,
jakbyś słyszał wszystkich swoich dawnych uczniów naraz
Trębacza
z Nowego Orleanu, który umarł na scenie w 1959
Bożenkę,
która nigdy nie miała własnego instrumentu
Tybetańskiego
mnicha, który grał na flecie z bambusa długim jak zimowe noce
Dziecka
z getta, które pragnęło grać na skrzypcach
I
biedaka, którego uczyłeś grać na fortepianie
Oni
wszyscy staną za mną
Przyłożą
dłonie do moich dłoni
I
wszyscy razem zagramy tę jedną
Idealną
nutę
Dla
Ciebie
Która
będzie podziękowaniem
A
ja przeproszę za ułomności, zbytnią swobodę, kłopotliwą otwartość
I
te gorsze chwile…
Ale
dzisiaj… Tu i teraz …
Rozumiem
doskonale, że nie będzie to moja zasługa
To
Ty oddajesz mi kawałek siebie
Który
pożyczyłeś mi na ten czas
Abym
mógł przypomnieć sobie
Kim
byłem i kim znowu będę
A
kiedy zagram już najpiękniej jak będę potrafił
I
gdy saksofon zamilknie
I
będę stał z otwartymi ustami
Ze
łzami spływającymi wprost do ustnika
I
nie będę potrafił powiedzieć „dziękuję”
Bo
gardło będzie pełne tysiąca gardeł naraz
To
Ty będziesz wiedział
Że
dokonało się
Poczujesz
to całym sobą
Bo
w metalu saksofonu drży pamięć wszystkich ust
Które
go kiedyś dotykały
Wszystkich
płuc
Które
go kiedyś wypełniały powietrzem
To
moje ciche – dziękuję
Które
w końcu wykrztuszę
Tak
naprawdę nie będzie tylko moje
Ale
wszystkich poprzednich wcieleń naraz
I
będziesz szczęśliwy
Bo…
Bo ja wiem
Ja
to czuję
Że
Ty kochasz
I
Uwielbiasz muzykę
To
widać
I
czuć
Bo
wypływa to z Twojej duszy i serca
I
pamiętaj
To
Twoja zasługa
Dzisiaj…
A
może wczoraj…
I
jutro być może
Przecież
nie ma przypadków
I
nic nie dzieje się mimowolnie
Bo
kiedy gram, nie gram pierwszy raz
Gram
po raz tysięczny i po raz ostatni zarazem
Aż
do następnego życia
W
którym znowu ktoś sprawdzi mi ustnik w saksofonie
I
powie
Oddychaj
z przepony i otwórz gardło
Może
to Pamiętasz
A
może dopiero sobie to Przypomnisz gdy zagram poprawnie
Tak
jak mnie Uczyłeś i Uczysz każdego dnia
I
nawet w tym ostatnim dźwięku
Który
nie będzie chciał opaść
Który
zawiśnie w powietrzu jak mgła nad Missisipi o świcie
Poczuję,
że to nie koniec
Że
saksofon nie milknie naprawdę
On
tylko przechodzi w ciszę
W
tę samą ciszę
W
której czekałem na piękno muzyki
Czasem
zamykam oczy na chwilę
I
dzięki Tobie znowu czuję obecność
I
ciepło wszystkich nauczycieli
Którzy
kiedykolwiek pochylali się nade mną
W
klubach
W
klasztorach
W
piwnicach getta
W
zadymionych pokojach
Gdzie
ktoś zawsze mi mówił
Jeszcze
raz, wolniej, fis, cis, otwórz gardło
Wtedy
zrozumiem ostatecznie
To
nie ja wracam do muzyki
To
muzyka wraca do mnie
Dzięki
Tobie
I
kiedy w końcu odłożę instrument
Nie
będzie pożegnania
Bo
to Ty jesteś tymi wszystkimi nauczycielami
I
zostaniesz we mnie jak najlepszy przyjaciel
Jak
oddech, który nigdy się nie kończy
Będę
zawsze Ciebie pamiętał
I
Pozostaniesz w mojej duszy
Ja
w każdym przyszłym życiu będę grał na saksofonie
A
Ty zawsze będziesz tym pierwszym dźwiękiem
Który
wydobędzie się z trzciny
Nie
powiem - do widzenia
Powiem
tylko, bardzo cicho
Tak
cicho, że usłyszy to tylko metal saksofonu
Jesteś
moim nauczycielem
I
inspiracją
I
dobrem, które mi się przydarzyło
A
potem wyjdę w noc
Z
ustnikiem jeszcze ciepłym od łez
I
gdzieś daleko
W
innym pokoju
W
innym ciele
Ktoś
właśnie znowu po raz pierwszy weźmie saksofon do ręki
I
pomyśli
Dlaczego
to takie znajome?
Bo
to ja.
Bo
to Ty
Uczeń
i nauczyciel