24 marca 2026

To ja decyduję

 

To ja decyduję

To ja decyduję co jest i co będzie

I co się stanie każdego dnia

W moim umyśle
Rodzi się droga, którą sam sobie wytyczam
Nie w cudzych słowach, nie w czyjejś opinii
Lecz w sercu własnym znajduję zdobycze

To ja wybieram, czy ma być światło, czy cień
Czy wstanę rano z odwagą w spojrzeniu
Czy dam się złamać, czy powiem

To właśnie ten dzień
W którym mam siłę i jestem w istnieniu

To ja decyduję, czy moje zdrowie rozkwita
Jak dbać o ciało, o myśli, o duszę
Czy odpowiadać gdy ktoś mnie zapyta

I ja decyduję, żeby nie robić
Tego co inni chcą

Bo ja naprawdę nie muszę

To ja buduję swój los krok po kroku
Z błędami, z nadzieją pasmem  upadków i wzlotów
Nie jestem kamieniem w bystrym potoku
Jestem decyzją. Jestem iskierką boskiej istoty

Więc idę przed siebie, choć nie znam wszystkiego
Ale wiem, że we mnie jest siła tworzenia
To ja decyduję  i nic oprócz tego
Nie ma większego znaczenia

23 marca 2026

Dopuki płonie iskra

 

Dopóki płonie iskra

To nie ciało pierwsze woła dosyć
Nie mięśnie i siła składają broń
To cisza w głowie ciężka jak noc
Gdy gaśnie w człowieku ostatni płomień

Człowiek nie tonie od fal wysokich
Nie przegrywa z rwącym nurtem rzeki
Ale z myślą cichą, która szepcze w środku
Już nie dopłyniesz, umrzesz, to koniec drogi

I wtedy moce i dłonie opadają
Chociaż sił zostało jeszcze wiele
Bo bez nadziei nawet oddech
Wydaje się zbyt wielkim celem

Lecz czasem starczy mała iskierka
Czyjeś słowo, gest podany kij lub ręka
To już wystarczy, choć to naprawdę  niewiele
Aby walczyć o życie  uparcie i twardo

I nagle serce zacznie bić mocniej
I popłyniesz dalej  pomimo wszystko
Bo uwierzyłeś że dasz radę
Bo ktoś rozpalił w tobie ognisko

Nie jesteś sam pośród tej wody
Choć fale są zimne i wciąż uderzają
Bo nadzieja jest najważniejsza
Ona daje ci siłę, ona cię trzyma i trwa

Więc pamiętaj gdy kiedyś sił ci zabraknie
Gdy świat ci się zdaje tonąć wraz z tobą
To nie jest koniec, lecz próba twej wiary
Że jeszcze dalej możesz iść  swoją drogą

Bo nawet najmniejsza nadzieja
Ma w sobie siłę wichru i oceanu
I może więcej niż rozum pojmuje
Tych, którzy nie poddali się nie swoim planom

Bo kiedy stoisz na granicy ciszy
Gdzie każdy krok zdaje się już ostatni
To właśnie wtedy rodzi się odwaga
Nie w krzyku, ale lecz w tym, co trwa uparcie

Nie w sile, która burzy, lecz w tej, która wytrzyma
Gdy świat się wali i grunt znika spod nóg
To serce, choć kruche, potrafi być skałą
I przetrwać więcej niż najtwardszy mur

I choć nieraz droga prowadzi przez ciemność
Gdzie nie ma świateł, drogowskazów i map
To każdy krok, choćby najmniejszy
Jest buntem przeciwko temu, co chce cię złamać

Bo człowiek nie kończy się tam, gdzie upada
Lecz tam, gdzie przestaje podnosić swój los
A póki w tobie tli się choć jedna myśl walki
To jeszcze nie cisza bo to jest wciąż twój głos

22 marca 2026

Twardy skurwysyn

 

Twardy skurwysyn

Często trzeba być twardym skurwysynem

Często trzeba mocno zacisnąć zęby
I iść dalej, choć wszystko w środku wrzeszczy
I krzyczy przeraźliwie, że już dość

Że wystarczy

Bo życie nie pyta, czy jesteś gotowy
Rzuca w ciebie rachunkami
Niesprawiedliwym szefem

Niedouczonym i tępym lekarzem

Niezrozumieniem

Oskarżeniem i niesprawiedliwa oceną
I głośną muzyką za ścianą

Która staje się nie do zniesienia

Czasem trzeba być twardym skurwysynem
Nie po to, żeby niczego nie czuć
Ale żeby się nie rozpaść od środka
Na kawałki, których nikt nie pozbiera

Gdy choroba siada przy stole jak nieproszony gość
A oczy bliskich uczą cię strachu i niepewności

Bezsilności


Wtedy rozumiesz, że siła
To nie brak łez, czy współczucia


To ten fakt, że mimo wszystko
Wstajesz rano

I robisz to co do ciebie należy

Że robisz to co możesz zrobić najlepiej jak potrafisz

Że czasem musisz walczyć

Robić coś z czego nie koniecznie będziesz dumny

Nie dlatego, że jesteś niezniszczalny

Nie dla tego, że chcesz pokazać jaki jesteś wspaniały
Ale dlatego, że ktoś musi nieść ten ciężar
Choćby drżącymi rękami

I czasem ten ciężar zaczyna mówić
Najpierw szeptem
Że już nie dasz rady
Że to wszystko może nie ma sensu

A potem krzyczy, żeby to do ciebie na pewno dotarło

Noce robią się dłuższe niż powinny
A myśli krążą jak bezpańskie psy
Które gryzą, szarpią i nie odpuszczają

W pracy patrzą na ciebie jakoś tak dziwnie inaczej
Sąsiedzi nagle przestają mówić ci dzień dobry
A w domu panuje cisza, która boli bardziej niż krzyk

Znosisz to wszystko cierpliwie

Bez użalania się

Z cierpliwością i pokorą

Bo wiesz, że nie masz na to żadnego wpływu

Że tak nie powinno być

Ale także wiesz

Że ty

Właśnie tak powinieneś

Że tak trzeba

Ale w końcu przychodzi ta chwila
Że pękasz gdzieś w środku
Cicho, bez świadków
Bez wielkich słów

Ale właśnie tam
W tym pęknięciu
Jest coś jeszcze

Upór

Brudny, zmęczony
Wściekły na wszystko i wszystkich
Ale żywy

I to on każe ci znowu wstać
Choć ręce drżą bardziej niż wczoraj
Choć serce bije jakby chciało uciec

Choć boli cię ciało i dusza

Bo nawet jeśli jesteś twardym skurwysynem
Takim aż do bólu
To gdzieś pod tą skorupą
Wciąż jesteś człowiekiem

Pełnym miłości, współczucia i nadziei

I to jest właśnie ta twoja siła

Wsparcie i odpowiedzialność

Nie szukam juz drogi

  Nie szukam już drogi Nie szukam już drogi, nie dlatego, że jej nie ma Lecz dlatego, że przestałem wierzyć Że ktoś może znać ją lepie...